Kolarz z Sobótki, gdzie w niedzielę zakończyły się mistrzostwa Polski (zdobył brąz w jeździe indywidualnej na czas oraz był piąty w wyścigu ze startu wspólnego), nie jest zwolennikiem długich obozów treningowych w górach. Zamiast nich woli namiot, który daje podobny efekt: dostarcza czerwonych krwinek.

W namiocie hipoksyjnym spał przez dwa tygodnie na przełomie marca i kwietnia. Z kolei w maju wyjechał do nieodległego Zieleńca, jednej z nielicznych miejscowości w Polsce, gdzie panują bardzo dobre warunki do treningu wysokogórskiego.

- Jeżeli ktoś ma żonę i dzieci, za którymi tęskni, a w dodatku 35 lat na karku, to nie bawią go długie wyjazdy na zgrupowania wysokogórskie. Wolę jak najdłużej posiedzieć w domu z rodziną – powiedział Huzarski.

W Tour de France pojedzie po raz drugi. Debiutował przed rokiem, zajmując w klasyfikacji generalnej 68. miejsce. Polak ma ten komfort, że nie jest kapitanem drużyny i nie wymaga się od niego konkretnego wyniku. Celem ekipy Bora-Argon 18 będzie jak najwyższe miejsce Niemca Dominika Nerza w klasyfikacji generalnej oraz rozprowadzanie na finiszach płaskich etapów irlandzkiego sprintera Sama Bennetta.

- Moim prywatnym celem jest podium na którymś z etapów. W ten sposób skompletowałbym podia etapowe we wszystkich wielkich tourach, bo byłem już drugi w Giro d'Italia i trzeci we Vuelta a Espana. Chciałbym też dojechać do końcowej mety w Paryżu. Raczej nie martwię się o swoją formę fizyczną, a bardziej o upadki, kraksy. No i oczywiście będę pomagać Nerzowi i Bennettowi – wyjaśnił "Huzar".

Jakie są wspomnienia Huzarskiego z debiutu w Tour de France?

- Na starcie pierwszego etapu nienawidzi się tego wyścigu, a na mecie w Paryżu kocha się go. Nigdy nie jechałem w imprezie, której towarzyszyłyby takie emocje, tyle stresu. Bardzo nerwowy i bardzo trudny, skupiający uwagę kibiców, sponsorów. Presja na wynik drużyny jest ogromna. Poza tym trzeba uważać na to, co się mówi, na wszystkie tweety, posty, które są różnie przez ludzi interpretowane, udostępniane. Wielu zawodników nie chce wracać na Tour de France, wielu nigdy nie miało szansy startu. Ja miałem i pod tym względem wybór niemieckiej grupy okazał się dla mnie dobry – skomentował.

Huzarski daje sobie jeszcze rok, dwa lata startów w zawodowym peletonie. Na dalszą przyszłość ma wiele różnych planów. Nie wyklucza, że mógłby zostać dyrektorem sportowym w jakiejś grupie zawodowej. W tym roku zainaugurował swoją akademię kolarską dla dzieci, do której nabór prowadzi wśród uczniów szkół podstawowych w gminie Sobótka. Innym jego projektem jest „Huzar Bike Academy” - szkolenia i konsultacje dla pasjonatów kolarstwa.

- Jeśli są chętni, by się czegoś nauczyć, by ze mną potrenować, to jest ku temu okazja. Będę organizować dla tych osób zgrupowania. Pierwsze już się odbyło – przy okazji mojego obozu treningowego w Zieleńcu. Chcę z tego zrobić biznes – zakończył Huzarski.