Belle Vue Aces sięgali po tytuł najlepszej klubowej drużyny na Wyspach Brytyjskich w latach 1970, 1971, 1972. Choć po okresie supremacji Asów z Manchesteru w Anglii nie brakowało wielkich zespołów, to ani Ipswich (1975-1976), ani Coventry (1978-1979 i 1987-1988) ani Oxford (1985-1986) ani Poole (2003-2004) nie zdobyło 3 tytułów z rzędu. Teraz przed promotorem Poole Pirates, Mattem Fordem pojawia się idealna okazja, aby wywalczyć trzecie złoto dla Poole. Piraci byli mistrzami Elite League w latach 2013-2014, a więc…

 

Matt twierdzi, że dziś trudniej o takie sukcesy, jakie przed laty były dziełem Belle Vue i trudno odmówić mu racji. „Pamiętajmy, że we współczesnym speedwayu zespół buduje się praktycznie od zera. Zdobywasz tytuł mistrza i musisz się pozbyć gwiazdy, aby w kolejnym sezonie zmieścić się w limicie średniej na zespół. W czasach kiedy żużlowcy Belle Vue Aces rządzili w lidze, nie było takich obostrzeń. Asy miały w swoich szeregach takich speców jak Peter Collins, Chris Morton, Alan Wilkinson, Eric Broadbelt. Jako dzieciak oglądałem porażkę Piratów z Belle Vue przy Wimborne Road i nie był to mecz na styku. Przegraliśmy 28-50. To był wówczas standard.

 

Na początku lat 70-tych Belle Vue było w stanie zdemolować każdą przeszkodę. Nie obowiązywał limit punktów. Ten, kto dysponował grubszą gotówką, budował zespół marzeń i nietrudno było odgadnąć kto wygra rozgrywki ligowe. Cieszę się, że dziś trzeba montować ekipę z głową i wyczuciem. Nawet jeśli masz potężny budżet, nie możesz kupić sobie 2 Holderów, 2 Woffindenów i 3 Wardów. Jeśli uda nam się sięgnąć po trzecie mistrzostwo Elite League z rzędu, będę szczęśliwy i potraktuję ten wyczyn jako bardziej okazały niż 3 złote skalpy Belle Vue Aces w latach 70-tych” – podkreśla Matt Ford, niestrudzony budowniczy potęgi Poole Pirates.

 

Żonglerka liczbami i nazwiskami

 

Zimą Matt Ford gryzł się z myślami, co czynić z Darcym Wardem. To oczko w głowie promotora Poole, ale FIM tak długo przyglądała się sprawie australijskiego geniusza sportów motorowych, że Ford miał związane ręce. Matt zaangażował Chrisa Holdera, ale wciąż nie wiedział czy Maciej Janowski zechce ścigać się w barwach Piratów, skoro Polak awansował do cyklu Grand Prix. Holder zaczynał sezon ze średnią 8,75. Maciej legitymował się CMA (Calculated Match Average) na poziomie 7,50, a więc pole manewru pozostawało niewielkie, bo suma średnich podstawowej piątki zawodników nie może przekroczyć limitu 34 punktów. Tym bardziej, że wracający z wygnania w Lakeside Hammers Davey Watt też miał wysoką średnią: 6,71.

 

Na szczęście Dakota North zmieścił się z przyzwoitą notą: 6,57, a pokerowym posunięciem Forda był angaż Kacpra Gomólskiego. 3,94 przy umiejętnościach Polaka to znakomity manewr szeryfa Poole. - W listopadzie rozmawiałem z Maciejem na temat startów w barwach Poole. Chciałem wiedzieć czy interesuje go trzeci sezon w moim klubie. Magic był pierwszym żużlowcem, z którym rozmawiałem o angażu w kontekście sezonu 2015. Próbowałem się z nim skontaktować, ale Magic prezentuje styl australijski. Jest tak wyluzowany, że nie zawsze dostrzega konieczność odpowiedzi na email, telefon czy sms. Minęło 5 tygodni zanim Magic się odezwał. Od 30 listopada do 4 stycznia nie dawał znaku życia. Rozumiem go, bo zawodnik przechodzi przez takie morze stresu w trakcie sezonu, że musi mieć przestrzeń, aby się zresetować. Wyszło trochę przekomicznie, bo Magicowi jako pierwszemu złożyłem ofertę kontraktu, a podpisywał umowę jako ostatni. Jestem szczęśliwy, że Magic jest w mojej drużynie, bo to człowiek o pozytywnym nastawieniu do życia. Doceniam, że przed rokiem kiedy mieliśmy mały szpital w drużynie, Magic jeździł z niewyleczonym urazem – wyznaje Matt Ford.

 

Maciej to twardziel i prawdziwy kapitan. 25 maja 2015 roku w meczu wyjazdowym z Leicester Lions, Janowski jeździł jak profesor. Chris Holder wykręcił 3 punkty + bonus w 4 startach, męczył się Davey Watt (5 + bonus w 4 wyścigach), Kacper Gomólski przywiózł 5 punktów w 4 startach, a Maciej szalał. Pokonał Jasona Doyle’a – gwiazdę Leicester Lions i uczestnika cyklu Grand Prix i to aż 4 razy! Jeszcze nikt tak nie upokorzył Doyle’a na torze Lwów z Leicester. Mało tego, Magic jest pierwszym przyjezdnym żużlowcem, który w tym sezonie wykręcił komplet punktów na torze w Leicester. Piraci wygrali 47-43, głównie za sprawą fenomenalnej jazdy wrocławianina.

 

Pod koniec ubiegłego roku, Ford głęboko wierzył, że powiedzie się wariant, wedle którego siła zespołu opiera się na dwóch filarach: Darcy – Magic. Jednak kiedy Holder zgłosił akces do Piratów, Matt wiedział, że lepiej tak poukładać klocki, aby Chris pojawił się w składzie Poole. - Cudownie, że Holder wrócił do Piratów. To nie byłby rozsądny ruch, gdybym odesłał Chrisa do piekieł. Wolę nie widzieć jego nazwiska w drużynie rywali. Holder pracuje swoim tempem. Jest spokojny, nie robi szumu wokół siebie. Nie jest konfliktową osobą – prawi Matt, ale nigdy nie dowiemy się co uczyniłby Ford, gdyby FIM była bardziej pobłażliwa i nie zawiesiła Warda na 10 miesięcy. Czy postawiłby wówczas na Warda i Janowskiego czy zagrałby duetem Turbo Twins?

 

6,71 Watta – smakowity kąsek po trzyletniej banicji w Lakeside. To znakomity wynik, zważywszy, że Wattie często ścigał się z liderami przeciwnych drużyn. Jednak Matt rozumie, że obok gwiazd i solidnych zawodników, musi mieć w składzie lokalnego chłopaka, dla którego będą przychodzić sentymentaliści z Poole. - Czy to nie jest cudowne, że Kyle Newman, chłopak urodzony w Poole 24 lata temu, dokonał takiej progresji? Przyznaję się bez bicia, że nie wierzyłem w niego nawet wtedy gdy ścigał się w Bournemouth Buccaneers. Jego wyniki są dla mnie ciężkim szokiem. Miło, że mu się udało. Dziś Kyle otrzymuje oferty z zagranicznych klubów – podkreśla Ford.

 

Newman został wybrany zawodnikiem roku w barwach Poole Pirates w sezonie 2014. Lee Smart, Ben Hopwood, Brendan Johnson i Benji Compton nie udźwignęli ciężaru oczekiwań. Elite League dla tego kwartetu to zbyt wysokie progi. Newman to porządna firma i bardzo solidny rezerwowy w ekipie mistrza Elite League.

 

Ford wierzy w Dakotę. „Ten chłopak ma ogromne serce do speedwaya. Czasami za bardzo chce, upada po przegranych startach, bo pragnie wyprzedzić rywali na jednym łuku. Jak tylko delikatnie schłodzi głowę, będzie rewelacyjny. Wróżę mu nawet awans do cyklu GP, tym bardziej, że Challenge odbędzie się w tym roku na torze w Rybniku” – prorokuje Ford.

 

Prawdziwym asem w talii Matta jest gnieźnianin, Kacper Gomólski. - Większość osób przyglądających się moim ruchom kadrowym, pukało się w czoło kiedy podpisywałem kontrakt z Kacprem. Krytycy zapomnieli, że czas nie stoi w miejscu. Kacper ma dwa medale indywidualnych mistrzostw świata juniorów, a ci, którzy mnie atakują uważają, że on jest wciąż tym samym zawodnikiem, który jeździł w 2011 roku w Peterborough i w 2013 w Swindon. Gomólski wspaniale się rozwinął. Nie mam wątpliwości, że Kacper bardzo poprawi swoją średnią meczową. Będę zdziwiony jeśli nie będzie legitymował się wynikiem w okolicach 7 punktów na mecz na Wimborne Road. Wiem, że może mieć kłopoty na trudnych torach typu Lakeside, Wolverhampton czy Belle Vue, ale dajmy mu czas na zaaklimatyzowanie się w Anglii” – zauważa Matt Ford.

 

Matt pragnie podkreślić, że nie należy do rekinów finansowych w brytyjskiej Elite League. „Wiele osób zarzuca mi, że mój sukces oparty jest o bardzo solidne fundamenty finansowe. Pragnę wyjaśnić, że Poole jest klasycznym średniakiem. Znam przynajmniej kilku promotorów, którzy dysponują pokaźnymi kontami w banku i bawią się w speedway dla frajdy. My nie przepłacamy. Mogę zapewnić, że nasz nr 1 w poprzednim sezonie był najgorzej opłacanym liderem spośród wszystkich klubów Elite League. Nie mam takiej fortuny, aby kusić zawodników bajońskimi sumami. Nie wydaję więcej niż mam. Ciężko pracujemy nad pozyskiwaniem wiarygodnych sponsorów. W tym roku witam na pokładzie naszej łodzi nowego sponsora: firmę Readypower. Spróbujemy sięgnąć po złoto, skoro atmosfera w zespole jest fenomenalna, w czym spora zasługa Middlo” – twierdzi Matt i wierzy, że Piraci przybliżą się do fazy play-off dzięki zwycięstwu nad King’s Lynn Stars.

 

Dramat Schleina

 

Serce Roba Lyona, menedżera Gwiazd z Adrian Flux Arena, krwawiło, gdy dowiedział się o feralnym wypadku Australijczyka na torze w Łodzi. Rory Schlein, człowiek tysiąca talentów, jeden z filarów King’s Lynn Stars, doznał poważnej kontuzji w meczu Orła Łódź z Lokomotiv Daugavpils. W łódzkim szpitalu uczyniono wszystko, aby Rory mógł chodzić. Udało się. Blisko 6-godzinna operacja, kilogramy bólu, ale połączono pierwszy kręg lędźwiowy z drugim oraz trzeci z czwartym. „Mam nadzieję, że śruby wytrzymają. Pragnę podziękować polskiemu personelowi medycznemu. Lekarze z Łodzi spisali się na medal. Opieka jest rewelacyjna” – wyznał obolały, ale szczęśliwy Schlein.

 

Roo Boy miał znakomity początek sezonu. Impreza rocznicowa na torze w King’s Lynn, emocjonujące wyścigi, gra świateł, dobra forma sportowa. Średnia uzyskana w 12 meczach: 8,15 punktu na mecz, a więc wynik budzący szacunek. Gwiazdy mierzyły w tytuł mistrza Elite League. Pierwszy wyścig meczu w Łodzi zniweczył cały wysiłek. Kamil Adamczewski stracił kontrolę nad motocyklem, uderzył w kolegę klubowego – Rory’ego Schleina i tylko cudowne ręce polskich chirurgów sprawiły, że Australijczyk będzie mógł radować się życiem.

 

Rob Lyon podkreśla, że zrobi wszystko, aby rehabilitacja przebiegała jak najlepiej. - To długi i złożony proces. Rory to prawdziwy kapitan. Inspiruje wszystkich zawodników King’s Lynn. Ma niewyczerpane złoża optymizmu. Skontaktowałem się z jego mamą, która przebywa w Australii. Chciałem ją uspokoić. Partnerka Rory’ego i mama jego dwóch brzdąców jest w Polsce. Najważniejsze, że skomplikowana operacja zakończyła się sukcesem. Rory zawsze podtrzymywał nas na duchu w chwilach próby, teraz kolej na cały klub, aby wspierać go z całych sił w walce o powrót do zdrowia. Chłopcy byli tak skoncentrowani podczas pojedynku z Poole Pirates, bo chcieli wygrać ten mecz dla Roo Boya. Udało się. Zwycięstwo 48-45 nad Piratami to dedykacja dla Schleina, naszego kapitana. Mam nadzieję, że na jego twarzy zagościł uśmiech, gdy dowiedział się o końcowym wyniku meczu – wyznał Rob Lyon.

 

Co prawda w czwartek 28 maja Piratom udało się zdobyć jeden punkt meczowy w wyjazdowym spotkaniu z Gwiazdami, ale dla podopiecznych Lyona istotne znaczenie miało zwycięstwo, nawet w skromnych rozmiarach. Jeśli jeszcze kontuzję lewego biodra wyleczy Lewis Kerr, Gwiazdy wyjdą z ciemnego tunelu i ujrzą salę pałacową równie cudną jak słoweńska jaskinia Skocjan…

 

Rewolucja a la Painter

 

Rob Painter zawsze miewał szalone pomysły. 36-letni Brytyjczyk pracował jako mechanik w teamie Jasona Crumpa i Nickiego Pedersena. Rob posiada rozległe kontakty w świecie speedwaya, a że wciąż przerzuca szpargały w szufladkach mózgu, to i nic dziwnego, że uruchomił nowy projekt. Revolution Speedway Fuchs Silkolene Race Team – pod takim szyldem ściga się duet Lewis Kerr – Danny King. Rob Painter zgromadził grono 32 sponsorów. W pracy pomaga mu jego partnerka Vicky, która jest obdarzona zbzikowaną wyobraźnią grafika komputerowego. To zupełnie inny twór niż team Exide. Painter jest zachwycony sukcesem, bo przyciągnął wielu nowych sponsorów, którzy nigdy wcześniej nie słyszeli o speedwayu. Poza Kerrem i Kingiem jest jeszcze absolutne dzieciątko: Dan Gilkes. Dan ma 12 lat, jeździ w mistrzostwach Wielkiej Brytanii w klasie 250 ccm.

 

Lewis Kerr spotkał Roba Paintera jesienią 2014 roku. - Wyjaśnił mi zawiłości dotyczące ustawienia sprzętu. Pomyślałem, że Rob byłby znakomitym mechanikiem, a ja cierpiałem, bo wiecznie ścigałem się ze zmęczeniem. Sam myłem motocykle, prowadziłem swojego busa, kupowałem części zamienne. W sezonie 2015 Rob przygotowuje moje rumaki. Wreszcie mogę dłużej spać, zadbać o dietę, pobiegać, spokojnie potrenować. Jeśli zniszczę motocykl na skutek upadku, nie martwię się o finanse: o nie dba Rob. Mogę w pełni skoncentrować się na aspekcie sportowym: jeździe na motocyklu” – wyznaje Lewis Kerr.

 

W poniedziałek 11 maja, dzień po nieprzyjemnym dzwonie, Lewis Kerr udał się z wizytą do osteopaty. Gdyby nie nawiązał współpracy z Robem, musiałby zarwać noc, myć motocykle i rwać włosy z głowy jak poskładać klocki. - Mam kierowcę, otrzymałem busa od sponsora, wkładam gogle i kask do torby, i ruszamy na zawody. Resztę zabawy pozostawiam Robowi Painterowi. Wiecznie byłem zmęczony, nie mogłem wypocząć po zawodach, martwiłem się komu powierzyć sprzęt, a gdy już znalazłem tunera, problemem był brak pieniędzy. Chcę poprawić formę na wyjazdach i pragnę być numerem 1 w drużynie Newcastle Diamonds, bo na miano najlepszego jeźdźca w King’s Lynn muszę jeszcze poczekać – śmieje się Lewis Kerr.

 

Do niemiłego wypadku doszło 10 maja podczas meczu Premier League pomiędzy Newcastle Diamonds a Ipswich Witches. Od prezentacji do ukończenia pierwszego wyścigu minęło 40 minut. Leigh Lanham zahaczył o bandę na wyjściu z drugiego wirażu, a jego motocykl odbił się od bandy i pędził nieokiełznany po murawie. W powtórce Kerr i King (dwaj zawodnicy objęci opieką Roba Paintera) tak zapamiętale i zajadle walczyli na wejściu w wiraż, że sczepili się motocyklami. Sędzia Willie Dishington wykluczył Kinga, ale wówczas ekipa Ipswich poprosiła o wizytę w parku maszyn. Czar oczekiwania na emocje… Diamenty wygrały pierwszy bieg 5-0. W trzynastym biegu Danny King zrewanżował się Lewisowi Kerr i wygrał wyścig, a Kerr został wykluczony po uprzednim upadku. Jak w rodzinie…

 

Rob Painter zdjął ocean kłopotów z głów obu zawodników. - Ryan Fisher – czy ktoś wątpi w jego talent? Nie. Jednak nikt go nie zdążył opakować. Niski budżet, brak doświadczenia, ale talent miał przeogromny. Pracowałem u ojca w firmie budowlanej, próbowałem jeździć na żużlu, ale odkryłem, że najpewniej czuję się w roli mechanika. Zauważyłem, że zawodnicy często wykonują mnóstwo zajęć, choć tak naprawdę są utalentowani w jednej dziedzinie: mają ścigać się na motocyklu. Przed rokiem stworzyliśmy pakiet dla gości VIP na Perry Barr Stadium. Co tydzień 25 wysoko postawionych osób z takich firm jak AA, Halfords, Kwikfit przychodziło na speedway w Birmingham. W tym roku w Coventry utworzyliśmy specjalną strefę dla VIPów. Mamy konferansjera, który objaśnia na czym polega speedway, są trunki, pyszne dania, desery, motocykl stoi na platformie, można na nim usiąść, zrobić sobie zdjęcie itd. Sponsorzy mogą obejrzeć wyścig z murawy i przyznają, że jest to inny wymiar żużla. A w naszej kwaterze głównej na Silverstone powstają kolejne pomysły” – dodaje Rob Painter.

 

Revolution Speedway ściśle współpracuje z Mardi Gras Motorsport. To firma o ogromnym doświadczeniu na rynku. W niej szlify zbierał trzykrotny mistrz świata w World Touring Cars – Andy Priaulx. Jednym z właścicieli Mardi Gras Motorsport jest Dick Richards, wielki fan speedwaya. On pomógł w doborze siatki osób, które zbudowały złotą pajęczynę wokół Lewisa Kerra i Danny Kinga. 8 złotych par rąk pracuje dla Revolution Speedway. - Chcemy wydobyć potencjał z Lewisa i Danny’ego. Lewis zaliczył solidne dzwony: 10 maja w meczu z Ipswich (z Kingiem) i 17 maja w spotkaniu z Edinburgh (z Mastersem). Nosi go, za bardzo chce wygrywać wyścigi, kipi z niecierpliwości. Upada goniąc za rywalami zamiast zaplanować sobie atak. Wytłumaczyłem mu, że potrzebuje odpoczynku. Odniósł kontuzję lewego biodra, odwiedził fizjoterapeutę, złapał oddech. Wpłynąłem na niego, aby odpuścił zawody w Coventry (25 maja za Kerra pojechał Adam Roynon). Lewis miał problemy z chodzeniem! Gdyby pojechał w półfinale brytyjskim i zaliczył lekki upadek, odnowiłby się uraz i nie oglądalibyśmy już Kerra w tym sezonie. Na szczęście zastąpił go Simon Lambert, Lewis wypoczął i w meczu z Poole Pirates przywiózł cenne 6 punktów + 2 bonusy w 4 startach. Nic na siłę. Rozsądek to podstawa. Przed Lewisem jest jeszcze długa kariera – twierdzi Rob Painter.

 

King’s Lynn Stars to bardzo groźny zespół. Nawet w konfrontacji z mistrzem Elite League – ekipą Piratów z Poole. 3 czerwca wieczorem emocji przy Wimborne Road z pewnością nie zabraknie…

 

Transmisja meczu Poole Pirates - King's Lynn Stars od 20:30 w Polsacie Sport.