Piast Gliwice pokonał na własnym stadionie 6:3 zamykający tabelę GKS Bełchatów, po czterech trafieniach Kamila Wilczka i dwóch Konstantina Vassilijeva.

Goście nie wygrali w ostatnich 10 kolejkach, toteż raczej nie mogli byli stawiani w roli faworyta. Wtorkowy mecz nie zelektryzował najwyraźniej kibiców, bo trybuny były pustawe.

Po 90 sekundach gry piłka wpadła do bramki gospodarzy, na widowni zaległa cisza, ale sędzia odgwizdał "spalonego". Potem bełchatowianie jakby chcieli uczcić przypadający we wtorek Dzień Dobrych Uczynków. Sprokurowali w ciągu dwóch minut dwa rzuty wolne, które bezlitośnie wykorzystał Konstantin Vassilijev. Estończyk potwierdził dobrą dyspozycję, bo w sobotę w podobnej sytuacji trafił w meczu z Ruchem Chorzów.

- Darek, współczujemy Ci - przepraszał spiker bramkarza GKS Dariusza Trelę, który w przeszłości przez trzy lata grał w Piaście.

Wydawało się, że spotkanie jest pod kontrolą gliwiczan, tymczasem goście szybko zdobyli kontaktowego gola. Po faulu w polu karnym sędzia zarządził "jedenastkę", pewnie zamienioną na gola przez Arkadiusza Piecha.

Gospodarze przeważali jeszcze przez kilkanaście minut, sytuacji sam na sam z Trelą nie wykorzystał Wilczek, ale końcówka połowy należała do przyjezdnych, którzy parę razy rozmontowali defensywę rywali.

Po zmianie stron nadal inicjatywa należała początkowo do bełchatowian. Cofnięty Piast czekał na okazję do skontrowania. Swoich akcji nie potrafili skutecznie wykończyć piłkarze obu zespołów. Dopiero po kwadransie bramkarza gospodarzy "zatrudnił" Maciej Małkowski. Chwilę potem udała się szybka akcja gliwiczan - Wilczek tym razem nie pozostawił złudzeń Treli.

Napastnik Piasta, lider klasyfikacji strzeleckiej ekstraklasy, powiększył swój dorobek w kolejnych akcjach. Najpierw po dokładnym prostopadłym podaniu Adriana Klepczyńskiego zmylił obrońców, potem wykorzystał rzut karny pognębiając ostatecznie gości.

Grupka kibiców GKS domagała się gry do końca. I stało się zadość ich życzeniu. Łukasz Wroński zdobył drugą bramkę dla przyjezdnych w 90. minucie, odpowiedział z dystansu Wilczek, a wynik na 6:3 ustalił Damian Zbozień.

 

Po 33. kolejkach Piast zajmuje trzecie miejsce w grupie spadkowej. GKS jest ostatni, z dwoma punktami straty do wyprzedzającego go Zawiszy.

 

Powiedzieli po meczu:

 

Marek Zub (trener PGE GKS Bełchatów): - Musze powiedzieć, że czegoś takiego jeszcze w piłce nie widziałem. Jak można przegrać mecz w taki sposób? W ciągu 2-3 minut przewędrowaliśmy z nieba do piekła. Niepowtarzalne były też sytuacje, w jakich straciliśmy bramki. Wydaje mi się, że biorąc pod uwagę całą grę, nie byliśmy aż tak słabi i o tyle gorsi, aby przegrać taką różnicą. Bramki padają na ogół po błędach. My tych błędów - prostych, indywidualnych - popełniliśmy wiele. Z drugiej strony nie często też się zdarza, że napastnik rywali przy każdym dotknięciu piłki zdobywa gola. Mecz miał niecodzienny przebieg, dla nas tragiczny jeśli chodzi o wynik i konsekwencje w walce o utrzymanie. Ten wynik przybliżył nas w dużym stopniu do 1. ligi. Nasz klub się pali, ale nie tylko ja występuję w roli strażaka, bo to nasza wspólna sprawa.

 

Radoslav Latal (trener Piasta Gliwice): - Tak jak zapowiadałem wcześniej, dokonałem zmian w składzie, ale pierwsza połowa nie była w naszym wykonaniu zbyt dobra. Prowadziliśmy, ale popełnialiśmy błędy w defensywie, przydarzył się też nieszczęsny rzut karny. W drugiej połowie było już lepiej, zarówno w obronie jak i w ataku. Bardzo się cieszymy z wygranej. Na Kamila Wilczka byłem trochę zły, bo nie wykorzystał stuprocentowej sytuacji przy stanie 2:1, ale w sumie rozegrał dziś bardzo dobre zawody

 

Piast Gliwice - PGE GKS Bełchatów 6:3 (2:1)

 

Żółta kartka - PGE GKS Bełchatów: Błażej Telichowski.

 

Sędzia: Tomasz Kwiatkowski (Warszawa). Widzów 3 238.

 

Piast Gliwice: Jakub Szmatuła - Adrian Klepczyński, Csaba Horvath, Hebert, Piotr Brożek - Tomasz Podgórski (56. Carles Martinez Embuena), Konstantin Vassiljev (77. Sasa Zivec), Bartosz Szeliga, Łukasz Hanzel, Gerard Badia (82. Kornel Osyra) - Kamil Wilczek.

 

PGE GKS Bełchatów: Dariusz Trela - Mateusz Szymorek, Błażej Telichowski, Paweł Baranowski, Damian Zbozień - Maciej Małkowski (75. Paweł Komołow), Patryk Rachwał, Kamil Wacławczyk, Grzegorz Baran (46. Damian Szymański), Michał Mak (69. Łukasz Wroński) - Arkadiusz Piech.