Pozostało już tylko jedno miejsce premiowane awansem do Premier League. Po zakończeniu morderczej rundzie zasadniczej – w Championship gra się 46. kolejek – i promocji Bournemouth oraz Watford czas na chyba najciekawsze spotkania na zapleczu – czyli baraże. Spotkały się w nich drużyny z miejsc 3-6. Pierwszą parę półfinałową stworzyły Brentford i Middlesbrough, a drugą – Ipswich i Norwich.

Oznacza to, że o awans powalczy jeden Polak, który dzisiaj rozegrał 90 minut. Bartosz Białkowski starał się powstrzymać faworytów z Norwich, którzy zajęli w tabeli trzecie miejsce. Do tego kadrowo także stoją na wyższym poziomie, a do tego wygrali oba spotkania z Tractor Boys w fazie zasadniczej.

Mimo to Białkowski w pierwszej połowie nie miał zbyt wiele pracy. Choć goście mieli przewagę, to jednak strzelali obok bramki. Kilka wyłapanych dośrodkowań i wiele nerwów po strzale Alexa Tetteya (słupek) – i to wydawało się wszystko. No właśnie, wydawało. Końcówka to był prawdziwy rollercoaster dla wszystkich zgromadzonych na Portman Road.

Choć Norwich większość akcji budowało stroną Tyrone’a Mingsa – zainteresowany był nim min. Arsenal – to bramkę zdobyło po dośrodkowaniu z prawej flanki. Cameron Jerome wyłożył piłkę Jonowi Howsonowi, a Białkowski tylko odprowadził ją wzrokiem. Ipswich się jednak nie poddało i wyrównało tuż przed przerwą! W jednej akcji oddało trzy strzały, a gola ostatecznie strzelił Paul Anderson, który w 30. minucie zmienił kontuzjowanego Varneya.

W drugiej części Białkowski nie mógł jednak narzekać na brak wrażeń, bo już w pierwszej akcji sprawdził go Bradley Johnson – gracz sezonu Norwich City. Warto też odnotować interwencję w ostatnich minutach, kiedy Polak fantastycznie obronił strzał głową Nathana Redmonda. Bramkowy remis sprawia, że rewanż zapowiada się fascynująco.

Ipswich - Norwich 1:1 (1:1)

Bramki: Anderson 45+3 - Howson 41.

Ipswich: Białkowski - Chambers, Smith, Berra, Mings - Bru (71 Tabb), Skuse - Varney, Bishop (77 Parr), Sears - Murphy.

Norwich: Ruddy - Whittaker, Martin, Bassong, Olsson - Tettey, Howson - Redmond, Dorrans (69 Hoolahan), Johnson - Jerome (86 Hooper).

Żółte kartki: Anderson - Dorrans, Jerome.

W piątek odbył się pierwszy barażowy półfinał. Brentford przegrało na własnym boisku z Middlesbrough 1:2. Zdecydowanym faworytem byli goście – czyli drużyna o najlepszej defensywie w sezonie zasadniczym. I wszystko przebiegało po myśli Aitora Karanki. Jego piłkarze dominowali i na przerwę schodzili z prowadzeniem. Przytomnie w polu karnym zachował się Jelle Vossen, który chwilę po tym golu mógł podwoić swój dorobek. Zabrakło mu jednak – na oko – 20 centymetrów, bo bramkarz w ostatniej chwili wybił piłkę z linii.

W drugiej części też nic nie zwiastowało emocji aż do 54 minuty, kiedy fatalny błąd popełnił Dimi Konstantopoulos. Grek wyszedł z pola karnego i próbował wybić piłkę. Zrobił to jednak na tyle niefortunnie, że trafił w nadbiegającego Andre Gray. Autor szesnastu trafień w sezonie zasadniczym – mimo niewygodnej sytuacji – zdobył bramkę. Od tego momentu to gospodarze byli bliżej wygranej. Jednak w doliczonym czasie gry świetnie rozegrany rzut rożny na gola zamienił Fernando Amorebieta.

Mimo to emocji i tak możemy się spodziewać. W barażach nie liczą się bramki wyjazdowe. Tak więc, jeśli Brentford wygra na Riverside 1:0, to doprowadzą do dogrywki.

Brentford - Middlesbrough 1:2 (0:1)

Bramki: Gray 54 - Vossen 25, Amorebieta 90+3.

Brentford: Button - Odubajo, Dean, Tarkowski, Bidwell - Douglas, Diagouraga - Jota (77 Dallas), Judge (88 Smith), Pritchard - Gray.

Middlesbrough: Konstantopoulos - Whitehead, Ayala, Gibson, Friend - Clayton, Leadbitter - Adomah, Vossen (85 Forshaw), Tomlin (73 Amorebieta) - Bamford (90 Kike).

Żółte kartki: Judge, Tarkowski, Bidwell - Tomlin, Friend, Adomah, Whitehead, Amorebieta, Forshaw.