Marek Magiera: Jakie są Twoje wrażenia po dwóch pierwszych spotkaniach finałowych Orlen Ligi?

 

Jacek Nawrocki: Mecze bliźniaczo podobne, tylko zwycięzcy inni. Bardzo duży bagaż emocjonalny, bardzo duży poziom adrenaliny. Poziom sportowy na pewno falował, tu trzeba przyznać, że fragmentami dochodziły do głosu: a to zagrywka, a to dobry blok, a to świetna obrona... W ogóle w obu meczach widzieliśmy więcej obron, niż skutecznych akcji ofensywnych. Czasami były takie momenty, że rzeczywiście opłacało się zostawić piłkę w grze. To są finały i często emocje nie pozwalają dziewczynom wszystkiego pokazać.

 

Chciałbym wrócić do wczorajszego meczu i zapytać o dwie sytuacje. Twoim zdaniem jaki wpływ na postawę Chemika miało to, że drużyna nie była w rytmie meczowym? Ostatni mecz policzanki rozegrały dwa tygodnie temu, a drużyna z Sopotu jednak regularnie, co trzy-cztery dni rozgrywała swoje spotkania.

 

To jest taka spiskowa teoria dziejów. Jak jest wszystko dobrze, to zawsze mówimy, że zespół odpoczywał dwa tygodnie, miał szansę się przygotować... Jak jest źle, to mówimy, że zabrakło grania. Ja jestem jednak za rytmem meczowym i faktycznie może tak być, że Police troszkę przysnęły jeśli chodzi o przygotowanie meczowe. Ale czy to było powodem? Wczoraj bardzo dużo atakowała Gosia Glinka, brak wykorzystania Stefany Veljković w kontratakach, a dzisiaj było zupełnie odwrotnie. Nawet Ola Jagieło, która dała świetną zmianę, gdy weszła to zmusiła Maję Ognjenović, żeby grać pierwsze tempo. Myślę, że to miało duże znaczenie. Dla odmiany sopocianki wczoraj miały dużo lepszą zagrywkę, a dziś udało się zawodniczkom z Polic odrzucić swoje przeciwniczki, co również rzutowało na wyniki.

 

Duga sprawa odnośnie wczorajszego meczu - bo myślę, że na tym poziomie to ciekawe doświadczenie dla wszystkich, którzy ten mecz oglądali: dla was trenerów, statystyków, analityków, ale również dla kibiców. Pierwszy set to ogromna ilość błędów własnych. Rzadko się zdarza, aby drużyny zdobyły więcej punktów po błędach przeciwnika, niż po własnych akcjach.

 

Tak było, ale ja to zrzucam na duży poziom emocji. Tu się czuje presję, nie tylko w zespole Polic. To nie prawda, że tylko zespół Chemika jest obarczony koniecznością zwycięstwa. To się czuje i dziewczyny wchodzą w te mecze najpierw zrzucając te emocje. Później jest troszeczkę lepiej i wracają do dobrej gry.

 

Dwa słowa o reprezentacji. Nie będę pytał o szczegółowy plan, bo sezon się jeszcze nie skończył. Jeździsz po Polsce, byłeś w kilku innych ośrodkach... Zapytam wprost: jak zostałeś przyjęty przez środowisko? Wiem, że wciąż zbierasz gratulacje za medal, który zdobyłeś z juniorami.

 

Myślę, że klimat wokół siatkówki jest dobry. Na pewno jestem wielką niewiadomą i dla klubów, i dla kibiców, i dla dziewczyn, ale ja się tym specjalnie nie przejmuję. Staram się wykonywać jak najlepiej swoją pracę. Dopinamy całą logistykę, organizację, jak również obserwuję zawodniczki, myślę o sposobie grania. Jak wspomniałem, jest dobry klimat i ważne, by go nie zepsuć.

 

Miałeś już okazję porozmawiać z kadrowiczkami, nie tylko telefonicznie?

 

Maiłem okazję z niektórymi, z niektórymi muszę rozmawiać telefonicznie. Nie mam w zwyczaju w trakcie play-offów zaczepiać dziewczyn. Jest dużo pytań i te rozmowy jeszcze przed nami. Kadra jest dosyć szeroka dlatego, że mamy dużo imprez. Staraliśmy się powołać tyle zawodniczek, żeby - powiem kolokwialnie - "obskoczyć" World Grand Prix, Igrzyska Europejskie w Baku oraz mistrzostwa Europy.

 

Zaczynacie 18 maja?

 

Zaczynamy 18 maja. To nie będzie okres przygotowawczy, to będzie w zasadzie podtrzymanie tego, co było w lidze. Nie ma na to czasu, musimy liczyć się z tym, że dziewczyny są obciążone play-offami i to trzeba policzyć, jeśli chodzi o tok treningowy. Natomiast później mamy jeden mikrocykl z wyjazdem do Niemiec. Tam będziemy sparować. Myślę, że również z Niemkami wspólnie potrenujemy. Później przed nami wyjazd do Baku.

 

Wczoraj, gdy umawialiśmy się na naszą rozmowę, zastanawiałem się, czego Ci życzyć, patrząc na przyszłość naszej drużyny narodowej. Wymyśliłem sobie, że na koniec naszej rozmowy będę życzył Ci szczęścia, bo ostatnie lata pokazały, że w pracy z naszą kadrą jest ono bardzo potrzebne.

 

Nie tylko w pracy z kadrą, tak naprawdę wszędzie jest potrzebne. Jeśli to szczęście przyjdzie, to Ci będę bardzo dziękował.

 

Rozmowa Marka Magiery z selekcjonerem Jackiem Nawrockim w załączonym materiale wideo.