13 zespołów przystąpiło do rozgrywek Premier League w sezonie 2015. Każda drużyna rozegra mecz i rewanż, co łącznie da 24 spotkania w sezonie zasadniczym. Za zwycięstwo u siebie przyznaje się 3 punkty. Porażka na wyjeździe różnicą 6 i mniej oczek da 1 punkt meczowy. Zwycięstwo na wyjeździe różnicą 7 i więcej punktów to aż 4 punkty meczowe. Do fazy play-off awansuje 6 najlepszych drużyn sezonu zasadniczego. Drużyna z 6 miejsca rozegra mecz z zespołem, który zajmie 3 lokatę, a 4 zespół zmierzy się z 5. Zwycięzca pierwszego meczu (3 z 6) spotka się z najlepszym zespołem części zasadniczej, a lepszy z drugiego meczu (4 z 5) trafia w półfinale na wicelidera rozgrywek. Zwycięzcy półfinałowych spotkań spotykają się w finałowym dwumeczu.
 
Chrzest bojowy nowych właścicieli

Król Owlerton, człowiek, który przez ponad dwie dekady rządził klubem Sheffield Tigers, Neil Machin, wie, że speedway to ciężki kawałek chleba. Ostrzegł nowych właścicieli, że rzadko będą mogli sobie pozwolić na taniec łososia z winem, a sukcesem będzie uniknięcie czerwonej latarni Premier League. Udało się… W sezonie 2014 Tygrysy z Sheffield zajęły przedostatnie, dwunaste miejsce w tabeli. 28 meczów i 25 punktów. Gorsze były tylko Rakiety z Rye House…

 

Kiedy zaczynałem zabawę z żużlem w 1992 roku i otwierałem nowy rozdział w moim życiu, byłem zielony jak trawa na murawie Owlerton Stadium. Uczyliśmy się speedwaya wespół z Timem Luckingiem, a każdy błąd kosztował nas sporo, co dostrzegaliśmy na sowitym rachunku do zapłacenia! Zaczynaliśmy bardzo skromnie, ale po siedmiu latach sięgnęliśmy po mistrzostwo Premier League. Zainwestowaliśmy w obiekt ponad 12 milionów funtów, bo chcemy, aby fani oglądali dobry speedway, a przy tym mogli zjeść dobrego steka i uraczyć się dobrym winem. Wspaniała infrastruktura to fragment klucza do sukcesu. Prowadziłem ten klub przez 649 spotkań i zawsze pamiętałem, że nie wolno pozwolić umrzeć speedwayowi w Sheffield, bo tradycja wyścigów w tym mieście sięga 1928 roku… Speedway to pasja i styl życia. Będę nieskromny i powiem, że dzięki żużlowi i sukcesom Tygrysów miałem okazję osobiście spotkać królową Anglii i księcia Edinburgh – rzekł Neil Machin, charyzmatyczny eksprzywódca Sheffield Tigers.  


Machin uwielbia żartować, że skoro nowi szefowie Sheffield chcieli zgłębić wiedzę o żużlu, to trafili idealnie, bo rok 2014 jawił się jako scenariusz czarnej komedii. Kontuzje, kontuzje, kontuzje…

 

- Byliśmy jak dziecko, które bawi się kolejką elektryczną. Każdy skład pociągu, który z mozołem budowaliśmy, wykoleił się zanim dotarł do pierwszego tunelu. Sam wyjazd z dworca nie był najgorszy, ale potem były już tylko katastrofy. Sporo dowiedzieliśmy się o speedwayu… – twierdzi Peter Mole, współpromotor Sheffield Tigers.


Przejęcie klubu i niezbędna biurokracja związana z nowym porządkiem były czasochłonnym procesem.

 

- Prawdę mówiąc, dopiero w połowie lutego 2014 roku dopełniliśmy wszelkich formalności, więc nie mieliśmy czasu, aby zbudować solidny zespół. Gdy już poukładaliśmy klocki, na papierze Tygrysy nie wyglądały tragicznie. Śmiem twierdzić, że gdyby nie kontuzje, nasi chłopcy sprawiliby niejedną niespodziankę. Pragnę podziękować Robowi Godfrey ze Scunthorpe Scorpions za pomoc przy instalowaniu dmuchanej bandy. Damien Bates zajął się codziennym funkcjonowaniem klubu, a mój brat Marc i tata Paul pomagali mi w tworzeniu finansowego zaplecza dla drużyny – wyznaje Peter Mole.


Wiosenne deszcze przemeblowały kalendarz startów Tygrysów z Sheffield. Wiele spotkań zostało przełożonych. Plaga kontuzji zmusiła menedżera do szukania pomocy z zewnątrz. Na przestrzeni sezonu, Tygrysy skorzystały z usług 29 zawodników – gości, a aż 18 razy musieli stosować zastępstwo zawodnika. Ostatni mecz sezonu rozegrany 12 października na wyjeździe ze Scunthorpe Scorpions był idealnym podsumowaniem rozgrywek. Na Eddie Wright Raceway, Sheffield uległo Skorpionom 39-55. W spotkaniu wystąpiło dwóch zawodników z żelaznego składu Tygrysów, czterech gości + zastępstwo zawodnika.


Była też iskierka nadziei. 21 września Simon Stead wygrał indywidualne mistrzostwa Premier League. Zawody odbyły się na torze w Sheffield. 13 punktów w turnieju zasadniczym i wygrana w finałowym wyścigu nad Dannym Kingiem, Ulrichem Ostergaardem i Richardem Lawsonem. Stead nie zawiódł Petera Mole’a, choć nie brakowało malkontentów, którzy kręcili nosem kiedy Sheffield podpisało umowę z Simonem przed sezonem 2014. Przecież Steady doznał poważnej kontuzji podczas treningu na torze w King’s Lynn w 2013 roku, więc po cóż nam Simon w zespole? – krzywili się eksperci od czarnowidztwa. Tymczasem Simon zapomniał o złamanej nodze, nie spoglądał w metrykę, tylko wykręcił średnią na poziomie 9,70. Legitymował się wynikiem 10,18 na własnym torze, a na wyjazdach wyśrubował średnią na poziomie 9,25. Na obcym torze przeciwko Berwick Bandits Simon zdobył 18 punktów, u siebie z Ipswich Witches zdobył 17 oczek.

 

- Mogę mówić o Simonie w samych superlatywach. Najlepszy zawodnik Premier League w sezonie 2014, najwyższa średnia w Sheffield. Wspaniały ambasador żużla w Sheffield i pierwsza prawdziwa gwiazda od czasów Seana Wilsona. Steady to pracuś, a przy tym znakomity ekspert telewizji Sky Sports – zauważył Peter Mole.


Bilans poprzedniego sezonu: 9 zwycięstw na własnym torze i aż 5 porażek. Na wyjazdach Tygrysy z Sheffield nie odniosły ani jednego zwycięstwa, a tylko raz udało im się zremisować! 13 porażek na obcych torach to źródło nieszczęść. Gdzie te czasy, kiedy Sheffield wygrywało Premier League… W 1999 roku w 13-zespołowej lidze i w 2002 roku w 17-zespołowej Premier League.  


Peter Mole zaufał Leigh Lanhamowi, synowi Mike’a Lanhama, byłego żużlowca Ipswich, Eastbourne i Leicester. Peter żartował, że Leigh lepiej spisywał się jako pomocnik ojca w knajpce specjalizującej się w serwowaniu wyspiarskiego klasyka: fish and chips aniżeli na torze...

 

- Leigh to zawodowiec. Kontrakt zawarliśmy po bardzo krótkich negocjacjach. Chciałem, aby doświadczenie Lanhama przełożyło się na wynik drużyny. Liczyłem na to, że błyśnie na obcych torach, ale doznał przykrej kontuzji pleców w Glasgow, a gdy wykurował się, nabawił się urazu podczas meczu na własnym torze z Plymouth Devils. Szkoda – mówi smutnym głosem Mole.


Na zdrowie narzekał również Adam Roynon, który co prawda awansował do finału brytyjskiego, ale nie mógł w nim wystąpić, bo odniósł kontuzję.

Romans z Taylorem Poole

Mole uwielbia hazard. Ściągnął do Sheffield młodego Australijczyka Taylora Poole’a. Taylor potrafił błysnąć w pucharze ligi z Newcastle i wykręcić 10 + bonus w 5 startach, ale zaliczył nieudany początek sezonu. Na szczęście z Australii do Anglii przyleciał jego tata Mick, który jako były zawodnik, wiedział co doradzić synowi. Taylor poprawił wyniki, zaczął wyrastać na solidne ogniwo Tygrysów, ale cudowna seria została przerwana 18 wrzesnia. Wówczas, podczas meczu na własnym torze z Diabłami z Plymouth, Poole zobaczył wszystkie gwiazdy na niebie. Okrutnie cierpiał. Diagnoza lekarzy: złamana kość udowa.


- Tak mi żal tego wspaniałego chłopaka. Fani Sheffield go uwielbiają, bo Taylor wsiadał na motocykl nawet wtedy kiedy logika podpowiadała mu, aby leżał w łóżku. Poole ma wielkie serce do jazdy. Wygrał plebiscyt na najbardziej popularnego zawodnika Sheffield, a miał poważnego konkurenta w osobie Steada – komplementuje Taylora Mole.


Peter bardzo liczył na progresję wyników Simona Nielsena. Miły Duńczyk, który liznął już wyspiarskiego speedwaya w Workington i Leicester, miał być asem w talii Sheffield Tigers. Chciano oswoić Nielsena z presją, gdyż na początku sezonu legitymował się tą samą średnią co mistrz Premier League Riders Championship z 2004 roku – Andre Compton, dlatego Simonowi przydzielono nr 2. Comptona przesunięto na rezerwę do Josha Batesa. Niestety, Simon Nielsen nie poradził sobie na trudnym froncie jako partner Steada i po sześciu spotkaniach powędrował do rezerw.


- I znów karmiliśmy naszą lokomotywę węglem. Znakomicie rozpoczęliśmy puchar ligi. Nie groził nam postój na bocznicy… Mawia się, że pochodzimy z Miasta Stali, ale nie mamy stalowych nerwów. Pokonaliśmy w pucharze Scunthorpe, Newcastle i Redcar, ale w półfinale trafiliśmy na bardzo silny zespół Monarchów z Edinburgha i przegraliśmy 28-63 oraz 40-50. Zanotowaliśmy fatalny start w lidze, bo 15 maja przegraliśmy u siebie ze Scunthorpe 41-49. Skorpiony miały w składzie wielu ekspertów od toru Owlerton, więc nic dziwnego, że ulegliśmy w inauguracyjnym spotkaniu. Cieszę się, że Ty Proctor wspierał nas przez cały sezon. Mieszka nieopodal Sheffield, czuje się emocjonalnie związany z klubem. Na początku lipca wracał do genialnej formy, ale pod koniec miesiąca doznał kontuzji (złamana kość udowa). Jestem dumny, że pomimo urazu, pomagał w klubie. Przekazywał wskazówki Joshowi Batesowi i Nico Covattiemu – cieszy się Peter Mole.


W 2014 roku Bates zdobył tytuł najlepszego juniora na Wyspach. Peter nie zwlekał, tylko uszczuplił portfel i wykupił Josha z Mildenhall. To ma być diament w drużynie Sheffield, z którym Tygrysy wiążą plany na przyszłość.

 

- Chciałbym, aby zespół poprawił jazdę w końcówce meczu. W poprzednim sezonie moje Tygrysy kąsały rywala do 10 wyścigu, a potem wolały uciąć sobie lekką drzemkę. Odkryciem sezonu 2014 był Ben Wilson. Dobrze spisywał się w Stoke, był gwiazdą w National League. Sprowadziliśmy go do Sheffield w lipcu, zwolniliśmy Nielsena, ale Simon szybko znalazł zatrudnienie w Newcastle. Ben Wilson szalał, szczególnie na własnym torze kiedy przywoził 5-1 w parze ze Steadym – podkreśla Peter Mole.


Jakby mało było pechowych zdarzeń, 28 lipca 2014 roku podczas wizyty kamer Sky Sports na meczu Sheffield – Somerset, makabrycznemu upadkowi uległ Andre Compton.  Pontus Aspgren uderzył w Comptona i przerwał dobrą passę wyników notowanych przez Andre. Następnego dnia, Tygrysy pojechały na tor Rebeliantów z trzema gośćmi w składzie… Lawsonem, Bunyanem i Skidmore. Doznali porażki 40-49.


Mimo pasma przegranych, frekwencja na Owlerton była coraz lepsza. Kibice lubią oglądać ciekawe wyścigi, a tych na torze w  Sheffield nie brakowało. Graham Trollope i Eric Boocock wspaniale przygotowywali tor, dzięki czemu widowiska były przednie.

 

- Fani mają opuszczać szczęśliwi stadion. Skoro nie dostarczyliśmy im radości naszymi zwycięstwami, to przynajmniej mogli radować się ekscytującymi wyścigami. W sezonie 2015 mierzymy wysoko: po cichu liczymy na tytuł mistrza Premier League… – rzekł Peter Mole i zgasił światło w swoim ciasnym, ale przytulnym biurze na Owlerton Stadium.

Morris wraca na stare śmieci

Neil Machin, były promotor Sheffield, który każdej europejskiej zimy ucieka do słonecznej Australii, ma na czym czapkę nosić. Nawet w czasach prosperity i tytułów mistrza Premier League zdobywanych przez Sheffield Tigers, odrzucał ofertę wykupienia licencji i przejścia do Elite League. Uważał, że biznes może znakomicie rozwijać się na zapleczu najlepszej brytyjskiej dywizji. Podobnie uważa menedżer drużyny Glasgow Tigers, Stewart Dickson. Już pod koniec listopada 2014 roku Dickson dograł szczegóły kontraktów z pięcioma zawodnikami.

 

- Skaczę z radości, że wraca do nas Nick Morris. Zaczynał przygodę z żużlem na Wyspach w 2010 roku. Wygrał z nami Premier League w 2011 roku. Nie zapomnę debiutu Nicka w barwach Glasgow Tigers. Dopiero co ukończył 16 lat, szalał na motocyklu. Chciał pobić rekord toru w każdym wyścigu… Szybko uzgodniliśmy warunki kontraktu z Morrisem. Stracił blisko punkt na średniej meczowej w poprzednim sezonie, więc nie mógł żądać wielkich sum! Żartuję. Pragnę, aby Nick Morris znów wrócił do optymalnej formy. Zna ten tor na wylot, więc nie ma przed nim tajemnic. Wie, że nadchodzi nowa era dla Glasgow, więc będzie się starał jak mało kto – śmieje się Stewart Dickson, menedżer Glasgow Tigers.


Po licznych kontuzjach i problemach z wizą na Wyspy wrócił Kozza Smith.

 

- To widowiskowo jeżdżący Australijczyk. Średnia 7,15 robi wrażenie, ale wiem, że stać go na więcej. Szkoci kochają takich szalonych, po trosze zwariowanych zawodników jak Kozza. On błyskawicznie nawiązuje kontakt z fanami. Speedway potrzebuje chłopców z charakterem i showmanów, a w Glasgow, odkąd opuścił nas Shane Parker, brakuje ludzi, którzy przyciągają kibiców na trybuny. Kozza Smith to godny następca Parkera. Nawet w piekle znalazłby powód do radości – mówi Dickson.


Dimitri Berge, zdolne dziecko francuskiego speedwaya z Marmande, które 5 lutego skończyło 19 lat, to wielka nadzieja Glasgow Tigers. - Przed rokiem miałem obawy czy Francuz poradzi sobie z jazdą w Anglii. Teraz jestem pewien, że ten młodzian zasługuje na miejsce w podstawowym składzie. Rezerwa byłaby dla niego oczekiwaniem w zatęchłej dworcowej poczekalni na parowóz – mówi Stewart Dickson.


W Glasgow furorę zrobił Victor Palovaara. Kilka klubów walczyło o Szweda, ale Dickson dopiął swego. Przed sezonem Victor przywiózł do Szkocji motocykle co świadczy o bardzo profesjonalnym podejściu Skandynawa do jazdy na Wyspach. 21-letni żużlowiec z Karlstad rozpoczął zabawę ze średnią 3,00 na mecz. Dickson wie co robi, bo na partnera w rezerwie wybrał Jamesa Sarjeanta.

 

- Kiedy zobaczyłem jak Sarjeant zanurza się w luźnej nawierzchni pod bandą jeżdżąc w Coventry, wiedziałem, że nasz krawiec, czytaj toromistrz, skroił mu idealny materiał na Ashfield. On kocha napędzać się po zewnętrznej. Zimę spędził ścigając się na żużlu w Nowej Zelandii. To argument, że ten ambitny chłopak z Sheffield chce się rozwijać i zdobywać jak najwięcej punktów w Premier League – wyznał Stewart Dickson.


Skład składem, ale tak ciekawa mozaika nigdy by nie powstała, gdyby nie dwaj bracia, którzy kochają speedway do szpiku kości…  

Rewolucja pod szyldem Facenna

"Łzy płyną po twojej twarzy gdy tracisz coś niepowtarzalnego i rozumiesz, że tej luki nie można załatać” – numer „Fix You” brytyjskiej kapeli Coldplay rozlewał się po zakamarkach żużlowego stadionu w Glasgow. Ten melancholijny kawałek był tłem do psującej się maszyny startowej. Stadionowy didżej chciał nadać sytuacji komicznego wyrazu. 5 kwietnia, Wielkanocna niedziela, piękna słoneczna aura, na trybunach ponad 1400 widzów. Na torze Claus Vissing, Sam Masters walczyli łokieć w łokieć z Richardem Lawsonem i Nickiem Morrisem. Mecz jest ciekawym widowiskiem. Glasgow Tigers walczą o zwycięstwo nad Berwick Bandits w pucharze ligi.


3 i pół miesiąca przed tym meczem bracia Gerry i Michael Facenna, w pocie czoła pracowali nad odrestaurowaniem stadionu. Z własnej kieszeni wyłożyli 800 tysięcy funtów, aby zmienić oblicze obiektu, a kibice mogli godnie oglądać zawody żużlowe.

 

- Gdy leżałem na betonowej półce i montowałem nowe siedziska, podjechał do mnie człowiek na wózku inwalidzkim. Powiedział, że od 9 lat nie chodził na speedway, bardzo mu brakowało żużla, a wyczytał w lokalnej gazecie, że na nowym stadionie Tygrysów będą specjalne podjazdy dla osób poruszających się na wózkach. Ten człowiek miał łzy w oczach i opowiadał, że w dawnych czasach musiał jechać dwoma autobusami, aby zdążyć na mecz Glasgow Tigers. Spojrzał na mnie i zapytał: naprawdę będą podjazdy na stadionie mojego żużlowego klubu? Skinąłem głową, ale nie mogłem wydobyć z siebie słowa – powiedział Gerry Facenna.

 

Werset z numeru „Fix You” Coldplay przyniósł łzy szczęścia człowieka na wózku, który kocha speedway, ale zniechęcił się do wizyt na stadionie, bo za każdym razem musiałby pokonywać trudności równe tym jakby wspinał się na Matterhorn.


Gerry Facenna oprowadził człowieka na wózku po całym stadionie. - Przyjdę tu na pierwszy, drugi, trzeci mecz – nie, nie, kupię karnet na cały sezon. Wreszcie mogę swobodnie przemieszczać się po obiekcie moich Tygrysów… – mówił człowiek na wózku i co pewien czas ocierał łzy. Zupełnie jakby odtwarzał sobie z pamięci sezon 2011 kiedy Glasgow Tigers sięgnęli po mistrzostwo Premier League.


- Dla takich ludzi warto odnawiać stadion. Na pierwszym tegorocznym spotkaniu z Edinburgh Monarchs sprzedaliśmy 2000 biletów, na meczu z Berwick było 1400 osób. O ile wiem, w poprzednich sezonach promotor Glasgow był szczęśliwy, gdy mecz oglądało 500 osób. 29 grudnia 2014 roku zapłaciliśmy ponad pół miliona funtów za stadion, wydaliśmy już 800 000 funtów na renowację, ale wiemy, że to potrzebna inwestycja – mówi Gerry Facenna.


Bracia Facenna prowadzą biznes samochodowy pod szyldem Allied Vehicles. Zimą zostali nowymi właścicielami Glasgow Tigers. Założyli, że pierwsza faza projektu pt. nowe szaty Ashfield Stadium będzie ich kosztować milion funtów. Powstało muzeum żużlowe, są nowe toalety, nowy dach nad trybuną główną, nowy bar, nowe kasy biletowe, nowy drenaż, szatnie dla zawodników, parking dla fanów, nowe oświetlenie.

 

- Wiedzieliśmy przy zakupie, że infrastruktura jest bardzo przestarzała. Mamy plan dotyczący rozbudowy trybun dla kibiców, tryskamy pomysłami, ale wsłuchujemy się w głos fanów. Powstanie miasteczko dla brzdąców, którzy będą mogli poznać kuchnię speedwaya w przystępny sposób. Będą organizowane wieczorki zapoznawcze dla fanów, kluby dyskusyjne, spotkania z byłymi gwiazdami Glasgow, wyświetlanie filmów z dawnych lat. To miejsce ma żyć. Nie musimy na tym zarabiać kroci. Niech to będzie niewielki zysk, ale grunt, aby ludzie kochający speedway, mieli świadomość, że to miejsce jest ich drugim domem. My nie wyciągamy rąk do kibiców po pieniądze, chcemy, aby zarażali swoich przyjaciół i znajomych miłością do żużla. Niech to będzie tygiel pozytywnych emocji – uważa Michael Facenna.


29 marca 2014 roku w Glasgow siąpił deszcz. Pomimo kapryśnej aury na zawody Spring Trophy z Edinburgh Monarchs przybyło 2000 widzów. Bracia Facenna dziękowali żużlowcom Edinburgh Monarchs za chęć jazdy w trudnych warunkach, bo zawody przerwano po 11 wyścigach.

 

- Uczymy się. Podczas Spring Trophy zabrakło piwa w barze, nie wystarczyło papierowych ręczników w toaletach. Rozmawiamy z ludźmi, chcemy ulepszać nasz produkt. Fani chcą malować bandy, chcą sprzątać stadion, ale pytają kiedy w sklepiku klubowym będzie można nabyć historyczne programy z lat 60-tych. Nie zakładam, że wywołamy wielki boom na speedway w Glasgow. Małe, kameralne środowisko, musi wytwarzać swój wyjątkowy, przyjazny klimat. Będę szczęśliwy jeśli za kilka lat na mecze Tygrysów regularnie będzie chodzić 2500 widzów – twierdzi Gerry Facenna.


Bracia przez długie lata budowali prężny biznes samochodowy.

 

- Nie siedzimy w eleganckich krawatach za biurkiem. Nasza firma zatrudnia 500 osób, a kierowanie pracą tylu osób wymaga kreatywności. W ubiegłym roku zanotowaliśmy 20% wzrost zysków. Mogliśmy sponsorować klub i świetnie bawić się w niedzielne popołudnia. Jednak uważamy, że Glasgow zasługuje na znakomicie funkcjonujący klub żużlowy, w którym drzwi będą otwarte dla wszystkich. Otrzymaliśmy poparcie władz miasta i lokalnych firm. Peugeot wydaje rocznie 50 milionów funtów na rozmaite projekty, a nam udało się przekonać szefów tej firmy, aby przez najbliższe dwa lata zostali sponsorami klubu. Stąd nowa nazwa stadionu. Poprzedni właściciele Glasgow Tigers nie byli w stanie udźwignąć ciężaru finansowego. W dwóch ostatnich sezonach ponieśli stratę w wysokości 70 000 funtów. Wiemy, że ludziom trzeba stworzyć godziwe warunki, aby przyszli oglądać speedway. Daliśmy wolną rękę Stewartowi Dicksonowi. Ma stworzyć ekscytującą drużynę. Tygrysy nie muszą wygrać ligi, ale to ma być zespół, który ściga się od startu do mety z animuszem, dynamitem i zaraźliwą energią. Dawno nie widziałem takiej atmosfery w drużynie: Aaron Summers jest prawdziwym kapitanem, scalił tych chłopców i aż miło przebywa się wśród tych żużlowców” – wyznaje Michael Facenna.


Zręczny marketing sprawił, że bracia Facenna są zadowoleni z frekwencji na Peugeot Ashfield Stadium. Znają jego moc, wszak rocznie w Allied Vehicles przeznaczają na marketing 2 miliony funtów.

 

- Kocham futbol i wiem, że w latach 1969 – 1972 Tygrysy z Glasgow ścigały się na Hampden Park, świątyni szkockiego futbolu. Pamiętam jednak Commonwealth Games i kiedy uświadomię sobie, że piłkę i hokej oglądały tłumy fanów, to wiem, że speedway, który jest dla mnie o wiele bardziej ekscytujący, może spokojnie przyciągnąć na trybuny 2500 widzów na każdy mecz ligowy – rzekł Gerry Facenna.


I to nawet w sytuacji jeśli Tygrysy z Glasgow będą zajmowały 11 miejsce w Premier League jak przed rokiem, prawda panowie Facenna?

Koszmar Steada

Simon nie spieszy się na tor. Leczy rany. Wie, że rok temu z dobrej strony pokazał się w Drużynowym Pucharze Świata. Liczył na złoty medal z Belle Vue Aces w Elite League. Jednak w sobotę 18 kwietnia na torze Rye House Rockets zakończył się piękny sen Steada. Upadek Simona na prowadzeniu, 15 bieg, już mroził się szampan, a tu taki pech.

 

- Nie wiem czy i kiedy wrócę na tor. Nie zamierzam ścigać się z czasem. Biję się z myślami, bo zastanawiam się czy tak bardzo pragnę podejmować ryzyko. A co jeśli znów przydarzy mi się tak feralny wypadek i przefrunę nad kierownicą? Mam 33 lata. Greg Hancock i Peter Karlsson są ode mnie sporo starsi. W czerwcu Greg skończy 45 lat, a Pikej w grudniu będzie miał 46 lat. Z całym szacunkiem dla tych zawodników, ale nie odnieśli takich urazów jak ja. Z drugiej strony odczuwam taki entuzjazm i mam tyle energii do jazdy na motocyklu jak nigdy przedtem. Mówią, że takie uczucie dominuje przed śmiercią – śmieje się Steady.


Kilka miesięcy przerwy – tak prognozują lekarze, którzy operowali rękę i udo Simona. Mnóstwo kolegów z toru przysłało Simonowi życzenia szybkiego powrotu do zdrowia. Wśród tych, którzy przejęli się dzwonem Brytyjczyka rodem z Sheffield byli dwaj Australijczycy: Leigh Adams i Jason Crump.


- Wsparcie płynące ze strony kibiców, sponsorów, zawodników jest równie istotne jak ciepło jakim otacza mnie moja familia. Niewiele pamiętam z wypadku. Nie chcę, żeby francuski kolega David Bellego biczował się, bo on nie zawinił w tej kolizji. Wiem, że David przebywa we Francji i leczy kontuzję biodra. Ja kojarzę tylko tyle, że solidnie uderzyłem w bandę, a potem zapadła ciemność… Przez kilka dni po operacji widziałem niewyraźne plamy, ale to pewnie zasługa morfiny – mówi Simon Stead, który dwa razy świętował mistrzostwo Premier League z Sheffield Tigers w 1999 i 2002 roku oraz mistrzostwo Elite League ze Swindon Robins w 2012 roku.


Steady nie ukrywa, że droga ze szpitala w Cambridge do Sheffield była trasą przez mękę. - Dwie godziny po opuszczeniu szpitalnej sali wylądowałem w karetce. Cierpiałem. Nie mogłem doczekać się rogatek Sheffield. Nigdy nie odczuwałem takiej radości jak wtedy gdy wziąłem prysznic we własnym domu. Wyjątkowa ulga… – prawi Simon.


Steady waży więcej niż zazwyczaj, bo w rękę i udo włożono nieco żelastwa. Śruby i blachy itd. Simon Royston to zaufany fachowiec, który poprowadzi rehabilitację Simona. Czy Steady czegokolwiek żałuje? - Zbyt późno zorientowałem się, że jestem za bardzo wierny jednemu silnikowi. Powinien wcześniej pojechać na przegląd. I nie wiedziałem, że w Sheffield jest tak dobrze rozwinięta hydroterapia. A odnośnie szans Tygrysów na tytuł? Nie jestem zbyt dobry w oglądaniu żużla z trybun, wolałbym się ścigać, ale życzę kolegom z Belle Vue i Sheffield, aby cieszyli się zdobyciem najcenniejszego kruszcu… – mówi Steady.


W Glasgow szykuje się wielkie żużlowe święto. Z powiewem świeżości, bo Tygrysy dawno nie były tak wygłodniałe sukcesów…

 

Transmisja meczu Glasgow Tigers - Sheffield Tigers dziś o godz. 20.30 w Polsacie Sport