Rozgrywane po raz pierwszy w historii Igrzyska Europejskie były wielką niewiadomą nie tylko od strony sportowej i organizacyjnej, ale także telewizyjnej. Nie wypowiadane głośno pytanie brzmiało, czy gospodarze z Azerbejdżanu poradzą sobie z realizacją na poziomie wymaganym przez największe stacje - czyli "w standardzie" igrzysk olimpijskich. Jakość przekazu powinna zadowolić nawet najbardziej wybrednych odbiorców.

 

Najlepszym dowodem na to, że Polska była zaskoczona, było to, że nie obejrzeliśmy transmisji z Baku w TVP. Jeśliby wszyscy czekali na to, co zobaczyliśmy potem, to pewnie walka o te prawa byłaby straszliwa, a my je trochę podnieśliśmy z ziemi i jesteśmy zadowoleni, bo rzeczywiście widowisko było najwyższej klasy. Laik, siadając przed telewizorem nie widział różnicy w przekazach z Pekinu, Londynu, czy teraz z Baku - mówił w podsumowującym imprezę "Magazynie Baku" Dyrektor ds. Sportu Telewizji Polsat, Marian Kmita.

Dzięki temu Azerbejdżan dał się poznać jako kraj nowoczesny, o wysokiej kulturze i zdolny realizować największe wyzwania. Z punktu widzenia promocji Azerbejdżanu nie mogło się wydarzyć nic lepszego niż Igrzyska Europejskie.


Żadne pieniądze nie dałyby takiego efektu, promującego ten kraj jako kraj cywilizowany niż inwestycja w te Igrzyska. Jest to zwrotne. Wszyscy, którzy wzięli udział w tych igrzyskach promowali swoje kraje. Polska była doskonale widoczna nie tylko dlatego, że zdobyła 20 medali, ale także dzięki Polakom na trybunach, którzy byli doskonale widoczni. Demokratycznie realizowano przekaz telewizyjny i zawsze sportowiec miał swoje odbicie w trybunach - dodał Marian Kmita.

Fragment "Magazynu Baku" w załączonym materiale wideo.