Przemek Garczarczyk: Jak czuje się Pan przed debiutem na amerykańskiej ziemi?

 

Maciej Sulęcki: Ta gala to będzie wielkie sportowe wydarzenie. Odbędą się przecież dwie walki o mistrzostwo świata! Dla mnie to ogromne przeżycie, bo zawsze marzyłem, aby boksować w Ameryce. Ring wszędzie jest jednak taki sam. Wszędzie są cztery narożniki i jeden przeciwnik, a więc i robota do wykonania będzie taka sama. Moje zadanie to zwycięstwo i pokazanie się z jak najlepszej strony. Chciałbym, aby polsko-amerykańska publiczność mnie zapamiętała i chciała oglądać w przyszłości.

 

To początek Pana drogi, która jest inną drogą, niż ta Artura Szpilki. On do walki przygotowuje się w USA, Pan przyleciał do Chicago prosto z Polski. To model przygotowań, który będzie Pan powielał?

 

Nie. Jeżeli będę toczył walki w Ameryce, to na pewno będę się przygotowywał do nich na miejscu. To będzie moja pierwsza walka, miałem zmiany w sztabie szkoleniowe, a więc chciałem utrzymać to, co wyćwiczyłem z Andrzejem Gmitrukiem. Zamieszanie mogłoby wpłynąć negatywnie na moją dyspozycję. Od następnych przygotowań – jeżeli będę walczył za Oceanem – stawiam jednak na USA.

 

Jak istotne jest dla Pana to, że wokół nie brakuje polskich pięściarzy? Na tej samej gali w Chicago będzie walczył Artur Szpilka, niedawno odwiedził Pana Andrzej Fonfara. To pomaga?

 

Znamy się od lat, zaczynaliśmy przecież od Gwardii Warszawa. Kiedy Andrzej był już w Legii, mieliśmy wspólne obozy, turnieje. Spotkanie z Fonfarą to dla mnie żadna nowość, choć jego odwiedziny oczywiście mnie ucieszyły. I tak będę musiał wyjść na ring – czy ze wsparciem, czy bez.

 

Jak będą wyglądać ostatnie dni przed walką z Cunninghamem?

 

Ostatnie dni i godziny to będzie głównie relaks. We wtorek wyskoczyłem na miasto z Andrzejem Fonfarą, który pokazał mi kawałek Chicago. Byłem też na meczu miejscowych Bullsów! Teraz skupiam się już tylko na walce i ostatnich szlifach.

 

Całą rozmowę z Maciejem Sulęckim zobacz w materiale wideo.