Nie wiem, co zdarzyło się w szatni Arsenalu 1 stycznia 2014 roku - po meczu z Southampton, przegranym 0:2. Różne są wersje wydarzeń. Papieros w ręku Wojtka Szczęsnego pod prysznicem - tu większość źródeł jest zgodna. Jest też wersja dialogu między Polakiem a menedżerem klubu, Arsene'm Wengerem - tu już brakuje wiarygodnej relacji. Można tworzyć hipotezy. Gdy po latach Jerzy Dudek - w swojej autobiografii - napisał o tajemnicach szatni Realu Madryt, to Jose Mourinho go wyśmiał. Faktem jest, że piłkarze są przepłacani. I menedżerom jest trudniej niż kiedykolwiek.

Już wcześniej Zbigniew Boniek ukuł teorię, że to piłkarze kreują trenera, a nie trener piłkarzy. Nawet gdy został trenerem, nie zmienił swojego zdania. A może tym bardziej nie zmienił swojego zdania... Jednak menedżerowie największych klubów i tak muszą sobie radzić. Pep Guardiola dostawał esemesy od Leo Messiego - siedząc w tym samym autobusie, czy jest ważny dla zespołu, skoro Zlatan Ibrahimović strzelił kilka bramek z rzędu... Tenże Guardiola czyścił szatnię Barcy nie oglądając się na zasługi. Że wyczyścił z Deco, to rozumiem - nic go nie łączyło z Brazylijczykiem z portugalskim paszportem. Że po roku wyczyścił z Samuela Eto, z którym wygrał trzy trofea, trudniej mi sobie wyobrazić. Tu jednak nie ma co sobie wyobrażać - należy zaakceptować fakt. Eto out, Ibra in. Po roku Ibra out z wielką stratą, bo nie pasował charakterem do Barcy Guardioli...

Rok temu Guardiola pozbawił korony króla strzelców Mario Mandzukica - z premedytacją nie wystawiając go pod koniec sezonu. Nie zabrał również Chorwata na finał Pucharu Niemiec. Chciał pokazać, kto jest królem szatni. Ostatnio zmienił Roberta Lewandowskiego na 20 minut przed końcem spotkania, choć Polak miał szansę na indywidualne trofeum za cały sezon - na koronę króla strzelców. Nagle dla Guardioli liczyło się jedno - trzeba pożegnać Peruwiańczyka Claudio Pizzaro... Kiedyś Jaap Stam poświęcił z swojej autobiografii kilka zgryźliwych słów menedżerowi Manchesteru United, Alexowi Fergusonowi. I od razu mógł sobie szukać klubu, mimo że pseudonim "The Wall" robił wrażenie. Wylądował w Lazio, gdzie wówczas było dużo szmalu. Lazio jednak to nie MU...

Często ostatnio słyszę pytanie - co ze Szczęsnym w Arsenalu, skoro przychodzi Petr Cech? Odpowiedź jest prosta - nasz rodak jest posprzątany. Od 1 stycznia 2014 roku nie zagrał ani jednego poważnego meczu - ani w Premier League, ani w Champions League. Bronił Kolumbijczyk David Ospina, który - tak na marginesie - jest wydarzeniem. Chłop zaliczył pięć meczów na Mundialu i cztery na Copa America. Wszystkie z klasą! A niektóre wręcz fenomenalne (kto chce się przekonać o jego klasie, niech zobaczy ostatni z Argentyną - powinno być kilka bramek różnicy dla ekipy Messiego, ale fenomenalne parady Ospiny utrzymały Kolumbię do serii rzutów karnych). Uważam, że Ospina na dziś jest lepszym bramkarzem niż Szczęsny. Ja tam sobie mogę uważać. Dla Aresnalu ważne, co uważa Wenger. A Francuz uznał, że Ospina nie gwarantuje walki o najwyższe cele. Stąd transfer Petra Cecha. 10 milionów funtów, zarobki lepsze niż Szczęsny i Ospina. Czech przyszedł z Chelsea nie na ławkę rezerwowych. Tę ławkę miał zagwarantowaną po wsze czasy w Chelsea, po tym jak wywalczył z tym klubem 13 trofeów i 220 razy zachował czyste konto! W ostatnim sezonie był już tylko zmiennikiem Belga Thibauta Courtois'a, któremu Mourinho nie ufał do końca chyba tylko ze względu na wiek. 23-letni bramkarz pokazał jednak, że nic go nie stresuje - czy broni w Atletico Madryt, czy w "The Blues"...

Puenta? 25-letni Szczęsny może być jednym z najlepszych bramkarzy świata. Może, o ile zechce - poświęcić się pracy, dokona mądrych życiowych wyborów, a Bóg pozwoli mieć trochę szczęścia... Może również być jednym z wielu... Takim, który przez lata w drużynie narodowej nie podniesie się z ławki, bo Łukasz Fabiański haruje w najlepsze, a i talentu Bóg nie poskąpił...