Neil Vatcher nie mógł zasnąć tamtej nocy. 24 kwietnia jego Młoty przegrały ostatni wyścig 1-5. Po 14 wyścigach Lakeside prowadziło 43-41, ale w ostatnim pojedynku Wilki, za sprawą Petera Karlssona i Fredrika Lindgrena odniosły podwójne zwycięstwo i strąciły Młoty do piekła. To bardzo bolesna porażka wicemistrzów Elite League z 2008 roku. Co prawda gospodarze jechali w tych zawodach bez kontuzjowanego Andreasa Jonssona, ale zastępujący go gościnnie Jason Doyle miał stanowić panaceum na wszelakie bolączki. Nic z tego. Doyley uzbierał 6 punktów + 2 bonusy, co nie jest tragedią, ale… Kangur przyjechał na metę na ostatnim miejscu w 13 wyścigu zakończonym remisem 3-3. I wówczas rozpoczął się popis Wilków. Pikej i Tobiasz Musielak wygrali 5-1 w 14 wyścigu. Bech i Kennett byli bezradni w starciu ze szwedzko – polską parą. A w 15 wyścigu Nilsson i Schlein nie wydostali się z żelaznego uścisku Wilków i Młoty mogły tylko gorzko zapłakać. Teraz, choć The Hammers pokonały King’s Lynn Stars 50-39, zagrożony jest dach nad ich głowami. Nowy domku, gdzieżeś ty się podziewasz? – zdaje się pytać Jon Cook, współpromotor Młotów.

 

Zanim wjadą buldożery…

 

Ludzie, którzy chcą mieszkać na przedmieściach Londynu, pragną pozyskać ziemię pod budowę domów, ale nie mają nic przeciwko speedwayowi i kartingowi. To arcyważna wieść z punktu widzenia Jona Cooka. „Być może nasz nowy dom będzie znajdował się zaledwie kilkaset metrów od obecnego. Arena-Essex Raceway stanowi własność Tony’ego Woodruffa. Tony kocha wyścigi stock cars (rozklekotanych aut), promuje ten rodzaj rozrywki, ale nie chce uśmiercić żużla. Był moment kiedy zebrały się nad nami gradowe chmury i rozważaliśmy nawet przeprowadzkę do Kent w sezonie 2016. Na szczęście, po serii konwersacji odbytych z Thurrock Council (lokalnymi władzami) i Sport England, mogę spokojnie oddychać. Zapewniono mnie, że speedway jest ważną elementem lokalnego krajobrazu i nie zniknie z mapy” – lekki uśmiech wędruje na twarz Cooka.

 

Jon wie, że dla dewelopera skrawek lądu zajmowany przez żużlowców jest łakomym kąskiem, ale ma nadzieję, że nowy stadion Młotów będzie usytuowany za pierwszym wirażem obecnego obiektu. Przestrzeń, na której aktualnie znajduje się strefa VIP i parking dla busów żużlowców zostałaby wykorzystana przy budowie nowego żużlowego stadionu. Cook oferuje nowemu deweloperowi żłobek i klub fitness w zamian za rezygnację z połaci ziemi, na której miałby stanąć nowy sportowy obiekt. „Deweloper ma dwie drogi, którymi może podążać: albo zgodzi się z sugestiami lokalnych władz albo kupi grunt, ogrodzi teren drutem kolczastym i będzie grał na zwłokę. Ten drugi proces może trwać latami, a my chcemy wiedzieć na czym stoimy. Rada miejska popiera naszą troskę o speedway. Jeśli przeniesiemy tor o kilkaset metrów, nie będziemy mieli problemów z transportem szlaki. Cieszy nas poparcie polityczne. Gotowi jesteśmy nawet zmienić nazwę klubu, byleby tylko nie zmuszano nas do szukania nowego lokum dla żużlowych motocykli” – żartuje Jon Cook.

 

Sport England uważa, że speedway i gokarty nie mogą zniknąć z krajobrazu Thurrock. Z badań wynika, że żużlowcy Lakeside Hammers są najchętniej odwiedzanym obiektem przez mieszkańców „gminy” Thurrock. Może Thurrock zagości w nazwie nowego zespołu? Jon Cook podparł się przykładem nowych stadionów żużlowych powstających w Manchesterze i Swindon. Lokalne władze stoją murem za żużlem i stawiają deweloperowi warunek: speedway i sport, na którym wychował się dwukrotny mistrz świata F1, Lewis Hamilton – karting, muszą być obecne na terenie Thurrock!

 

Rozbitek Adam Ellis

 

Myślał, że zostanie Wiedźmą i grzał sobie nogi przy kominku, a tymczasem… 19-latek z francuskiego Marmande tak bardzo pragnął znaleźć sobie klub w Premier League, że zawierzył Chrisowi Louisowi i… wylądował na zielonej trawce. „Pod koniec sezonu 2014 Ipswich wydawało się być zadowolone z moich usług. Chris Louis wykazywał spore zainteresowanie, aby ponownie zatrudnić mnie w ekipie Wiedźm na rok 2015. Nie chciałem włóczyć się po innych klubach, podobało mi się w Ipswich i odrzucałem oferty innych klubów z Premier League. Ocknąłem się kiedy pewnego dnia zadzwonił Chris i powiedział: drogi koleżko, zmieniam plany i nie widzę cię w naszym zespole. Byłem zszokowany. Zacząłem wydzwaniać po klubach Premier League, ale wszyscy już skompletowali składy… Byłem pewien, że po tak dobrym sezonie w barwach Wiedźm, znajdzie się dla mnie miejsce w drużynie Ipswich. A tu nici. Uczę się twardego życia. Szkoda, że tak późno dowiedziałem się o nowych planach Chrisa. Przez moment rozważałem nawet powrót do Francji i rezygnację z jazdy w Wielkiej Brytanii. Bałem się, że nie będzie zbyt wielu okazji, aby ścigać się na Wyspach” – wyznaje Adam Ellis.

 

Starty w Elite League dla młodzieńca jakim jest Ellis są znakomitą szkołą jazdy, ale 28 spotkań to skąpa liczba meczów, więc Adam musiał się rozejrzeć dookoła i zadbać o sensowne zapełnienie kalendarza. Miał szczęście, bo pomocy udzielił mu Walijczyk Phil Morris, dyrektor cyklu Grand Prix. „Phil powiedział, że postara się, abym wylądował w Birmingham Brummies w National League. Lepszy rydz niż nic. Poprosiłem o poradę Neila Vatchera, menedżera Lakeside Hammers. Neil rzekł, że skoro nie ma dla mnie miejsca w Premier League, to idealny byłby kontrakt w National League. Neil zadzwonił do Phila Morrisa, a potem sprawy potoczyły się szybko. Wiedziałem, że nie mogę zawieść Vatchera. Pamiętam tor w Birmingham z występów w Elite League. Zawsze z miłą chęcią ścigałem się na Perry Barr. Morris zatroszczył się o dobre warunki pracy w Birmingham, a mądrym słowem wsparł mnie również Matt Read, u którego mieszkam. Matt powiedział: nie przechodź do Premier League dopóki nie będziesz niedościgniony w National. Okop się, zostań królem National League i dopiero wtedy rozejrzyj się po ekipach Premier League. Pamiętam, że rok temu męczyłem się z torem Młotów, więc rozumiem jak trudna jest wspinaczka po sławę na brytyjskich torach” – stwierdził Adam Ellis.

 

Adam zdaje sobie sprawę, że w sezonie 2014 lepiej ścigał się na wyjazdach aniżeli na domowym torze Lakeside Hammers. „Młoty bardzo mi pomagają odkąd wylądowałem na Wyspach. Nie chcę, aby Neil czy Jon wstydzili się za mnie, więc ciężko pracuję nad progresją wyników. Mam nadzieję, że uda mi się ustabilizować formę w drugim roku startów w Lakeside. Zrozumiałem, że dzieciństwo działa trochę na moją niekorzyść. Uczyłem się jeździć na żużlu we Francji, gdzie tory są długie. Anglia to zupełnie inna baśń. Gdy wylądowałem w Anglii, poznawałem tory w Isle of Wight i w Ipswich, więc nie było tragedii, bo dysproporcje w parametrach torów nie były duże. Nie byłem zachwycony moją jazdą w sezonie 2014, a z rozmów z Jonem Cookiem wnioskuję, że Lakeside chcą awansować do play-off i sięgnąć po tytuł mistrza Elite League. Rezerwy są kluczem do sukcesu, więc muszę się skoncentrować i zdobywać mnóstwo punktów. Z Andreasem Jonssonem i Mikkelem Bechem stać nas na sprawienie niespodzianki. Atmosfera w zespole Młotów jest kapitalna, więc nie widzę przeszkód, aby mierzyć wysoko” – podkreśla Adam, ale arytmetyka mówi co innego. Po 15 rozegranych meczach The Hammers zajmują przedostatnie, siódme miejsce w tabeli…

 

Karger za Graversena

 

Angielski zespół muzyczny The Specials grający ska, założony w 1977 roku w Coventry, zasłynął wersetem: „done too much, much too young”. To motto idealnie pasuje do żużlowej kariery Mikkela Becha. Duńczyk sporo dźwigał na młodych barkach kiedy jako 16-latek zadebiutował w cyklu Grand Prix. Niewielu młodych żużlowców może poszczycić się tak mocnym wejściem w świat żużlowej elity. Mikkel przyznaje, że poczuł się jakby w okamgnieniu wytarł mleko spod nosa i miał zamiar się golić kiedy ścigał się ze starymi wyjadaczami na kopenhaskim Parken. Złoto w Drużynowym Pucharze Świata zdobyte przez Mikkela i duńskich kolegów w 2012 roku i brąz w solowym juniorskim czempionacie sprawiły, że Bech odfrunął jak przystało na rasowego nastolatka szukającego miejsca w kosmosie. Z ucznia pobierającego lekcje w duńskiej superlidze, nagle stał się gwiazdą speedwaya. „Pracuję w pocie czoła, aby umysł i ciało rozwijały się równolegle. Chcę uniknąć takiego momentu kiedy jedno zacznie drastycznie wyprzedzać drugie. Umysł i ciało mają jechać parą na 5-1! Moja kariera rozwijała się w zastraszającym tempie. Zbyt szybko. Nie byłem przygotowany na zwycięstwo w DPS w tak młodym wieku. Po euforii pojawił się problem twardego stąpania po ziemi. Czułem się jakbym przeskoczył trzy klasy w szkole. Wcale tego nie chciałem. Speedway to walka o solidne przygotowanie mentalne. Tylko odporni psychicznie są w stanie wytrwać w tym sporcie” – wyznaje Mikkel Bech.

 

11 czerwca 2011 roku Mikkel zadebiutował w Grand Prix. Zainkasował 2 punkty, ale wywarł pozytywne wrażenie. Bech nie zadomowił się ani w Rybniku ani w Zielonej Górze. W swojej ojczyźnie broni barw Esbjerg i pełni funkcję kapitana, a na Wyspach rozpruwa szlakę w barwach Lakeside Hammers. „Nie mogłem poradzić sobie z presją, dlatego podziękowałem Szwedom i wypisałem się z Elitserien. Anglia, Dania i Polska (Gniezno) – wystarczy, aby się pozytywnie zmęczyć. W Anglii nauczyłem się czerpać szczerą radość z jazdy. W Polsce, w ekstralidze, wiedziałem, że każdy wyjazd na tor jest jak dźwiganie wielkiej metalowej kuli przez most ostrzeliwany przez wroga. To nie dla mnie. Chcę znów być radosnym dzieciakiem, dlatego wróciłem do Lakeside” – mówi Bech.

 

Przyjaciele przystawili mu lusterko i pozwolili dostrzec dręczące zmiany w nastawieniu psychicznym. Odkryli, że Mikkel jest kłębkiem nerwów, a nie chłopakiem, który z radością wsiadał na motocykl. „Jeśli nie wskakujesz na bike’a z błyskiem w oku, nie zrobisz wyniku i nie będziesz zadowolony z jazdy. Przed rokiem legitymowałem się niezłą średnią w Anglii – 6,85 punktów na mecz. Tai Woffinden był nieznacznie lepszy ode mnie – 7,03. Jednak popadłem w niełaskę Jona Cooka, bo nie mogłem wywiązać się z obowiązków i Młoty zrezygnowały z moich usług sięgając po Danny Kinga. Na szczęście, Jon dał mi drugą szansę. Przebaczył grzechy. Zimą szczerze porozmawialiśmy z Cookiem i wyjaśniliśmy sobie wszelkie zapalne kwestie. Odrzuciłem inne oferty z Elite League, bo Lakeside to profesjonalny klub, który wie jak o mnie dbać. Czuję się wśród The Hammers jak w domu. Kibice są fantastyczni. Wstydzę się, że zawiodłem ich rok temu. Oni zawsze są dla mnie pełni zrozumienia” – wyznaje Bech.

 

W zimie Duńczyk nawiązał współpracę z trenerem odpowiedzialnym za przygotowanie mentalne. Mikkel długo wahał się czy wystartować w eliminacjach mistrzostw świata juniorów, ale ostatecznie, podjął wyzwanie. 31 sierpnia skończy 21 lat, więc to ostatni sezon w kategorii juniorskiej zdolnego Duńczyka. „Miałem pecha w ubiegłorocznym czempionacie. Zająłem dopiero dziesiąte miejsce. Usiadłem zimą z moim teamem i głowiłem się co robić. Wreszcie postanowiliśmy, że zaryzykujemy. W Terenzano nie było łatwo o awans. Max Fricke był poza zasięgiem, ale udało się zająć trzecie miejsce. Pojadę w Lonigo, Lublinie i Pardubicach. Mam nadzieję, że w listopadzie pojadę na galę FIM do Hiszpanii jako mistrz świata” – rozmarzył się Bech.

 

Anders Secher, opiekun duńskiej reprezentacji, bardzo optował za startem Mikkela w eliminacjach. Miał rację, bo 30 maja Bech wyjechał z tarczą z włoskiego Terenzano. „Anders powiedział mi, że sam muszę tego chcieć. On był za startem we Włoszech, ale przyznał, że muszę nosić żar w sercu jeśli poważnie myślę o laurach. Mam nowych mechaników na kontynencie europejskim. W Anglii pozostałem wierny pierwszemu kluczowi: Del Rowe jest naprawdę bystrym gościem. Zmieniłem tunera, bo Fleming Graversen to świetny fachowiec, ale otrzymuje zbyt wiele zleceń. Bardzo lubię Fleminga i cenię go za profesjonalizm, ale wiem, że gdy jesteś bardzo zajęty, to brakuje ci świeżości. Z Brianem Kargerem mam zdrowszy układ. Karger ma sporo wolnego czasu i traktuje mnie priorytetowo. Opowiadam mu ze szczegółami jak pracuje motocykl, co mi się nie podoba, co budzi mój niepokój. Przeprowadziliśmy zimą sporo testów na hamowni z Kargerem. Jestem zadowolony ze współpracy, bo między mną a Brianem jest niezbędna chemia” – zauważa Mikkel. Jasne, 8 punktów + bonus w 4 startach w meczu z King’s Lynn Stars jest dowodem na to, że Bech + Karger to dobry mariaż.

 

Freddie, ocal Wilki!

 

Sześć lat ocierania się o pierwszą ósemkę cyklu GP, taniec na linie i wieczna niepewność o jutro. Lindgren. Człowiek, który nie startował w sezonie 2014 na Wyspach. Wierny sługa Wolves chciał odpocząć od przelotów nad Morzem Północnym. Zmęczyła go wieczna tułaczka. Liczył na medal w Grand Prix, a tymczasem zabrakło mu 8 punktów, aby utrzymać się w cyklu. 10 miejsce i wielkie rozczarowanie. „Jeżdżę dla Wilków od 2003 roku. Kocham Anglię, ale czułem, że muszę cos zmienić w kalendarzu startów. Pomimo niepowodzenia w GP, uważam, że dobrze postąpiłem rezygnując w 2014 roku ze startów w Wolverhampton. Byłem bardziej wypoczęty, a że nie przełożyło się to na wyniki, cóż… Czułem głód jazdy, mogłem spokojnie potrenować, sprawdzić sprzęt. 12 turniejów rangi mistrzowskiej wysysa energię z każdego. Doliczmy treningi i wychodzi na to, że przez 24 dni siedzę na bike’u. To spora dawka speedwaya. Rozumiem decyzję Taia Woffindena, który nie startuje w tym sezonie w Anglii. Chce mieć więcej czasu dla siebie” – zauważa Fredrik Lindgren. Szwed wystąpił w 83 turniejach GP, 13 razy awansował do finału, wygrał jeden turniej, zdobył 662 punkty w cyklu.

 

Trzy godziny snu w nocy z poniedziałku na wtorek to standard w życiu żużlowego profesjonalisty. „Siatka połączeń lotniczych pomiędzy Anglią a Szwecją jest bardzo skąpa. Szczególnie we wtorkowe poranki. Zarwałem niejedną noc po poniedziałkowym meczu Elite League, bo nie było innej opcji chcąc zdążyć na mecz Elitserien. Nie ma szans, aby organizm się nie zbuntował” – podkreśla podpora Wolves w sezonie 2015.

 

Gdański klub miał kosmiczne kłopoty z finansami, więc Fredrikowi brakowało regularnych startów w Polsce. Łatał dziury podpisując dwa kontrakty w Szwecji: z Indianerną i Griparną. A mimo to, Freddie zajął trzecie miejsce w GP Finlandii w Tampere, był czwarty w Auckland w GP Nowej Zelandii i awansował do półfinałów w Pradze, Cardiff, Vojens i Sztokholmie. „Nie było dramatu. Nie przyniosłem wstydu Szwecji. Uważam, że opinie o kryzysie Trzech Koron są mocno przesadzone. Mamy ciekawe pokolenie zawodników. Zdobyliśmy Drużynowy Puchar Swiata w Vojens, więc chyba potrafimy ścigać się na żużlu, nieprawdaż? 11 sezon w barwach Wolves układa się po mojej myśli. Mamy szansę na awans do play-off Elite League. Wolverhampton mieszka w moim sercu. Daję z siebie wszystko jeżdżąc dla CVS (Chrisa van Straatena)” – mówi Freddie. Lindgren zaczynał sezon z wyśrubowaną średnią: 8,94 punktów na mecz. Teraz Freddie ma drugą średnią w zespole: 7,70. Lepszy jest tylko Pikej.

 

Zimą Lindgren trenował w pocie czoła w Andorze, bazie Kylmaekorpiego. Freddie jest kumplem Joonasa. Lindgren był również świadkiem na weselu Joonasa z Sandrą. „Było miło i wesoło. Jednak nie bumelowałem zimą. Trenowaliśmy z Joonasem i z gwiazdą wyścigów Moto GP, Brytyjczykiem Bradleyem Smithem. Przejechałem sporo kilometrów w okresie przygotowawczym. W Kalifornii również nie próżnowałem jeżdżąc na motocrossie” – Freddie wspomina zimowe wojaże.

 

Jeśli Lindgren pojedzie dziś tak jak w kwietniowy wieczór, Peter Adams może błogo spać. Adams marzy o tytule mistrza Elite League, pierwszym dla Wilków od 2009 roku. Freddie, Pikej i Thorssell – Trzy Korony plus ambitny chłopak z Polski – Tobiasz Musielak: czy to wystarczy na podrażnione Młoty z Lakeside? Freddie wie, że szóste miejsce to nie jest szczyt marzeń Petera Adamsa, a zatem zapowiada się gorące ściganie na terenie… dewelopera.