Mick Horton nie wiedział gdzie się podziać. Rozstał się z pierwszą żoną Tracy, poznał Fionę. Z nową kobietą przeniósł się za Wielką Wodę. Osiadł na Florydzie. „Mam żyłkę do interesów. Kupiliśmy dom z basenem, przyszłość znów malowała się w różowych barwach. Siedziałem sobie na słoneczku, biznes się kręcił, ale brakowało mi żużla. Nawet w Stanach nie zerwałem kontaktów z brytyjskim speedwayem. Trzy kluby były na sprzedaż w 2012 roku, ale nie były to oferty skrojone na moją duszę. Chciałem przejąć klub z tradycjami, klub o ogromnych aspiracjach. Któregoś dnia zadzwonił Avtar Sandhu, właściciel Coventry. Zaproponował spotkanie. Miał dosyć zawirowań związanych z regulaminem żużla na Wyspach. Sandhu to człowiek honoru. Nie lubi polityki w sporcie, a po fenomenalnym mistrzostwie Elite League wywalczonym w sezonie 2010, ktoś we władzach speedwaya chciał uprzykrzyć życie Pszczołom. Spytał czy nie chcę przejąć Coventry. Wspaniali fani, historyczny stadion, piękna historia, osiem tytułów mistrzowskich… Nie zastanawiałem się długo. Coventry Bees zasługują na tytuł mistrza, a ja też jestem głodny sukcesu, bo jeszcze nigdy nie byłem właścicielem złotej drużyny!” – wyznaje Horton.


Mick nigdy nie był minimalistą. Kiedy w listopadzie 2013 roku Rick Frost i Julie Mahoney postanowili wycofać Pantery z Elite League, Horton przystąpił do dzieła. „Nikt z nas nie chciał śmierci Peterborough. Cóż to byłby za ponury krajobraz, gdyby Pantery zniknęły z żużlowej mapy? Wiem, że to nie jest najbardziej zasłużony klub na Wyspach, ale małe też potrafi być piękne. Myślę, że fani wierzą w odrodzenie Panter. Premier League to odpowiednie miejsce dla tego klubu. Obniżyliśmy ceny biletów, wprowadziliśmy atrakcyjne ceny za całosezonowy karnet i sprzedaż ruszyła z kopyta” – twierdzi Horton.


Mick często powtarza, że w speedwayu wszystko zmienia się w okamgnieniu. „Dziś jesteś bohaterem tłumów, jutro wcielasz się w rolę diabła, którego trzeba strącić do piekieł. Kiedy rozpadło się moje pierwsze małżeństwo, speedway uratował mi życie. Sam troszczyłem się o trójkę moich synów: Jamesa, Lewisa i Thomasa, a wspólne wypady na żużel zbudowały silną więź. Zatoczyłem koło. Po burzy problemów osobistych, wróciłem do Peterborough. Sport to mój najlepszy przyjaciel. Jestem frontmanem tego zespołu rockowego, ale niczego nie osiągnąłbym bez przyjaciół: Neila Watsona, Blayne’a Scrogginsa, Trevora Swalesa” – wyznaje Mick.


29-letni syn Hortona – James, próbował swoich sił na motocyklu. Nie wypaliło, bo tata był zbyt wymagający. Nie potrafił zachować dystansu. „Wszystko miał na talerzu. Najlepsze części, tunerów, mechaników, jedzenie itd. Popełniłem błąd. W 95% mariaż na linii: ojciec – syn nie przynosi sukcesów w speedwayu. Już to wiem. Kocham speedway, a miłość nie zelżała odkąd zobaczyłem Jessupa na White City. Jednak mam jedno skryte marzenie. Chcę sięgnąć po tytuł mistrza Elite League z Coventry Bees w 2015 roku. Ściągnąłem Terry’ego Chrabąszcza jako toromistrza na Brandon Stadium. To ma być nasza twierdza” – mówi Mick Horton i oczyma wyobraźni widzi jak jego Pszczoły wygrywają w finale play-off Elite League. Z kim? Naturalnie, że z Poole…
 
Holder potrzebuje Anglii

Chris Holder nie zapomniał o feralnej kontuzji odniesionej na torze w Coventry. 5 lipca 2013 roku zapisał się czarną czcionką w kalendarium Australijczyka. Holder mógł zapomnieć o obronie tytułu mistrza świata. Powrót do sportu po poważnej kontuzji jest makabreską nawet dla najbardziej utalentowanych zawodników. „Nie było mowy o tym, abym odjechał pełny sezon na Wyspach w 2014 roku. Na to zgody nie wyraziłby żaden lekarz, a ja sam byłem przeciwny takiemu rozwiązaniu. Nawet teraz są takie poranki kiedy z trudem wstaję z łóżka, bo odczuwam potworny ból w biodrze, które złamałem w 2013 roku. Wystarczy, że źle wstanę i za bardzo obciążę biodro, od razu wyję z bólu. Cieszę się, że miałem zaledwie krótki epizod w Elite League w 2013 roku. Brak regularnych  startów w Anglii powetowałem sobie jazdą w Danii, Szwecji i kilku turniejach w Polsce. W tym sezonie mamy lżejszy kalendarz w Anglii: 8 meczów mniej, a to sporo. Szwedzka Elitserien skurczyła się z 8 do 7 drużyn, więc mój terminarz nie jest tak szaleńczo przeładowany jak przed laty. To odpowiednia dawka speedwaya. Jest tylko jeden problem: wciąż szukam rytmu” – mówi indywidualny mistrz świata z 2012 roku.


W cyklu GP po trzech turniejach Holder zajmuje 13 miejsce. O ironio, legitymuje się takim samym dorobkiem co jego rodak, Troy Batchelor. Zero punktów w Warszawie, 7 w Tampere, 6 w Pradze. Braciszkowie mróweczkowie. W końcu Troy to po części Pirat z Poole. Dołożył cenne punkty dla ekipy z Wimborne Road w fazie play-off sezonu 2014. W marcu Holder był pełen nadziei, marzył o znakomitym starcie w GP: „Co prawda w styczniu znów dałem w kość nadgarstkowi podczas indywidualnych mistrzostw Australii, ale nie odczuwam już dolegliwości. Pod koniec ubiegłego roku przeszedłem operację stopy, wyjęto mi śruby i całe żelastwo. Odzyskałem swobodę, jestem lżejszy, czuję się dobrze, ale brakuje mi objeżdżenia. Chcę odrobić stratę do rywali. Nie mogę doczekać się GP w Warszawie. Tory czasowe są dobrze przygotowane. To powinno być wielkie święto żużla. Nie oblatuje mnie strach przed zawodami w hali. Układane tory są krótkie, a ja lubię techniczne obiekty. Ludzie, którzy je przygotowują, wykonują kawał świetnej roboty. Przeważnie dobrze mi idzie na układanych torach, ale przyznaję, że miałem też sporo szczęścia w Cardiff (Holder wygrał GP Wielkiej Brytanii w 2010 i 2012 roku). W Warszawie w przeważającej większości będą polscy fani, a wiemy, że oni potrafią być wyjątkowo aktywni i głośni. Pod jednym dachem będą jeszcze bardziej skłonni do żywiołowego dopingu. Chciałbym dobrze wypaść w Warszawie, bo w październiku czeka nas wielka impreza kończąca cykl w Melbourne. Pragnę wypracować sobie taką pozycję, aby na Etihad Stadium walczyć o medal. Wiem jednak, że w speedwayu wszystko może się zmienić w ciągu jednego dnia, więc marzę o tym, aby omijały mnie kontuzje” – mówił Holder, a marcowe słońce zachęcało, aby zajrzeć na przepiękny obiekt do jazdy na motocrossie: Matterley Basin to kolebka brytyjskiego crossu, arena zawodów Grand Prix…


Nieszczęście kolegi jest zyskiem Holdera. Darcy Ward spędził zimę w niepewności, bo Międzynarodowa Federacja Motocyklowa (FIM) długo przyglądała się zjawisku, którego kulminacja nastąpiła na Łotwie w sierpniu ubiegłego roku. Zawieszą geniusza z Australii czy będą pobłażliwi? A jeśli zawieszą, to na jaki okres? – pytał Ward, a inni przyglądali się rozwojowi sytuacji. „Bardzo cieszę się, że wylądowałem w Poole. Chcę znów być zajęty, chcę być w ruchu, chcę podróżować, ścigać się na żużlu – wyznał Holder. Im więcej startów, tym lepiej dla mnie. Trójka zawodników ubiegała się o angaż w Poole, ale były tylko dwa miejsca. Zima była gorąca dla mnie, Magica Janowskiego i Darcy’ego Warda. Każdy z nas dał wiele z siebie startując w barwach Poole Pirates. Promotor zacierał ręce, bo wygraliśmy Elite League, fani byli szczęśliwi, bo oglądali ciekawe mecze, ale biznes jest daleki od sentymentów. To dla nas mało sprzyjające okoliczności, kiedy wiemy, że dla jednego z trójki zabraknie miejsca. Z kolei klub jest zadowolony, bo może żonglować nazwiskami. Poole miało 3 dobrych zawodników na tacy, a więc miało w kim wybierać. Jestem niecierpliwy. Nie lubię siedzieć w poczekalni. Nie jestem tak cierpliwy jak Magic. Gdybym miał czekać tak długo jak on, pewnie znalazłbym sobie miejsce w innym klubie. Gdyby Matt uznał, że mnie nie potrzebuje, pewnie rozglądałbym się za nowym miejscem pracy. Domyślałem się, że FIM zawiesi Darcy’ego, nie wiedziałem tylko na jak długo (okazało się, że na okres 10 miesięcy, a więc Ward nie może startować do 27 czerwca 2015 roku). Wolałem poczynić plany przed wylotem do Australii i w grudniu mieć klarowną sytuację. Przynajmniej wiem na czym stoję. Chcę dobrze wypaść w tym sezonie i sięgnąć po trzeci tytuł z rzędu z Poole Pirates, a piąty w mojej kolekcji (Holder sięgał po mistrzostwo z Piratami w latach 2008, 2011, 2013, 2014). Jestem zachwycony progresją wyników Kyle’a Newmana. Myślę, że Kyle jest już na tyle dobry, że utrzymałby się w głównym składzie Piratów. Rezerwa to nie miejsce dla niego. Każdego zawodnika z podstawowej piątki stać na pokonanie największych nazwisk. Jestem pod wrażeniem tego jak rozwinął się Kacper Gomólski. 3,94 to zabawna średnia z jaką Kacper przywędrował do Poole. Z łatwością ją poprawi. Potrzebował kilku imprez w Anglii, żeby złapać rytm, bo Wyspy to zupełnie inne wyzwanie niż Polska. Matt wykonał znakomite posunięcie sprowadzając Gomólskiego do Poole” – twierdzi Holder.


Jednak w życiu nie może być zbyt pięknie. Skoro Chris zagwarantował sobie miejsce w składzie, coś musiało się wydarzyć, aby nie można było przyłożyć głowy do poduszki. Wiza… Prawdziwa saga i koszmar… „Koszmar to właściwe słowo. Zamiast spokojnie przygotowywać się do sezonu, walczyłem o wizę. Byłem winny mojej partnerce Sealy i naszemu synkowi Maxowi święta Bożego Narodzenia w Europie. Świąteczny czas spędziliśmy na Wyspach. Wydawało się, że załatwiłem wszystkie formalności i nie muszę zamartwiać się o wizę. Poleciałem do Australii, aby wziąć udział w mistrzostwach mojego kraju, pościgać się, odwiedzić rodzinę i przyjaciół. Kiedy stałem na lotnisku, pomyślałem sobie: jest pięknie, że batalia o wizę jest poza mną. Siedziałem miesiąc w Australii i nagle gruchnęła wieść: Poole straciło certyfikat od sponsora, więc moja wiza jest nieważna. Musiałem przechodzić przez cały proces od początku. Nie mogłem dłużej przebywać w Australii, bo tej sprawy nie załatwiłbym na odległość. Upewniłem się tylko czy na pewno nie da się tego inaczej załatwić, bo nie uśmiechało mi się opuszczać słonecznej ojczyzny i przylatywać na Wyspy tak wcześnie przed sezonem. Zapewniono mnie, że muszę wracać, więc dwa dni po otrzymaniu wiadomości, że wiza jest nieaktualna, siedziałem w samolocie lecącym do Europy. Szalona podróż do Poole, gdzie z pomocą Nigela Leahy udało się zdobyć nową wizę. Cóż, wszyscy Australijczycy mają ten kłopot. Mam nadzieję, że kluby wyjaśnią tą sytuację z urzędami i nie będzie więcej problemów z kawałkiem papieru. Jakby nie patrzeć, znów wydałem pieniądze na wizę…” – mówi Chris.


Holder wrócił do speedwaya po koszmarnym wypadku na Brandon Stadium. Złamana miednica (lewa strona), lewe biodro, bark w opłakanym stanie, prawa stopa wyglądała jakby Holder brał udział w obronie Stalingradu. „Pod kątem mentalnym sezon 2014 był wielką bitwą mentalną. Długo rozmyślałem czy atakować zawodnika jadącego przede mną czy odpuścić szturm. Sama jazda na motocyklu nie stanowiła problemu, ale kiedy na wirażu robiło się ciasno, a ja musiałem kontrować, aby wyprzedzać rywala, wolałem zachować się asekuracyjnie. Blokada. Najsmutniejsze było to, że gdy już zacząłem łapać rytm, przydarzył się feralny wypadek w duńskiej superlidze” – wspomina Chris.