Obie drużyny wygrały ćwierćfinałową rywalizację 3-0. O ile jednak zawodnicy PGE Turowa bez najmniejszych problemów wyeliminowali Trefl Sopot (w trzech meczach zdobyli w sumie 70 punktów więcej niż rywale), o tyle słupszczanie w dwóch spotkaniach ze Śląskiem Wrocław we własnej hali okazali się lepsi dopiero po dogrywce.

Dwie pierwsze potyczki odbędą się w czwartek (początek o 17.45) i sobotę (20) w Zgorzelcu, natomiast trzeci oraz ewentualnie czwarty mecz rozegrane zostaną we wtorek (20) i czwartek 21 maja (17.45) w Słupsku.

- Faworytem są mistrzowie Polski, ale uważam, że w tej rywalizacji nie stoimy na straconej pozycji. Nie znaleźliśmy się przecież w czołowej czwórce przez przypadek i też mamy swoje atuty. Plan minimum już zrealizowaliśmy, ale na pewno nie zamierzamy na tym poprzestać. To rywale, którzy bronią tytułu, będą grali pod presją. My możemy, a oni muszą wygrać, zatem nasze ręce nie powinny być tak spięte przy rzutach. Z dwóch pierwszych meczów w Zgorzelcu postaramy się przywieźć co najmniej jedno zwycięstwo - zapewnił Mokros.

W tym sezonie obie drużyny zmierzyły się ze sobą trzy razy – w inauguracyjnym spotkaniu sezonu słupszczanie przegrali na wyjeździe 80:87, w ćwierćfinale Pucharu Polski zwyciężyli 84:83, ale w ostatnim rozegranym 22 kwietnia meczu, chociaż w zespole rywali nie wystąpił Mardy Collins, ulegli we własnej hali 67:85.

- Moim zdaniem końcowy wynik kwietniowego spotkania nie jest adekwatny do jego przebiegu, a nasza porażka zdecydowanie za wysoka. Przez trzy kwarty walczyliśmy jak równy z równym i dopiero w ostatniej odsłonie coś się w naszej grze posypało. Wydaje mi się jednak, że koszykarze ze Zgorzelca nie mogą powiedzieć, że mieli z nami w tym sezonie łatwą przeprawę - stwierdził.

Mokros uważa, że kluczem do sukcesu w konfrontacji z mistrzami Polski będzie twarda i zdecydowana obrona. Podkreślił też, że jego drużyna nie może pójść z PGE Turowem na wymianę ciosów.

- To byłoby samobójstwo. Rywale są bardzo ofensywnym zespołem i przez 40 minut potrafią grać na wysokiej intensywności. Trzeba odciąć zgorzelczan od kontr oraz pamiętać, żeby nie zostawiać na obwodzie zbyt dużo miejsca Chylińskiemu, który jest świetnym strzelcem. Z kolei z wysokimi zawodnikami Turowa musimy mocować się w polu trzech sekund, wypychać ich spod kosza. Zresztą trener Donaldas Kairys świetnie nas przygotował do tych meczów, bo każdego czołowego gracza mistrzów Polski mamy odpowiednio rozpracowanego - przyznał.

Problemem słupskiej ekipy może być natomiast słabsza dyspozycja najlepszych strzelców, Kyle'a Shiloha i Karola Gruszeckiego, którzy zmagali się z różnego rodzaju urazami i w ostatnich spotkaniach nie byli tak skuteczni jak poprzednio.

- Mamy w nogach dziewięć miesięcy gry i nie ma zawodnika, któremu nic by teraz nie dolegało. Z kontuzjami trzeba się liczyć. Poza tym nie wiadomo, czy w Turowie wystąpi Chris Wright, który jest wartościowym zawodnikiem - zauważył.

25-letni skrzydłowy nie ukrywa, że bardzo liczy na wsparcie własnych kibiców, którzy wypełniają halę Gryfia do ostatniego miejsca. - To w dużej mierze dzięki nim wygraliśmy po dogrywce oba ćwierćfinałowe spotkania ze Śląskiem. Kiedy gra nie układa się po naszej myśli, swoim dopingiem dodają nam dodatkowej energii i podrywają do walki - podsumował Jarosław Mokros.

We wtorkowym meczu gospodarzy będą mieli także okazję wspierać, w ramach akcji „Pomorscy Kibice Razem”, sympatycy innych drużyn z północnej Polski. Każdy kto ma karnet na spotkania zespołów ze Szczecina, Koszalina, Sopotu, Gdyni, Starogardu Gdańskiego oraz Torunia może, po uprzednim mailowym zgłoszeniu, za darmo obejrzeć konfrontację Energi Czarnych z PGE Turowem.