Film, w którym występują m.in. Tim Roth, Sam Neill i Gerard Depardieu, pokazywany jest przez nieliczne kina w USA - w Los Angeles seans oferuje tylko jedno. Po recenzjach krytyków wiadomo było, że nie będzie cieszył się popularnością. Dziennik "New York Times" nazwał go "nieszczerym" dziełem, które ma wygładzić realia życia korporacji. "Nie nadaje się nawet do śmiechu" - podsumował Daniel M. Gold. Jeszcze dalej posunął się Jordan Hoffman z brytyjskiego "Guardiana", który nazwał film "hańbą" i "ekskrementem".

 

Na domiar złego reputacja FIFA jest obecnie najgorsza od lat, ponieważ federacją wstrząsnęła afera korupcyjna. W ubiegłym tygodniu aresztowano prominentnych działaczy, którym postawiono zarzuty korupcyjne, a mimo to dwa dni później w normalnym trybie odbyły się wyboru prezydenta organizacji. Wygrał je - po raz piąty z rzędu - Szwajcar Joseph Blatter, który ostatecznie zapowiedział, że zwoła nadzwyczajny kongres na przełomie 2015 i 2016 roku i wówczas poda się do dymisji.

 

Budżet "Wspólnych pasji" wyceniono na 24 miliony euro, z czego 20 mln wyłożyła FIFA. Jak opisuje Agencja Reutera, celem jest przedstawienie 111-letniej historii organizacji w jak najlepszym świetle. W filmie pojawiają się wątki korupcyjne, ale brakuje konkretów.

 

"Już przed wybuchem afery zastanawiałem się: do kogo właściwie skierowany jest ten film? Nawet najbardziej oddanych kibiców nie zainteresują obrady FIFA w salach konferencyjnych. To dziwne, tak naprawdę film nie opowiada żadnej prawdziwej historii" - ocenił 31-letni dziennikarz sportowy Alex Good, jeden z dwóch uczestników premierowego pokazu w Los Angeles.

 

Jak zaznaczył, do kina poszedł, by zbadać, kto jeszcze się pojawi. Drugim gościem był 63-letni kibic piłki nożnej z Meksyku.