Konferencja prasowa  w Los Angeles była dla “Main Events” ważna nie tylko dlatego, by zapowiedzieć  lipcową walkę Kowaliewa w kasynie Mandalay Bay w Las Vegas z Nadjibem Mohammedi (37-3, 23 KO). Jeszcze ważniejszy był fakt, że walka z Francuzem będzie pierwszą w nowym, długoterminowym  kontrakcie “Krushera” z telewizją HBO. Kathy Duva nie wyklucza też  kontraktu na walki Rosjanina z jednym z największych kasyn Las Vegas (MGM Grand). Kariera idzie do przodu, ale jednego pasa Kowaliewowi bardzo brakuje…

 

Przemek Garczarczyk: Siergiej, masz trzy mistrzowskie pasy, ale ten World Boxing Council wydaje się coraz mniej osiągalny. I to nie ze względów sportowych.

 

Siergiej Kowaliew:  Tak to wygląda, ale to nie znaczy, że przestaję o nim myśleć. Jak się budzę rano, to się zastanawiam, dlaczego właściwie nie mam jeszcze tego pasa. Czyli mój plan, zjednoczenia tytułów, zostaje taki sam.

 

Zależy tobie bardziej na pokonaniu Stevensona, czy na zdobyciu mistrzowskiego pasa WBC?

 

Chciałbym sam mu zabrać  pas. Ale jak ktoś inny nakopie mu do d…wcześniej, to też nie będzie źle, bo on nie zasługuje, żeby być mistrzem. Wygląda na to, że ciągle ogląda wiele komiksów w TV - takich o Supermanie. Nie jest żadnym championem, tylko zwykłym bokserem. Nie walczy z dobrymi rywalami, wybiera wśród słabych. Jeśli chce ze mną walczyć, to wychodzimy na ring. Mam trzy pasy, on tylko jeden, ale zgodzę się na równy podział kasy. A może chodzi o coś więcej niż tylko pieniądze? Nie chce mi się jakoś specjalnie rozmawiać o Stevensonie - on na to nie zasługuje. Stevenson zasługuje na to, żeby mieć pas Myszki Miki, a nie WBC.

 

Wszyscy, wspominając największe gwiazdy boksu, mówią o Gołowkinie, Mayweatherze, Canelo, Andre Wardzie…

 

A o mnie mniej mówią? Nie przeszkadza mi to, bo boks to tylko część mojego życia. Nigdy to życie nie było łatwe, teraz też wcale nie jest. Nawet w dniu walki specjalnie na mnie świadomość bycia mistrzem nie działa; nie ma jakiejś presji. Po prostu wychodzę na ring. Mam rodzinę, córkę, jestem szczęśliwy. A Giennadij to mój przyjaciel, jeden z moich ulubionych pięściarzy. Wiem jak ciężko pracuje, bo byliśmy na wspólnych obozach treningowych. Mam dla niego szacunek bo niczego nie udaje – jest po prostu normalnym facetem. I respektuje wszystkich. Tak jak ja.