Kazachowie wygrali wszystkie trzy swoje wcześniejsze mecze podczas rozgrywanych w Krakowie mistrzostw i zgodnie z przewidywaniami pewnie zmierzają do zwycięstwa w całym turnieju.

Polacy w środę pokonali Ukrainę 3:2 i zapewnili sobie pozostanie w Dywizji 1 A.

- To był nasz najlepszy mecz w turnieju. Wiedziałem, że będzie ciężko, bo z drużynami z krajów byłego Związku Radzieckiego zawsze grało się nam niełatwo. I tak było w środę, mimo że przecież ukraiński hokej przeżywa problemy związane z sytuacją w kraju – powiedział olimpijczyk z Albertville (1992). Chwalił poprawę gry Polaków w przewadze.

- Apetyt rośnie w miarę jedzenia. Na razie wywalczyliśmy sobie pozostanie w tej dywizji - dodał Klisiak.

W jego opinii faworytem czwartkowego meczu pozostaje zespół Kazachstanu, a o kwestii awansu do elity z drugiego miejsca zapewne zadecyduje sobotni, ostatni pojedynek Polaków z Węgrami.

- Z Kazachami nie możemy sobie pozwolić na otwartą grę, kosztującą wiele sił. Węgrzy mają mocne dwie piątki, są bardzo groźni. Ale to jeden mecz. Niezwykle istotne będzie przygotowanie kondycyjne, fizyczne. Bo dla obu zespołów to będzie piąty mecz w ciągu tygodnia – zauważył były napastnik m.in. Unii Oświęcim.

Zachęcał kibiców do wspierania polskich hokeistów w krakowskiej hali.

- Na razie frekwencja trochę mnie martwi. A przecież hokej to najfajniejsza do oglądania gra zespołowa. Na telebimie w hali widać powtórki najciekawszych sytuacji, więc nic się nie traci w stosunku do transmisji telewizyjnej, a hokej oglądany na lodowisku to coś zupełnie innego – stwierdził uczestnik 10 turniejów mistrzostw świata.