Polakom szło jak po grudzie. Najpierw grali dobrze, ale pudłowali. Później, kiedy osłabli, ni z tego, ni z owego pięknego gola strzelił Milik. A kiedy wydawało się, że Gruzini wyrównają, to swoje trzy grosze dołożył Lewandowski. Dokładnie trzy, bo tyle goli "zapakował" Gruzinom nasz kapitan. Kolejne trzy punkty i fakt, że potrafiliśmy wygrać mimo przeciwności losu i naprawdę takiej sobie gry, przekonują, że ta drużyna ma charakter. Po prostu ma coś w sobie poza zbitką znanych nazwisk w skali europejskiej.

Zespół Adama Nawałki zaczyna przypominać nieco Greków prowadzonych przez Otto Rehhagela ponad dekadę temu. Też wielu głowiło się, jak oni to robią, a oni po prostu wygrywali. Ze słabszymi, równymi klasą i znacznie mocniejszymi, jak my w starciu z Niemcami. No i nie zatrzymali się aż do końca, czyli finałowego spotkania z Portugalią podczas EURO 2004. Tak, proszę państwa, Grecy byli mistrzami Europy. A skoro oni mogli…

Wiem, wiem. Zaraz zostanę posądzony o to, że w euforii zbyt wysoko uniosłem się nad ziemią i przedwcześnie dzielę skórę na niedźwiedziu. Fakty są jednak takie, że wyjazd na EURO 2016 praktycznie już sobie zapewniliśmy. A skoro tak, to warto zastanowić się, jak zostać czarnym koniem podczas turnieju we Francji, a nawet pomyśleć o medalu. Nie wolno nam?