Dzisiejszy klasyk rozpoczął się tradycyjnym szpalerem dla nowego mistrza Anglii. Dla fanów Chelsea był to wymarzony obrazek: zawodnicy wieloletniego rywala oddają szacunek im podopiecznym na Stamford Bridge. Spotkanie to nie niosło ze sobą takiego ładunku energetycznego, bowiem wiadomo było, że Jose Mourinho będzie rotował składem, a Chelsea wcale nie musiała rzucać się do ataku.

Na przekór zapowiedziom stało się zupełnie inaczej: gospodarze otworzyli wynik już w piątej minucie. Z rzutu rożnego dośrodkował Cesc Fabregas, a piłkę do bramki wpakował John Terry. Dzięki tej bramce kapitan The Blues został najskuteczniejszym obrońcą w historii Premier League - wyprzedził Davida Unswortha. Dla Fabregasa było to już dziewiętnaste decydujące podanie w tym sezonie.

Liverpool musiał ruszyć do ataku, jeśli chciał wywieźć ze Stamford korzystny rezultat, podtrzymujący uciekające nadzieje na czołową czwórkę. Mecz stał na dobrym poziomie, ale bliżej kolejnego gola byli gospodarze. The Reds upragnioną bramkę zdobyli "do szatni". W 44. minucie najprzytomniej po stałym fragmencie gry w polu karnym rywali zachował się Steven Gerrard, dla którego są to ostatnie mecze w barwach Liverpoolu.

W drugiej odsłonie próbowali m. in. Eden Hazard i Philippe Coutinho, jednak strzelanie zakończyło się w pierwszej połowie. W drugiej połowie pięknie zachowali się kibice Chelsea, którzy oklaskiwali schodzącego Gerrarda - dla kapitana Liverpoolu był to ostatni mecz na Stamford Bridge przed odejściem za ocean. Całe spotkanie miało charakter pokojowy, dało się odczuć, że stawka spotkania nie była tak wysoka, jak wskazywałyby na to grające zespoły.


Chelsea Londyn - Liverpool FC 1:1 (1:1)
Terry 5' - Gerrard 44'