Lipiec minionego roku. Baku i mecz reprezentacji Polski B z Azerbejdżanem w ramach Ligi Europejskiej. Właściwie dwa mecze przy pustych trybunach, które w sumie oglądało kilkadziesiąt osób. W drużynie Andrzeja Kowala jednym z najlepszych zawodników był 20.letni Bieniek. Wysoki (210 cm) środkowy, dysponujący mocnym, kąśliwym serwisem, skutecznym blokiem i szybkim atakiem. Pamiętam doskonale, byłem tam i trudno było nie zwrócić na niego uwagi.

Mija niespełna rok i ten chłopak debiutuje w drużynie mistrzów świata, która na oczach 12 tysięcy ludzi wygrywa bez straty seta ze złotymi medalistami igrzysk olimpijskich w Londynie (2012). A on zostaje MVP tego meczu. Słowem debiut jak marzenie.

Trzeba przyznać, że francuscy trenerzy naszej reprezentacji – Stephane Antiga i Philippe Blain znów mieli nosa. W ubiegłorocznej LŚ postawili na Mateusza Mikę i Rafała Buszka, a później, już przed MŚ zrezygnowali z Bartosza Kurka. Efekt pamiętamy: był nim jeden z najwspanialszych sukcesów w historii polskiego sportu.

Teraz Antiga dał szansę Bieńkowi i wracającemu do reprezentacji po długiej przerwie rozgrywającemu Grzegorzowi Łomaczowi. A z Kurka zrobił atakującego, podobnie jak nie tak dawno Andrea Anastasi ze Zbyszka Bartmana.

Oba składy, polski i rosyjski nie przypominały jednak ani tej Rosji, która wygrała igrzyska w Londynie, ani tej Polski, która triumfowała w ubiegłorocznych mistrzostwach świata. Liga Światowa ma być poligonem doświadczalnym przed Pucharem Świata we wrześniu, więc takie roszady są jak najbardziej normalne, a w przypadku Antigi jak najbardziej zrozumiałe, bo musi sobie radzić bez Mariusza Wlazłego, Michała Winiarskiego, Pawła Zagumnego i Krzysztofa Ignaczaka. I już po tym pierwszym meczu widać, że radzi sobie całkiem dobrze.

Polacy w nie dali w Ergo Arenie (piękna hala na granicy Sopotu i Gdańska) Rosjanom żadnych szans. Bezbłędny był debiutujący Bieniek (100 procent skuteczności w ataku – 7 ataków punktowych), który blokował rywali trzykrotnie i zaserwował trzy asy. Bardzo dobrze zagrał w tym spotkaniu kapitan naszej drużyny, Michał Kubiak (zastąpił w tej roli kontuzjowanego Karola Kłosa), który trzymał przyjęcie na bardzo wysokim poziomie (71 proc) i zaserwował dwa asy. W ataku nie zawodził Mika, swoje zrobił też najlepiej punktujący w naszej drużynie Kurek (16 pkt). Jego debiut na nowej pozycji można uznać za udany, co cieszy szczególnie i daje uzasadnione nadzieje, że będzie mocnym punktem tego zespołu.

Dziś drugi mecz z Rosją, która na pewno będzie się starała za wszelką cenę odegrać, ale jak Polacy znów zagrają tak, jak w pierwszym spotkaniu, to wynik może być podobny. A to byłby wymarzony początek tegorocznej Ligi Światowej.