Kolumbijczycy, prowadzeni przez Argentyńczyka Jose Pekermana, którzy zachwycali formą na ubiegłorocznym mundialu, oraz reprezentacja "Canarinhos" byli typowani do awansu z grupy C z dwóch czołowych miejsc, a bezpośrednie spotkanie między nimi miało jedynie wyłonić kolejność. Tymczasem żadna z tych drużyn w pierwszej kolejce nie zachwyciła formą.

 

Brazylijczycy sięgnęli wprawdzie po trzy punkty, ale o zwycięstwie przesądziła bramka zdobyta dopiero w pierwszej doliczonej minucie. Wówczas na listę strzelców wpisał się Douglas Costa, a asystą popisał się Neymar.

 

Pierwsze dwa gole padły tuż po rozpoczęciu spotkania. W trzeciej pogubiła się defensywa "Canarinhos" i po nieudanym wybiciu piłki przez bramkarza Jeffersona do siatki trafił bez problemu Christian Cueva.

 

Peruwiańczycy nie cieszyli się z prowadzenia długo, bowiem szybko wyrównał Neymar. Napastnik Barcelony bramkę zdobył głową, ale w tym przypadku nie popisali się obrońcy rywali, którzy pozostawili go zupełnie bez opieki w polu karnym.

 

Selekcjoner Brazylii Carlos Dunga nie zgodził się z opinią, że o wyniku zdecydował wyłącznie udany występ Neymara.

 

- Jego podanie przy drugiej bramce było decydujące. Ale przy pierwszej asystował Dani Alves, jego występ też był kluczowy. Tak samo, jak Mirandy, a w niektórych momentach - Douglasa Costy - chwalił podopiecznych szkoleniowiec, pod którego wodzą "Canarinhos" odnieśli komplet zwycięstw w 11 meczach.

 

We wcześniejszym meczu tej grupy Wenezuela sprawiła niespodziankę, pokonując naszpikowaną gwiazdami lig europejskich reprezentację Kolumbii, ćwierćfinalistę ubiegłorocznych mistrzostw globu. Bramkę na wagę trzech punktów zdobył w 60. minucie Salomon Rondon.