Polskie siatkarki przybyły do Portoryko w mocno przebudowanym składzie. I to z kilku powodów. Po pierwsze, mają zagwarantowany udział w turnieju finałowym drugiej dywizji World Grand Prix, który odbędzie się od 31 lipca do 2 sierpnia w Lublinie. A po drugie, niedawno zakończyły się Igrzyska Europejskie, na których nasze zawodniczki wywalczyły srebrny medal. Tak więc otrzymały kilka dni zasłużonego wolnego.

Na otwarcie turnieju w Portoryko, podopiecznie Jacka Nawrockiego pewnie ograły Bułgarki w trzech setach. Choć rywalki może nie postawiły poprzeczki zbyt wysoko, to o biało-czerwonych można było mówić tylko pozytywnie, bo nawet w nielicznych sytuacjach kryzysowych radziły sobie bez zarzutu. Kłopoty zaczęły się dopiero w drugim spotkaniu przeciwko gospodyniom. Portoryko to był zdecydowanie lepszy zespól od Bułgarii i jak się okazało - od Polek również. W zespole Jacka Nawrockiego przede wszystkim szwankowało wykończenie akcji.

Już pierwszy set pokazał różnicę umiejętności między reprezentacjami. Polki, choć momentami chaotyczne, były lepsze w każdym aspekcie. Dobrze przyjmowały, dobrze atakowały, a serwisy Anny Grejman siały spustoszenie w szeregach Kanadyjek. I to właśnie dzięki w przewadze w ataku (15:11) oraz zagrywce (4:1) biało-czerwone wygrały pierwszą partię 25:18. Z kolei drugi set należy określić słowem "dziwny". Kanadyjki, które przez cały turniej nie błyszczały w ataku, nagle zaczęły kończyć niemal każdą piłkę. Do tego tuż przed drugą przerwą techniczną uciekły na pięć punktów i do końca nie dały się już dogonić. Jak zwykle dobre zawody rozgrywała Tabitha Love.

Trzeci set także wskazywał na to, że rozochocone Kanadyjki mogą pokusić się o niespodziankę. Długo set był toczony "na styku", lecz w końcówce to właśnie zawodniczki z Ameryki Północnej wyszły na prowadzenie 18:14. Później kontrolowały sytuację, lecz ostatecznie set padł łupem Polek (28:26). Dobrze w decydującym fragmencie zagrała Kaliszuk, udane wejście z ławki zanotowała  Kąkolewska.

Czwarta partia dobitnie pokazała, że nawet chimeryczne Polki są w stanie spokojnie dowieżć przewagę od początku do końca. Zawodniczkom Jacka Nawrockiego wrócił luz z pierwszego seta, którego brakowało w dwóch kolejnych odsłonach. Wychodziło im niemal wszystko - ostatecznie wygrały 25:17 i cały mecz 3:1.

Kanada - Polska 1:3 (18:25, 25:20, 26:28, 17:25)

Kanada: Brittney Page, Jaimie Thibeault, Tabitha Love, Marisa Field, Shanice Marcelle, Jennifer Lundquist i Tesca Andrew-Wasylik (libero) oraz Lisa Barclay, Brittany Dawn Eva Habing, Dana Cranston.

Polska: Zuzanna Efimienko, Ewelina Sieczka, Natalia Piekarczyk, Tamara Kaliszuk, Aleksandra Wójcik, Anna Grejman i Aleksandra Krzos (libero) oraz Daria Paszek, Aleksandra Wójcik, Ewelina Tobiasz, Agnieszka Kąkolewska.