Mimo obowiązków komentatorskich z racji igrzysk w Baku i Ligi Światowej, ostatni weekend planowałem według transmisji z występów naszych trzech siatkarskich ekip - podopieczne Jacka Nawrockiego o mały włos przyprawiłyby mnie o zawał serca, chłopcy Andrzeja Kowala troszkę popsuli mi humor, ale panowie Stephane'a Antigi ponownie wprowadzili w stan euforii. Na sześć rozegranych spotkań przez nasze reprezentacje, wygraliśmy tylko dwa, a jednak ostatnie cztery dni były wyjątkowe w historii polskiej siatkówki.

 

Srebro, ale jak złoto

 

W 2009 roku biało-czerwone siatkarki wywalczyły w Łodzi brązowe medale mistrzostw Europy. Byliśmy wówczas rok po igrzyskach olimpijskich w Pekinie, gdzie niewiele brakowało do gry o medale, cztery lata po ostatnim triumfie ekipy Andrzeja Niemczyka na Starym Kontynencie i rok przed mundialem w Japonii, na którym - jak się później okazało - zajęliśmy 9. miejsce. Później było już tylko gorzej...

 

Z tamtej brązowej drużyny w Baku grały nadal trzy zawodniczki: Anna Werblińska (wówczas jeszcze Barańska), Izabela Bełcik i Agnieszka Bednarek - Kasza. Prowadził je Jacek Nawrocki, piąty szkoleniowiec w ostatnich pięciu latach. Po Jerzym Matlaku bowiem, przyszli kolejno: Wiesław Popik, Alojzy Świderek, Piotr Makowski i właśnie Nawrocki. W sumie w tym wieku z kadrą pań pracowało już 9 szkoleniowców. Żaden nie przepracował pełnego cyklu olimpijskiego!

 

Mistrzynie horrorów

 

W tym chaosie trudno więc o stabilizację kadry, spokojną atmosferę i pełne zaangażowanie największych gwiazd, które mając sportowy i ekonomiczny spokój w Orlen Lidze, często przedkładały ostatnio interesy klubowe i własne nad dobro reprezentacji. Trener Nawrocki nie miał więc łatwego startu. A i po turnieju w Baku - wydaje mi się - nie będzie wiele spokojniej. Srebro w stolicy Azerbejdżanu to chyba maksimum, jakie mogły wywalczyć Polki. Niezgrana i mentalnie jeszcze rozchwiana ekipa pokazała jednak, że ma olbrzymi potencjał. Czy Nawrocki będzie umiał go wykorzystać?

 

Dla kibiców igrzyska europejskie będą pięknym wspomnieniem medalowego turnieju. Dla selekcjonera powinny być materiałem do analizy. Porażki z Azerbejdżanem, Belgią oraz Turcją pokazały braki i słabe punkty konstrukcji, która przyszłości może dać nam jeszcze sporo radości. Michael Jordan powiedział kiedyś: - Akceptuję porażki, każdy czasem przegrywa. Nie akceptuję za to braku zaangażowania i walki o wygraną.

 

Brawa więc za niesamowite boje, prawdziwe horrory z Niemkami i Serbkami, ale teraz dopiero zaczyna się to co najtrudniejsze!

 

W poczekalni Antigi

 

W trochę innej sytuacji jest ekipa trenera Kowala. Chłopcy opiekuna mistrzów Polski już w założeniu mieli i mają być zapleczem dla kadry Antigi. W tym rozumieniu największą wartością jest dobry występ indywidualności, czyli Artura Szalpuka, Aleksandra Śliwki i Dawida Konarskiego. Oni byli najjaśniejszymi postaciami czwartej ekipy igrzysk w Baku i być może zostaną wkrótce włączeni do drużyny, która w tym sezonie walczy o igrzyska olimpijskie w Rio de Janeiro.

 

Pierwszym, który dołączy do reprezentacji Antigi powinien być Konarski. Wobec kontuzji Bartosza Kurka mistrz świata powinien powalczyć o pierwszy skład na dwa mecze z Amerykanami w Krakowie na zamknięcie fazy grupowej Ligi Światowej. Juniorzy Szalpuk i Śliwka mają przed sobą sierpniowe mistrzostwa świata i to jest dla nich najistotniejsza impreza w tym sezonie. Tym niemniej w pierwszym występie w dorosłej drużynie (choć wciąż z zaplecza) pokazali olbrzymi potencjał. Szalpuk był chyba najrówniej grającym zawodnikiem Kowala, najlepiej punktującym całego turnieju, drugim najskuteczniejszym atakującym i najlepiej serwującym.

 

Chłopcy skończyli turniej na czwartym miejscu, ale jak powiedział Konarski, walczyli "do ostatniej krwi". I znów cytując Jordana: - Spudłowałem ponad 9000 rzutów w mojej karierze. Przegrałem prawie 300 meczów. 26 razy zaufano mi i powierzono piłkę, abym zakończył mecz zwycięstwem, ale spudłowałem. Pudłowałem i pudłowałem, i pudłowałem w moim życiu. I dlatego zwyciężyłem!

 

Bohaterowie telenoweli

 

Tym samym za chwilę konkurencja wśród przyjmujących w ekipie Antigi może być bardzo ciekawa. Młode wilki już atakują, a weterani przecież niczego nie odpuszczą. Pokazali to także w Teheranie. Wygrana na tym arcytrudnym terenie miała coś z filmowej telenoweli - gnębiony, oszukiwany przez sędziów i ograny w pierwszym spotkaniu bohater podnosi się, pokazuje niesamowity charakter i wraca do domu z czterema punktami. Dzięki temu w najbliższy weekend wystarczy nam jedna wygrana z USA, aby zameldować się w finałach Ligi Światowej.

 

Podziwiam Michała Kubiaka i spółkę za to jak wywalczyli zwycięstwo w stolicy Iranu. Zgadzam się z trenerem Antigą - to był najlepszy występ Polaków w tym sezonie, mecz przypominający heroiczne boje podczas zeszłorocznych mistrzostw świata. Przed nami decydująca część sezonu, ale mam wrażenie, że możemy być spokojniejsi o formę biało-czerwonych. Podobnie jak o przyszłość reprezentacyjnej siatkówki. Ale... - Każdy ma talent. Umiejętności nabywa się jednak ciężką pracą - jak mawiał największy koszykarz wszech czasów.