Założenia taktyczne na spotkanie rewanżowe są te same: agresywna obrona, skuteczny kontratak. Ukrainki mieliśmy dokładnie rozpracowane i w trakcie pojedynku na wyjeździe niczym nas nie zaskoczyły, co nam na pewno bardzo pomogło - powiedział Parecki.

 

Polki przebywają w Szczecinie od niedzieli. Jednak pierwszy trening w Azoty Arenie, gdzie w niedzielę o godz. 15. zagrają z Ukrainą, przeprowadziły we wtorek po południu, gdyż ich szkoleniowiec Kim Rasmussen pozwolił im odpocząć po meczu w Użhorodzie i trudach podróży. Ćwiczą raz dziennie, a w planie mają również zajęcia na siłowni i odprawy taktyczne. Mieszkają w hotelu Novotel.

 

W pierwszym spotkaniu play off w Użhorodzie, gdzie w tamtejszej hali z powodu braku klimatyzacji temperatura dochodziła do 40 stopni Celsjusza, biało-czerwone wygrały 24:18. - To solidna przewaga, ale jesteśmy na siebie trochę złe, albowiem wygrana mogła być nieco wyższa. W końcówce zmarnowałyśmy kilka sytuacji strzeleckich, mogłyśmy też wyszarpać rywalkom kilka bramek w obronie. To już jednak przeszłość, teraz liczy się tylko mecz rewanżowy - mówiły polskie zawodniczki cytowane na oficjalnej stronie ZPRP.

 

Poza Moniką Stachowską wszystkie kadrowiczki są zdrowe. - Stachowska ma złamany nos, ale trenuje z nami i zapewnia, że w niedzielę wyjdzie razem z resztą zespołu na ring i podejmie rękawicę. Nie przewiduję żadnych zmian, przecież zwycięskiego składu się nie zmienia - podkreślił asystent Rasmussena.

 

Sukces na Ukrainie Polki osiągnęły pomimo gry w osłabieniu, bez kilku kluczowych zawodniczek, jak Karolina Kudłacz czy Alina Wojtas. - Zawsze podkreślam, że naszą siłą jest drużyna. Jak jedna nie może grać lub przeżywa kryzys, natychmiast zastępuje ją druga i wszystko funkcjonuje jak należy - podsumował Parecki.

 

Turniej finałowy mistrzostw świata odbędzie się w grudniu w Danii.