Po porażce w zeszłą sobotę w Pucharze Polski Lech ponownie przyjechał do Warszawy na mecz z Legią. I chciał zemsty. Po podziale punktów przewaga aktualnych mistrzów Polski nad Kolejorzem wynosiła zaledwie jeden punkt. Czyli stawka meczu na Łazienkowskiej była bardzo wysoka.

Maciej Skorża dokonał ważnych zmian. Po pierwsze zmienił bramkarza. Maciej Gostomski w PP zagrał bardzo słabo, więc tym razem miejsce między słupkami zajął Jasmin Buric. Do tego zabrakło Zaura Sadajewa. Na środku ataku zagrał więc Kasper Hamalainen.

Pierwsza połowa rozczarowała. To nie był mecz godny hitu. Poziomem zupełnie nie przypominał starcia z poprzedniego tygodnia. Głównie przez to, że nikt nie chciał zaryzykować. Brakowało pomysłu i przede wszystkim strzałów. Obaj bramkarze nie mieli zbyt wiele pracy – choćby dlatego, że nie musieli bronić ani jednego uderzenia!

Początek drugiej części był jednak bombowy! I bardzo zaskakujący. Najpierw po rzucie rożnym i wielkim zamieszaniu do siatki trafił Darko Jevtic, a po dwóch minutach drugą bramkę zdobył Karol Linetty, który sam wypracował sobie znakomitą szansę, zabierając piłkę Vrdoljakowi.

Lech miał swój wynik, ale wtedy niepotrzebnie się cofnął. I szybko został ukarany. Jak? Jak zwykle po stałym fragmencie gry. Dośrodkowanie z rzutu rożnego, niepilnowany stał Vrdoljak i zrobiło się 1:2. Legia nie grała dobrze. Z gry trudno było doszukać się składnych akcji, ale po każdej centrze kibice Kolerzoja mogli mieć podwyższone ciśnienie.

Każde – i nie ma w tym przesady – dośrodkowanie było groźne. Często z piłką mijał się Buric, obrońcy byli zestresowani, kiedy tylko widzieli futbolówkę w powietrzu. Gospodarze to wiedzieli i jako drużyna, która w tym sezonie strzeliła najwięcej goli głową, na tym bazowała. Lech jednak wytrzymał napór.

Miał oczywiście dużo szczęścia, bo Rzeźniczak trafił w boczną siatkę, bo Buric kapitalnie obronił strzał Sa, bo Guilherme w ostatniej akcji meczu, będąc niepilnowanym na jedenastym metrze, uderzył w 7 rząd na trybunach. Lech wygrał 2:1 i jest nowym liderem T-Mobile Ekstraklasy!

Po meczu powiedzieli:

Henning Berg (trener Legii Warszawa):

Oczywiście jestem rozczarowany tą porażką. Nie graliśmy na swoim poziomie. Mieliśmy trzykrotnie więcej szans od Lecha na zdobycie goli, ale zabrakło nam skuteczności. Lech natomiast był bardzo efektywny, bo wykorzystał dwie swoje okazje. To było zacięte spotkanie, ale Lech okazał się lepszy i musimy to zaakceptować. Pozostaje mieć nadzieję, że wygramy pozostałych sześć meczów, bo sytuacja w tabeli jest wyrównana. Poziom w grupie mistrzowskiej jest jednak wyrównany i musimy wygrywać każdy kolejny mecz.

Maciej Skorża (trener Lecha Poznań):

W końcu udało nam się wygrać przy Łazienkowskiej, utrzymać prowadzenie i zagrać dobry mecz. W pierwszej połowie to było tzw. zamknięte spotkanie. Mieliśmy optyczną przewagę, ale żadnej drużynie nie udawało się stworzyć klarownych sytuacji do zdobycia bramki. W szatni było trochę nerwowo, ale drużyna była odpowiednio zmotywowana. Kluczowym momentem meczu było nasze wyjście na drugą połowę. Szybko strzelone dwie bramki ustawiły to spotkanie. Mam pretensje do swoich zawodników, że tak łatwo oddaliśmy inicjatywę rywalom, przez co szybko straciliśmy bramkę. Mieliśmy trochę szczęścia, bo Legia na nas natarła i stwarzała wiele okazji. Jednak udało nam się utrzymać prowadzenie do końca. Uważam, że Lech i Legia nie wygrają pozostałych sześciu meczów w rundzie finałowej. Nie wiem ile punktów będzie potrzebnych do zdobycia mistrzostwa. Jednak po raz pierwszy odkąd jestem trenerem Lecha, będziemy czuć oddech Legii. Wierzę, że uda nam się utrzymać pierwsze miejsce w tabeli.

Legia Warszawa - Lech Poznań 1:2 (0:0)

Bramki: 0:1 Darko Jevtic (47), 0:2 Karol Linetty (49), 1:2 Ivica Vrdoljak (54-głową).

Żółte kartki: Michał Kucharczyk, Inaki Astiz, Ondrej Duda - Tomasz Kędziora, Marcin Kamiński, Paulus Arajuuri, Zaur Sadajew, Karol Linetty.

Sędzia: Szymon Marciniak (Płock). Widzów: 25 037.

Legia Warszawa: Dusan Kuciak - Łukasz Broź, Jakub Rzeźniczak, Inaki Astiz, Tomasz Brzyski - Michał Żyro (77. Guilherme), Ivica Vrdoljak, Tomasz Jodłowiec, Ondrej Duda, Michał Kucharczyk - Marek Saganowski (61. Orlando Sa).

Lech Poznań: Jasmin Buric - Tomasz Kędziora, Paulus Arajuuri, Marcin Kamiński, Barry Douglas (72. Zaur Sadajew) - Dawid Kownacki (66. Tamas Kadar), Karol Linetty, Łukasz Trałka, Kasper Hamalainen, Szymon Pawłowski - Darko Jevtic (88. Dariusz Formella).