Dziś drugi mecz z Amerykanami, jeśli znów ich pokonamy to wygramy grupę, co jeszcze do niedawna wydawało się mało prawdopodobne. Niezwykle cenne było jednak zwycięstwo z Iranem tydzień temu na gorącym terenie rywala. Sukces w Teheranie sprawił, że droga do Rio stała się znacznie krótsza.

 

Pierwszy set w Krakowie nie zapowiadał jednak pięknego końca, ale siatkówka ma to do siebie, że nawet dwa przegrane sety pozwalają jeszcze na zwycięstwo. Polacy przegrywali 1:2 i wciąż wierzyli, że sukces jest możliwy. Wiara we własne możliwości jest dużym atutem naszej młodej drużyny, niewiele przypominającej swoim składem zespół, który przed rokiem wygrał mistrzostwa świata. Ale duch tej drużyny dalej jest mistrzowski. Nawet jak grają poniżej możliwości potrafią przełamać kryzys i złamać rywala. Tak było z Iranem w Teheranie w drugim spotkaniu, gdzie Jakub Jarosz znakomicie zastąpił kontuzjowanego Bartosza Kurka, tak też było w pierwszym spotkaniu z USA w Krakowie w którym Kurek mógł znów grać.

 

Przed tym meczem wyliczenia były proste. Każde zwycięstwo dawało naszym siatkarzom awans do finałowego turnieju LŚ w Rio de Janeiro. Co więcej, nawet dwie przegrane 2:3 również. Ale Polacy nawet przez chwilę nie myśleli o porażce. W piątym decydującym secie bili się cios za cios do stanu 8:8, później odskoczyli na dwa punkty i już nie pozwolili się dogonić. W decydującej fazie tie breaka czterokrotnie zablokowali rywali, a zwycięski punkt przy stanie 14:12 zdobył atakiem ze środka mierzący 210 cm Mateusz Bieniek.

 

Amerykanom, którzy już wcześniej zapewnili sobie udział w brazylijskim finale nie pomogła znakomita gra atakującego Matthew Andersona czy wspaniała skuteczność doświadczonego środkowego Davida Lee, który z dziewięciu ataków skończył osiem i dołożył do tego jeszcze trzy punktowe bloki.

 

Ta wygrana Polaków i awans bardzo cieszy Stephana Antigę. Francuski trener polskich siatkarzy doskonale zdaje sobie bowiem sprawę, że na rok przed igrzyskami olimpijskimi w Rio de Janeiro będzie to znakomity rekonesans. Bez względu na ostateczny wynik w Final Six.