Ten miły sen wciąż trwa choć wiele się zmieniło. Kiedy kilkanaście miesięcy temu Stephane Antiga zaczynał pracę z naszą reprezentację znaków zapytania było bez liku. Zastanawialiśmy się wszyscy, czy ten szalony pomysł, by Francuz, który w chwili powoływania na stanowisko pierwszego trenera reprezentacyjnej drużyny  wciąż był zawodnikiem Skry Bełchatów udźwignie ciężar odpowiedzialności.

 

Pierwszy egzamin zdał, gdy Polacy wywalczyli awans do kolejnych mistrzostw Europy. Później była Liga Światowa i seria eksperymentów, które dały reprezentacji Mateusza Mikę i Rafała Buszka oraz pokazały, że jej grę może poprowadzić Fabian Drzyzga, a gdy zabraknie Bartosza Kurka nic strasznego się nie dzieje.

 

Do historii samych mistrzostw świata nie będę już wracał bo są wciąż są żywe w naszej pamięci. Odkryty w LŚ Mika był ich rewelacją, Drzyzga nie zawiódł, a bez Kurka Polacy stanęli na najwyższym stopniu podium.

 

Dziś o te wszystkiego doświadczenia bogatszy jest i Antiga i pomagający mu Philippe Blain, jak i sami zawodnicy, przed którymi stoją nowe wyzwania. Bogatszy jest też Kurek, który mistrzostwa obejrzał w telewizji, ale dziś znów jest z drużyną i to w nowej roli.

 

Pamiętajmy, że w tej drużynie nie ma kluczowych postaci: Mariusza Wlazłego, MVP i najlepszego atakującego MŚ, jej kapitana Michała Winiarskiego, czy niezawodnego rozgrywającego Pawła Zagumnego, który chociażby w finałowym meczu z Brazylią raz jeszcze pokazał swoją wartość Nie ma też Krzysztofa „Igły” Ignaczaka, który przez lata swoich największych konkurentów na pozycji libero: najpierw Piotra Gacka, a później Pawła Zatorskiego motywował do mistrzowskiej gry.

 

I ta nowa drużyna, z Kurkiem w ataku, dwukrotnie wygrywa na początek tegorocznej Ligi Światowej z Rosją w Ergo Arenie. Ktoś może powiedzieć, że w drużynie Aleksandra Woronkowa zabrakło kilku znaczących postaci, ale to nic nie zmienia. Rosjanie są mistrzami olimpijskimi, nie lubią przegrywać i tym bardziej nie przyjechali przegrać z Polakami. W pierwszym meczu dostali jednak historyczne lanie 3:0, natomiast w drugim zostali złamani w tie breaku, gdy wydawało się im, że rewanż będzie udany.

 

Co więcej w tym pierwszym spotkaniu pogrążył ich debiutant, 21.letni środkowy Mateusz Bieniek, wyciągnięty przez Antigę z kapelusza. Konia z rzędem bowiem temu, kto jeszcze tydzień temu mógł sądzić, że właśnie tego młodego dryblasa mierzącego 210 cm Francuz wstawi do pierwszego składu naszej drużyny.

 

W tym sezonie mamy nowe rozdanie, rozpoczyna się wielka gra o olimpijskie paszporty. W perspektywie przyszłorocznych igrzysk w Rio de Janeiro wyniki ostatnich mistrzostw świata i złoty medal Polaków ma niewielkie znaczenie. O prawo startu w turnieju olimpijskim trzeba walczyć od początku. Dlatego tak ważny będzie wrześniowy Puchar Świata w Japonii, gdzie dwie pierwsze drużyny zapewnią sobie bilety do Brazylii. Rozgrywane miesiąc później mistrzostwa Europy nie będą mieć już takiego znaczenia.

 

Nic dziwnego, że dla Antigi tak istotna jest Liga Światowa. Podobnie jak w ubiegłym roku będzie ona poligonem doświadczalnym, który odpowie mu na wiele pytań. Ale nie może być pretekstem dla porażek. Trener naszej reprezentacji chce ją budować w atmosferze zwycięstw, oczywiście nie za wszelką cenę. Mówi jednak wprost, że na finał tych rozgrywek chce pojechać. Tym bardziej, że finał ten odbędzie się w lipcu w Rio de Janeiro. Z polskiej grupy (Rosja, Iran, USA) pojadą tam dwa zespoły. Pięć punktów już mamy. W piątek i sobotę mecze z Iranem w Częstochowie, a później długi, trzytygodniowy wyjazd do USA, Rosji i Teheranu.

 

Najważniejsze, że zaczynamy ten sezon w dobrej atmosferze, że Kurek wrócił odmieniony i może stać się naprawdę bardzo ważną częścią tego zespołu. I że drzwi do tej drużyny dla wielu są jeszcze otwarte. Antiga jest konsekwentny: grają najlepsi, ci, którzy mogą najbardziej pomóc reprezentacji. A takie czyste zasady dają jednocześnie nadzieję, że będzie równie dobrze jak przed rokiem.