Przemek Garczarczyk: Siedem tygodni z Arturem Szpilką to już wystarczająco dużo na Twoją ocenę Polaka. Taki prawie  cały obóz treningowy...


Ronnie Shields: Wszystko w porządku, te zmiany, które stwierdziłem, że trzeba zrobić idą szybciej, bardziej bezboleśnie niż się spodziewałem. Teraz tylko czekamy na naprawdę dużą walkę – taką, kiedy będziemy mogli razem usiąść, oglądać wspólnie rywala, analizować przeciwnika.


Kiedy mówisz o „zmianach, które trzeba było zrobić” – co masz konkretnie na myśli?


Przede wszystkim to, że Szpilka uczy się w Teksasie rzeczy, których nigdy w ringu nie robił. Bo ich nie umiał. Mam na myśli zarówno sprawy czysto pięściarskie, jak związane z treningiem  wytrzymałościowym. Wiadomo, że każdy trener chce, żeby jego pięściarz ciężko trenował, ale też nie chodzi o to, żeby zabijać się bez sensu. Artur zaczyna to doskonale rozumieć. Dłużej – niekoniecznie znaczy lepiej.


Artur wrzuca od czasu do czasu wideo ze swoich sparingów. Chcę się zapytać tylko o jeden, ten z Edwinem Rodriguezem. Edwin to co prawda półciężki, ale ma 27 zwycięstw, tylko jedną, punktową porażkę z samym z Andre Wardem. Podobno było bardzo ciekawie...


Były dwa sparingi Szpilka - Rodriguez. Specjalnie dałem Arturowi Rodrigueza na sparing, bo wiedziałem, że Szpila będzie się denerwował, będzie sfrustrowany. To był test. Spodziewałem się, że Artur będzie miał problemy z trafieniem Edwina. Czekałem w narożniku jak zareaguje na to, że rywal go trafia, a on nie może nic zrobić! Było prawie dokładnie tak, jak się spodziewałem – tylko, że Artur podszedł do sprawy ze śmiechem, na luzie. „Trenerze, nie mogę go złapać ciosem, co się dzieje?!” – śmiał się. Kazałem Edwinowi używać jak najwięcej ciosów podbródkowych, bo Artur miał z tym problemy. „Nie mogę go zablokować, ratunku!” – krzyczał Szpila. „Nienawidzę go tak mocno, że go kocham!”. W drugim ich sparingu było już inaczej – Edwin chciał mu włożyć parę podbródkowych – i nie mógł. Artur przemyślał pierwszy sparing, wyciągnął wnioski. Nawet, jeśli dawał się trafiać, to wiedział jak oddać cios. To była lekcja, jak wartościowym uderzeniem może być cios podbródkowy – szczególnie przeciwko niektórym rywalom. To część z mojej strategii trenerskiej. Daję mu dużo różnych testów. Na razie zdaje wszystkie. Niech zobaczy na sparingach wszystko, co możliwe, żeby mógł i musiał używać w ringu wszystkiego, co potrafi, a nie tylko tego, z czym czuje się najbardziej komfortowo.


Mówimy o dużych walkach pod koniec roku, czekając jednocześnie na rywala na 12 czerwca w Chicago. Jak sobie z tym dajesz radę?


Na spokojnie. Każdego dnia spotykamy się na sali, trenujemy, uczymy się. To jest najważniejsze, bo to pomoże Arturowi wygrywać – bez względu na to, z kim by nie walczył. Mieliśmy rywala z dorobkiem 17-1, Jasona Pettaway’a, ale Komisja Sportowa w stanie Illinois, z niezrozumiałych chyba dla nikogo względów, powiedziała "nie". Teraz są rozmowy z innymi potencjalnymi - i mocnymi - przeciwnikami na 12 czerwca. To też część nauki dla Szpili. Nie przejmować się, robić swoje.


Na Twitterze są już dyskusje czy lepszy na następną walkę dla Szpilki byłby Cunningham, czy Arreola.


Słyszałem i śmieję się. Napisz, proszę: dla trenera liczy się tylko najbliższa walka, bo na jej podstawie może powiedzieć, czy kolejny przeciwnik ma sens czy nie. Nie ma sensu dzisiaj rozmawiać o Stevie Cunninghamie. Nie ma takiej rozmowy pod koniec maja. Może będzie później.


Artur, oczywiście, chce walczyć ze wszystkimi. I chce mnie zrujnować zakładem kto wygra walkę Deontay Wilder – Aleksander Powietkin...


Ze mną też się założył. Ja stawiam na Wildera,  on musi w razie  przegranej Powietkina trochę zmienić swój wygląd... Więcej nie zdradzę. Do zobaczenia w Chicago.