Na Minute Maid Park, stadionie drużyny baseballowej Houston Astros zasiądzie 35 tysięcy ludzi, nie będzie jednego wolnego miejsca. 24. letni Alvarez ma za sobą rzesze meksykańskich kibiców, a siedem lat starszy Kirkland to przecież miejscowy chłopak, urodził się w Austin, 165 mil od Houston.

Obaj przegrali tylko raz. Alvarez z Floydem Mayweatherem Jr dwa lata temu, Kirkland z Nobuhiro Ishidą w kwietniu 2011 roku. Dla Teksańczyka to wstydliwa porażka: niezbyt mocno bijący Japończyk trzy razy rzucił go na deski w pierwszym starciu i walka została przerwana.


Z Alvarezem miał walczyć już we wrześniu 2012 roku, ale uniemożliwiła mu ją kontuzja barku. Meksykanin ostatecznie zmierzył się z Josesito Lopezem, którego pokonał bez większych problemów. Teraz „Mandingo Warriors” jest ponoć w znacznie lepszej formie, o czym przy każdej okazji przypomina Oscar De La Hoya, promotor Alvareza.


Promotorem Kirklanda jest znany raper 50 Cent. Jego zdaniem James to prawdziwy zabójca. Jak nie może wyżyć się w ringu, to ponosi go poza nim, stąd liczne problemy z prawem. Kilka razy lądował w więzieniu, ostatni raz w 2013 roku za napad z bronią w ręku, więc istniało poważne zagrożenie, że szybko w ringu go nie zobaczymy.


Wrócił i wie, że to najważniejszy pojedynek w jego życiu. Z Carlosem Moliną trzy lata temu wygrał szczęśliwie, przez dyskwalifikację, ale to rywal zasługiwał na zwycięstwo. A przecież Alvarez jest lepszym, silniejszym pięściarzem od Moliny. Jeśli z nim wygra, to będzie dalej mógł marzyć o walce z Mayweatherem Jr, który oficjalnie mówi już o zakończeniu kariery, więc trzeba się śpieszyć. To od dawna najpiękniejszy sen Kirklanda.


Przed starciem z Alvarezem mówi, że jest lepszym, wszechstronniejszym pięściarzem niż kiedyś. Stara się w ringu boksować, a nie tylko urwać rywalowi za wszelką cenę głowę. Przekonuje, że dużo pracował nad defensywą i sporo poprawił. Zmiana trenerów też wyszła mu na dobre, ale tak naprawdę przekonamy się o tym dopiero, gdy wyjdą z „Canelo” do ringu, by przed 35. tysięczną publicznością stoczyć jeden z najciekawszych pojedynków w tym roku. Pamiętajmy jeszcze o jednym: Teksańczyk nigdy nie walczył na pełnym dystansie 12 rund, kończy walki wcześniej, więc doświadczenie gdyby przyszło bić się do końcowego gongu nie będzie jego atutem.


Nie bez znaczenia może być też fakt, że Kirkland ostatni raz walczył 7 grudnia 2013 roku z Glenem Tapią w Atlantic City i choć wygrał przez techniczny nokaut w szóstej rundzie prezentując się z jak najlepszej strony, to nikt nie wie jaki będzie w walce z takim asem jak Meksykanin. To zupełnie inny poziom.

Inna sprawa, że Alvarez, który w ubiegłym roku kontrowersyjnie pokonał Erislandy Larę, nie ma chyba najlepszych wspomnień z tamtego pojedynku. Nie tylko moim zdaniem na wygraną bardziej zasłużył Kubańczyk.


Teraz „Canelo” twierdzi, że z przyjemnością zmierzy się z Kirklandem, bo lubi takich rywali jak on. Nie unikających walki, idących do przodu, liczących na swoją siłę i nokautujący cios. Co do jednego ma na pewno rację. Kirkland rozpala w ringu ogień, więc możemy być pewni, że na stadionie w Houston będzie dzisiejszej nocy bardzo gorąco. Ale jeśli ktoś się w tym ogniu spali, to prędzej niebezpieczny człowiek z Teksasu niż Meksykanin o rudych włosach.