- Wiadomo jaka jest sytuacja - bez Agnieszki to nie jest ten sam zespół. Być może są osoby, które mogłyby zostać kapitanem, ale ze względu na krakowiankę - i nie tylko na nią - ich nazwiska nie wchodzą w grę - zaznaczył Muzolf.

Jak dodał, ze względu na specyfikę wspomnianej funkcji tym ważniejsze jest, by dana osoba dobrze dogadywała się z zawodniczkami.

- Kapitan odpowiada za atmosferę, jedność w drużynie. To taktyk, nie nauczy dziewczyny grać. Musi więc między nim a drużyną być porozumienie. Dzięki temu nawet słabszy teoretycznie zespół może pokonać mocniejszy - argumentował działacz.

Ze starszą z sióstr Radwańskich zamierza porozmawiać na ten temat jesienią. - Teraz nie ma ku temu okazji. Zrobimy to po Wielkich Szlemach - skwitował.

Szef PZT zaznaczył, że nie ma presji związanej z jak najszybszym wyborem kapitana biało-czerwonych.

- Ja sam na razie o tym nie myślę. Następny mecz czeka nas w lutym, więc tak naprawdę w najbliższym czasie nie miałby on nic do roboty. Zajmiemy się tym jesienią - podkreślił.

Jak poinformował, dotychczas nie zgłosili się żadni kandydaci na to stanowisko. Jego zdaniem nie jest wykluczone, że posadę ponownie obejmie Wiktorowski, który zrezygnował pod koniec kwietnia. W połowie tego miesiąca Polki przegrały ze Szwajcarkami 2:3 w barażu, którego stawką było miejsce w Grupie Światowej przyszłorocznej edycji Pucharu Federacji.

- Na razie Tomek odmówił przedłużenia umowy, ale nie jest jeszcze przesądzone, że nie zmieni zdania, gdy atmosfera się nieco zmieni. Nie będę go za wszelką cenę namawiał. Umówiliśmy się, że jeszcze porozmawiamy. A jeśli sam nie wróci, to może doradzi mi w tej sprawie - zauważył Muzolf.

Zgodnie z wytycznymi Międzynarodowej Federacji Tenisowej (ITF) każdą reprezentację ma prowadzić osoba z danego kraju.

- Nie przychodzi mi do głowy żadna inna dyscyplina, w której byłoby takie zastrzeżenie. Ale nie ma co narzekać. Kiedyś w Pucharze Davisa zajmował się naszą reprezentacją Brytyjczyk Nick Brown, ale ponieważ oficjalnie nie mógł być kapitanem, to uczył się u jego boku Radek Szymanik i z efektów tego dziś korzystamy - zaznaczył prezes PZT.

Losowanie par w przyszłorocznej edycji Fed Cupu odbędzie się 3 czerwca w Paryżu. Biało-czerwone w pierwszej rundzie Grupy Światowej II mogą trafić na Amerykanki, Słowaczki, Białorusinki lub Hiszpanki. W ekipie z USA w tym roku wystąpiła liderka rankingu WTA Serena Williams. Gdyby wystąpiła w niej także w lutym, to pojedynek z reprezentacją Stanów Zjednoczonych byłby najatrakcyjniejszy dla polskich kibiców.

- Ale Białorusinki to z kolei Wiktoria Azarenka. Tak naprawdę każdy z naszych potencjalnych rywali ma w składzie gwiazdę. Przede wszystkim zależy nam na tym, by wygrać to spotkanie. Cieszylibyśmy się również, gdybyśmy mieli okazję wystąpić w kraju - podsumował.

Polki z ubiegłorocznej konfrontacji z Hiszpankami mają dobre wspomnienia. To dzięki odniesionemu wówczas zwycięstwu w Barcelonie 3:2 zapewniły sobie pierwszy w historii awans do ośmiozespołowej elity. W przypadku, gdyby po raz kolejny trafiły na ekipę z Półwyspu Iberyjskiego, to spotkanie odbyłoby się w Polsce. O miejscu rozegrania meczu z którymś z pozostałych zespołów zdecydowałoby dodatkowe losowanie. Z zawodniczkami z Białorusi i USA biało-czerwone rywalizowały dotychczas na neutralnym terenie, a ze Słowaczkami nigdy wcześniej się nie spotkały.