A przecież spotkanie nie zaczęło się dla niego zbyt dobrze. Choć serwował dobrze - w przekroju całego spotkania 34 asy - i szybko wygrywał swoje podania, to ostatecznie dał się złamać w dwunastym gemie. Pech chciał, że był to ostatni gem w pierwszej partii. Raonic był więc w lepszej sytuacji - nie tylko psychologicznej.
Raonic nie chciał dopuszczać do gry z końca kortu, więc od razu wywierał presję na moim serwisie. Wiedziałem, że to będzie ciężki mecz - powiedział po meczu Kyrgios.
Później było już lepiej. Kyrgios zaczął grał na większej intensywności i momentami ocierał się o geniusz. Błędów popełniał naprawdę mało - 14 niewymuszonych to wynik godny podziwu jak na czterosetowy pojedynek. Mecz zakończył się właśnie w czterech setach. Kyrgios wygrywał kolejno 7:5, 7:6, 6:3.
Wiedziałem, że mój plan gry musi opierać się na serwisie. Musiałem serwować agresywnie i czekać na to, co dalej się wydarzy. Najwazniejsze, że wykorzystałem przytrafiające się szanse na przełamania - dodał.
W kolejnej rundzie Kyrgios zmierzy się z Richardem Gasquetem, który wyeliminował Grigora Dimitrowa. Obaj tenisiści spotkali się także przed rokiem. Po szalonym meczu, w którym Francuz prowadził już 2:0, do kolejnej fazy Wimbledonu awansował Australijczyk. Co myśli Kyrgios o swoim rywalu?
Doświadczony zawodnik, rozegrał już mnóstwo meczów. Nie będzie łatwym przeciwnikiem - szczególnie na trawie. Ja jednak gram lepszy tenis niż w zeszłym roku - zakończył.
Nick Kyrgios - Milos Raonic 3:1 (5:7, 7:5, 7:6, 6:3)