Naprawdę niezwykła to sztuka, mistrzowską jakością przekazu telewizyjnego przykryć te wszystkie okrutne sędziowskie przekręty i obrzydliwie bezczelne holowanie Azerbejdżanu (ponoć za „Azerów”  mocno się obrażają, bo to tak jakby Rosjan nazywać „Ruskimi”) do złotych, srebrnych i brązowych medali Igrzysk. No ale cóż, były Igrzyska Olimpijskie w Berlinie w 1936, były w 2008 w Pekinie, no to i Baku wytrzymamy. Nie w tym rzecz. Okazuje się, że owe rozgrywane w Baku I Igrzyska Europejskie to impreza, która ma szansę stać się w niedalekiej przyszłości ważnym wydarzeniem w  kalendarzu najważniejszych imprez sportowych na świecie.

 

Oczywiście nie od razu, bo Baku to zaledwie test dla Europejskiego Komitetu Olimpijskiego – EOK-u, na znalezienie sensu na dogęszczenie i tak już ponad miarę bogatego kalendarza każdego zawodowego sportowca na świecie. Skoro jednak na innych kontynentach od dawna ścigają się w swoich Igrzyskach w olimpijskich i nie olimpijskich dyscyplinach to czemuż nie w Europie?  I choć w Baku w kilku dyscyplinach startują ledwie juniorzy a lekkoatleci to zaledwie europejska III liga, to i tak sportowych atrakcji i niezwykłych emocji jest o wiele więcej niż można się było przed Igrzyskami spodziewać.

 

Co prawda w międzyczasie Holandia, która miała organizować następną edycję Igrzysk w 2019 roku, ogłosiła rezygnację z tego zaszczytu, ale EOK zdaje się już mieć ten problem z głowy. Nie tylko wróble na dachu ćwierkają, że w blokach do organizacji IE w 2019 jest już Białoruś, której w Baku, w zdobyczach medalowych, idzie nad wyraz dobrze. Zapewne EOK wolałby jednak powierzyć tę edycję Igrzysk jakiemuś innemu europejskiemu państwu, które sport traktuje mniej propagandowo i podejdzie do wyników zawodów bardziej liberalnie, niż gospodarze w Baku. Inaczej w II edycji IE nieuchronnie będziemy mieli do czynienia z kontynuacją mocno zauważalnej w Baku rywalizacji krajów byłej Wspólnoty Niepodległych Państw.

 

Ponieważ w 2019 roku przypada stulecie istnienia Polskiego Komitetu Olimpijskiego, podczas sobotniego benefisu Piotra Nurowskiego zapytałem szefa PKOL-u Andrzeja Kraśnickiego, czy nie marzy mu się zastąpienie Holendrów w organizacji IE w jubileuszowym dla polskiego sportu roku. Andrzej odpowiedział, że w kategorii marzenia to i owszem – tak, ale bez gwarancji wielkich państwowych pieniędzy nie ma co nawet składać aplikacji.

 

Dzień wcześniej w Krakowie uczestniczyliśmy razem w losowaniu grup styczniowych, polskich  mistrzostw Europy w piłce ręcznej i wysłuchaliśmy wielu szczerych komplementów od wielu ludzi z zagranicy na temat poziomu organizacji w Polsce piłkarskiego Euro czy siatkarskiego Mundialu. I działacze sportowi, i spece od telewizji czy reklamy podkreślali, że współczesna Polska coraz częściej kojarzy się z wielkim sportowym widowiskiem, świetną infrastrukturą, dobrą organizacją imprezy i miejscem do którego chce się wracać. Więc może bez względu na to kto wygra  październikowe wybory i kto będzie kierował rządem RP (mam nadzieję, że będzie tam jeszcze Ministerstwo Sportu) temat Igrzysk Europejskich w Polsce, w stulecie  PKOL-u, nie będzie tematem niechcianym jak ubiegłoroczne MŚ w siatkówce. A jak będzie - to trzeba to powiedzieć szybko i wyraźnie pani Ewo, Beato czy panie Pawle. Bez Was polski sport i tak da sobie radę, Wy bez niego – nie.