Sebastian Staszewski: Ma Pan w domu pamiątkową koszulkę z meczu z Norwegią, Pana debiutu w reprezentacji Polski?

 

Karol Linetty: Jasne, że tak. Mama, tata i siostra przygotowali mi w domu specjalną gablotę, w której wiszą koszulki, stoją różne wyróżnienia, puchary, dyplomy. Tam mam także koszulkę z mojego ostatniego meczu w kadrze, z Gruzją w Tbilisi.

 

„Na mieście” mówi się, że niedługo do kolekcji będzie mógł Pan dołączyć kolejną i to kolejną z meczu z Gruzją…

 

Ja jeszcze nic o tym nie wiem. Przede mną trzy ligowe mecze i to na nich się skupiam. Jeśli zaprezentuję się dobrze, to pewnie dostanę powołanie. Pojadę wtedy do Warszawy i będę walczył o grę. Fajnie byłoby zabrać ze sobą tytuł mistrza Polski…

 

Jaki będzie mecz w Gruzją?

 

Na pewno bardzo trudny. Nie zabraknie walki. Przeciwstawimy się rywalom. Gramy przecież u siebie, kibice nam pomogą i jeśli ktoś ma się kogoś bać, to Gruzini nas.

 

Jest Pan gotowy, aby 13 czerwca wyjść na murawę Stadionu Narodowego w podstawowym składzie?

 

Tak, czuję się na siłach. Mogę tej kadrze oddać serce i zaangażowanie. Będę walczył o każdy centymetr boiska!

 

A czuje się Pan już pełnoprawnym kadrowiczem?

 

Obronić mogę się tylko na boisku. Jeśli nawet można nazwać mnie kadrowiczem, to muszę to udowadniać w każdym spotkaniu. Może to banał, ale tak jest. Nie jestem zaskoczony kolejnymi powołaniami, ale nie będę ukrywał, że każde z nich strasznie mnie cieszy. Od zawsze o tym marzyłem. Trener Nawałka docenia moją pracę a to daje pozytywnego kopa. Dzięki powołaniom mogę nabierać doświadczenia i obcować z lepszymi piłkarzami.

 

Selekcjoner dzwoni często?

 

Czuję jego wsparcie. Kiedy dzwoni najczęściej pyta o zdrowie. Naprawdę ucieszyłem się, gdy zadzwonił po tym, jak złapałem uraz kostki. Nie tylko zapytał jak się czuje, ale przy okazji złożył mi życzenia. To było bardzo miłe.

 

Trener Nawałka to dla Pana nauczyciel?

 

On widział dużo jako piłkarz, i jako trener. Na pewno może przekazać mi wiele wiedzy.

 

Nauczyciel-dyktator?

 

Nie odpowiem na to pytanie (śmiech).

 

Niektórzy Pana koledzy tak mówią…

 

Każdy trener ma swoje zasady, które są potrzebne, aby w zespole była atmosfera. Czy zasady trenera są wojskowe? Ma on swój charakter i pewnie to, co każe realizować, zgadza się z jego osobowością.

 

Co Pan czuje, kiedy przyjeżdża Pan na zgrupowanie?

 

Ciekawość co czeka mnie nowego. Czuję też wielką chęć walki o podstawową jedenastkę. Za każdym razem.

 

A strach? Pytam, bo znam Pana jako trochę wycofanego, skromnego chłopaka. Kiedy trenuje Pan z Robertem Lewandowskim czy zwycięzcą Ligi Europejskiej Grzegorzem Krychowiakiem czuje się Pan onieśmielony?

 

Trochę tak. Myślę, że zostanie mi to na dłuższy czas. Taki już jestem. Kiedy byłem na kadrze pierwszy raz to w ogóle bałem się odzywać (śmiech). Spotkałem jednak fajnych chłopaków i z dnia na dzień poczułem się pewniej. Zacząłem nawet z nimi rozmawiać (śmiech). Nie lubię odzywać się niepytany.

 

„Panie Robercie, Panie Grzegorzu”?

 

Myślałem czy tak mówić, ale zacząłem delikatnie, od wołania po imieniu, nie po ksywkach. Później chłopaki powiedzieli, żebym się nie stresował. Zaczęli podpowiadać. Szczególnie Robert, który do dziś cały czas mi doradza. Na treningach wołali: „dawaj młody, nie załamuj się”. To bardzo miłe. Widać, że powstał zespół, który idzie po awans na mistrzostwa Europy.

 

Chciałby Pan grać jak Krychowiak?

 

To wzór. Wygrał Ligę Europejską, występuje w silnej lidze. Jeśli dostanę szansę bycia na kadrze na pewno będę go podpatrywał. Chciałbym jednak być innym piłkarzem. Mieć własne nazwisko. „Krychowiak” znaczy dużo i byłoby fajnie, gdyby podobnie było z „Linetty”. Na to pracuję każdego dnia.

 

Dzięki tym podpowiedziom staje się Pan lepszym piłkarzem?

 

Na pewno. Po zgrupowaniach wracam do klubu i opowiadam chłopakom o tym, czego się nauczyłem. Kadra to dla mnie spełnienie marzeń, rozwój, ale i szansa na pokazanie się szerszemu gronu.

 

Na przykład zagranicznym skautom?

 

Też, ale raczej chodzi o te marzenia.

 

Od kilku miesięcy mówi się o Pana transferze do Anglii. Za rok wygasa Panu umowa z Lechem, więc jeżeli poznaniacy chcą na Panu zarobić, to właśnie w letnim okienku transferowym. To Pana pożegnanie z Kolejorzem?

 

Mogę tylko powtórzyć, że skupiam się na Ekstraklasie, a później ewentualnie na kadrze. Dopiero po porozmawiam z menadżerem i zobaczymy, co się dzieje. Od dziecka marzę o Anglii, o Premier League. Zawsze podobało mi się to, że tam każdy może wygrać z każdym. A dodatkowo ci kibice, którzy siedzą metr od boiska. Bajka!

 

Tottenham to dobry zespół?

 

Pewnie, że tak. Jak każdy zespół z Premier League.

 

Dzwonili już? Podobno są Panem zainteresowani.

 

Nie mam pojęcia, bo z menadżerem mamy umowę, że w trakcie sezonu nie mówi mi o żadnych propozycjach. Decyzję czy zostanę czy wyjadę podejmę dopiero latem.

 

Czas płynie, a Pana kontrakt w Lechu wygasa…

 

Teoretycznie kiedy, jeśli nie teraz, ale nie chcę zaprzątać sobie tym głowy. Wiadomo, że ja swoje marzenia chcę spełnić jak najszybciej, ale czasami warto jeść małą łyżeczką, a nie chochlą. Obym się nie zakrztusił. Poza tym naprawdę chciałbym wyjechać z kraju jako mistrz Polski!