- To bardzo ważny start dla naszych zawodników, gdyż wyniki mistrzostw Europy będą uwzględnione w rankingu olimpijskim, punkty zdobyte w Montreux będą niewymienne. Szczególnie istotna będzie rywalizacja drużynowa, gdyż będzie ona punktowana o połowę wyżej niż w zawodach Pucharu Świata - powiedział Słupski.

Do Szwajcarii uda się 26-osobowa ekipa biało-czerwonych. W dwóch konkurencjach - szpadzie i florecie kobiet - w składzie znalazło się pięć zawodniczek i przed zmaganiami zespołowymi dojdzie do wymiany jednej z nich. Jak wyjaśnił, takie były postulaty szkoleniowców.

- Prowadzący szpadzistki Michał Morys uznał, że Jagoda Zagała postawą w całym sezonie zasłużyła na występ w ME, ale w mającej wciąż nadzieję na występ w Rio de Janeiro drużynie bardziej przyda się doświadczona Danuta Dmowska-Andrzejuk, która zawsze stanowiła jej mocny punkty. Z kolei wśród florecistek, które na przyszłorocznych igrzyskach walczyć będą tylko indywidualnie, Magdalenę Knop zastąpi Martyna Jelińska, gdyż trener Paweł Kantorski myśli już o budowie zespołu w perspektywie kolejnej olimpiady w Tokio - wytłumaczył.

Najbardziej utytułowaną zawodniczką w reprezentacji pozostaje szablistka Aleksandra Socha. Ma w dorobku już cztery indywidualne medale ME, w tym złoty z 2004 roku. Ostatni - brązowy - wywalczyła w 2013 roku.

- W latach 2011-13 nieprzerwanie stałam na podium ME, a w ubiegłym roku przegrałam walkę o +czwórkę+. Chcę teraz wrócić na medalową ścieżkę - powiedział Socha, najwyżej - na ósmej pozycji - notowana z Polaków w rankingu światowym.

Knop jest 23. wśród florecistek, Radosław Zawrotniak 25. w szpadzie, Leszek Rajski 39. w klasyfikacji florecistów, szpadzistka Magdalena Piekarska - 41., a najlepszy z szablistów Adam Skrodzki zajmuje 79. lokatę.

Szabliści - po próbach eksperymentów - jadą do Szwajcarii, która od mistrzostw świata w La Chaux-de-Fonds w 1998 roku nie gościła imprez najwyższej rangi, w możliwie najsilniejszym składzie. Kadrą opiekować się będzie pracujący obecnie na co dzień z młodzieżą Krzysztof Grzegorek, który do 1996 roku był trenerem szkolenia olimpijskiego, a później dyrektorem sportowym związku.

- Niedawno na mistrzostwach świata juniorów drużynę z trzema zawodnikami doprowadził do czwartego miejsca. Dostał od związku carte blanche, bo kryzys w tej broni był głęboki. Zobaczymy, jakie będą efekty - wspomniał Słupski.

Przed rokiem, po raz pierwszy od 19 lat, biało-czerwoni wrócili z ME bez medalu. Najlepszymi osiągnięciami były czwarte miejsce drużyn florecistek i florecistów oraz ósma pozycja Sochy indywidualnie.

Łącznie w ME, które są rozgrywane od 1981 roku, polscy szermierze wywalczyli 74 medale. Na ten dorobek składa się: 16 złotych, 22 srebrne i 36 brązowych (indywidualnie - 44; 9-9-26; drużynowo - 30; 7-13-10).

Słupski został wyznaczony przez światową federację na przewodniczącego dyrektoriatu technicznego tej imprezy i będzie najważniejszą osobą czuwającą nad sprawnym oraz prawidłowym jej przebiegiem. Wcześniej weźmie też udział w kongresie, na którym prawdopodobnie zapadnie oficjalne potwierdzenie, że przyszłoroczny czempionat Starego Kontynentu odbędzie się w Toruniu.