29 maja 2015 roku na torze Lakeside Hammers, Asy stanęły na wysokości zadania. Zwycięstwo 46-44 na wyjątkowo trudnym torze Młotów tchnęło nadzieję w żużlowców Belle Vue Aces. Mark Lemon, menedżer drużyny z Manchesteru, wie, że chłopcy wprost kipią entuzjazmem. Ma do dyspozycji rewelacyjną mieszankę: uczestnika cyklu GP – Mateja Zagara, siedmiokrotnego mistrza Wielkiej Brytanii Scotta Nichollsa, wicemistrza Wielkiej Brytanii i byłą gwiazdę motocrossu – Craiga Cooka, nieoszlifowany diament z Australii, dwukrotnego młodzieżowego mistrza z Down Under – Maxa Fricke’a i uczestnika indywidualnych mistrzostw świata juniorów – Stefana Nielsena. Chciałoby się rzec: żyć nie umierać, a jednak… Australijczyk Lemon wciąż nie może odżałować straconej szansy na punkty w konfrontacji z Coventry Bees. 20 kwietnia na własnym torze Asy uległy Pszczołom 39-51, poza zasięgiem był Jason Garrity (12 oczek), a Matej Zagar nie mógł wydostać się z kołyski wyściełanej niemocą (4 oczka + bonus). Wiadomo, że chcąc atakować pierwszą czwórkę Elite League, nie można pozwolić sobie na stratę punktów na swoim torze. Lemo pragnie udowodnić, że jest lepszym menedżerem aniżeli żużlowcem, a od czasu ostatniego wyścigu Marka w Mildura (Mark’s Last Blast) minęło już ponad 5 miesięcy, więc najwyższa pora, aby się wykazać…

Huśtawka nastrojów

Niby tylko 5 dni, a krajobraz zmieniał się w szalonym stylu. Zupełnie jakby przyglądać się poszukiwaczom złota w Otago, wielorybnikom w Kaikoura, żaglówkom w Auckland, paralotniarzom nad jeziorem Taupo, wspinaczom na Mount Cook i wątłym resztkom katedry w Christchurch… Asy przeżyły prawdziwe trzęsienie ziemi, płyty tektoniczne poszły w ruch... Jak Marek Cytryna od tego nie zwariował, wiedzą tylko misie koala z okolic Bendigo…


18 czerwca żużlowcy Belle Vue przyjechali z nożem na gardle do Swindon. Konia z rzędem temu kto przypuszczał, że Mark Lemon i jego ekipa wywiozą 4 punkty z hrabstwa Wiltshire. Tymczasem po dwóch wyścigach Rudziki przecierały oczęta… Zagar i Fricke przywieźli na 5-1 Howartha i Morrisa. W biegu rezerw Worrall i Nielsen wygrali podwójnie z Rose’m i Wrightem. Dopiero w trzecim wyścigu gospodarze przebudzili się za sprawą Batchelora, ale Dak North przyjechał czwarty na metę. Rosco rozdzierał szaty kiedy w piątym wyścigu Fricke i Worrall przywieźli na 5-1 Howartha i Rose’a. Na szczęście dla Aluna, chwilę później North i Zengota wygrali 5-1 z Zagarem i Nichollsem, a wówczas rozpoczął się taniec pingwina na szkle. Dak wykręcił najszybszy czas dnia, powiało optymizmem w ekipie Rudzików. Niestety, siódmy wyścig rozwiał wątpliwości. Problemy z zapłonem w motocyklu Batcha przekreśliły nadzieje mistrzów Elite League z 2012 roku na pozytywny wynik meczu. 15-27 po siedmiu wyścigach dla Belle Vue. Rozbiórka gniazda Rudzików trwała w najlepsze. Dzieła zniszczenia dokonały duety: Worrall – Nielsen i Zagar – Nicholls. 12 i 13 wyścig zakończył się podwójnym zwycięstwem Asów. Na otarcie łez chłopcy Rossitera: Zengi i North wygrali 5-1 ostatni wyścig wieczoru. Asy wyraźnie pokonały ekipę Swindon 53-39, a Lemo nie mógł się nacieszyć z sukcesu.


Jednak dwa dni później, tenże Mark Lemon ronił łzy, bo jego Asy poległy na Jordan Road Surfacing Stadium w Leicester. Opady deszczy nawiedziły Leicester, a Doyle i spółka rozpoczęli od mocnego uderzenia. 5-1 na otwarcie meczu w wykonaniu Jasona Doyle’a i Sama Mastersa dodało Lwom odwagi. Kwartet: Doyle, Walasek, Woźniak i Masters rozmontował ekipę z Manchesteru. 52-40 dla Lwów. Matej Zagar zaliczył fatalny występ (1 punkt w 4 wyścigach), Craig Cook uzbierał 3 oczka, a na wysokości zadania stanęli jedynie Scott Nicholls (11 punktów) i Max Fricke (10, w tym joker).


Po tym zimnym prysznicu, Asy powróciły do swej twierdzy. 6 tygodni bez meczu na własnym torze! 3 spotkania odwołano z powodu deszczu. 22 czerwca na torze przy Kirky Lane wręcz iskrzyło. Ani Coventry Bees ani Belle Vue Aces nie zdołały wypracować sobie większej przewagi niż 4 punkty. Po 13 wyścigach goście prowadzili 41-37, ale wtedy olśnienia doznał Josh Grajczonek. „Byłem załamany po sobotnim laniu w Leicester. Stanąłem przed lustrem w domu i powiedziałem sobie, że muszę odpokutować winy i dać fanom nieco radości. Pszczoły wiedzą jak się ścigać w Manchesterze, lubią nasz tor, więc bardzo obawiałem się tego meczu. Przed 14 wyścigiem podszedł do mnie Mark Lemon, przyjrzał się motocyklowi i doradził zmianę ustawień. Wszystko idealnie zagrało, poradziłem sobie z Kingiem i Garritym, Cookie popędził do mety i doprowadziliśmy do remisu 42-42. Lemo doradził mi, abym szukał przyczepności, bo tam poniesie mój motocykl. To porządny menedżer” – wyznał Josh Grajczonek. W 15 wyścigu Asy przywiozły do mety remis 3-3. Zagar przyjechał drugi za Harrisem, a Grajczonek poradził sobie z Andersenem.  


Lemo nie zrzędził. Uznał, że remis 45-45 z Coventry jest sukcesem. „Pewnie, że kilka elementów mogło zostać lepiej wykonanych, ale biorąc pod uwagę siłę Pszczół, remis nie jest złym wynikiem. Uważam, że kibice obejrzeli kapitalne wyścigi, a my udowodniliśmy, że scalamy się coraz bardziej jako zespół. Myślę, że w tym sezonie awans Asów do play-off nie powinien być dla nikogo zaskoczeniem” – stwierdził Lemo.


Dobrze, że Australijczyk snuje ambitne plany. Ma w swojej armii Asów Stefana Nielsena, który rozpychał się umiejętnie łokciami i awansował do finałów indywidualnych mistrzostw świata juniorów, ale Stefan nade wszystko potrzebuje teraz finansów…

Uwaga na jelenie

Nielsen to ambitny chłopak, ale czasami nawet żużlowcy siadają przy stole z ołówkiem w ręku i dokonują bilansu zysków i strat. Stefan jest pierwszym Brytyjczykiem od czasów Taia Woffindena (sezon 2009), któremu udało się przedrzeć do elity najlepszych juniorów świata. Stefan nie uskarża się na brak czasu ani na zmęczenie, a obsługuje dwie ligi: Elite (Belle Vue Aces) i Premier (Ipswich Witches). Siedząc przy kubku herbaty Nielsen wyliczył, że koszt awansu do mistrzostw świata zamyka się stratą w wysokości 2000 funtów. Był w szoku kiedy dowiedział się, że BSPA (stowarzyszenie promotorów brytyjskich) wesprze go kwotą 250 funtów. Tą sumkę Stefan ma potraktować jako nagrodę za awans. 250 i nic ponadto. Jeśli dołożyć do tego koszty naprawy busa, który przekoziołkował na drodze A 11 w hrabstwie Norfolk, to Nielsen będzie miał prawdziwie kwaśną minę. Dwa motocykle, które Stefan przewoził busem wyglądają dramatycznie. „5000 funtów – bus nadaje się tak naprawdę na złom. Ramy i kierownice nie rokują wielkich nadziei. Na całe szczęście dobrzy ludzie z Ipswich zorganizowali zbiórkę pieniędzy na stadionie. Wiem, że nikogo z federacji nie interesuje to, że dwukrotnie sięgnąłem po tytuł mistrza Wielkiej Brytanii do lat 19. Wzruszyłem się, że tylu prawdziwych fanów speedwaya chce mi pomóc” – wyznał Nielsen.


Chociaż Stefan urodził się w duńskim Esbjerg, to większą część życia spędził na Wyspach. Jest dumny, że uzyskał awans i wystartuje w Lonigo, Lublinie i Pardubicach. „Przez ostatnie 6 lat żaden Brytyjczyk nie znalazł się w gronie najlepszych juniorów świata, więc rozumiem, że BSPA nie planowało takiego wydatku jak 250 funtów dla Stefana. 31 października ukończę 21 lat, więc w ostatnim juniorskim sezonie chciałem odnieść sukces. Udało się! Jednak wiem jak wysokie są koszty wyjazdów do Włoch, Polski i Czech. Twierdzę, że gdybym otrzymał wsparcie od federacji, osiągnąłbym niezły wynik” – uważa Stefan Nielsen.


Koszt rocznego ubezpieczenia busa Nielsena wynosi 2500 funtów. Stefan uporczywie poszukuje sponsora, który pomoże mu w zakupie busa. „Czułem jakbym uderzył w ścianę zbudowaną z cegieł. Jeleń wyskoczył z pobocza i nie byłem w stanie zareagować, aby go ominąć. Bus przekoziołkował siedem czy osiem razy, sam już nie wiem… Jestem w czepku urodzony, że wyszedłem z tej kraksy bez szwanku. Sześć dni po dzwonie z jeleniem byłem w stanie usiąść na motocyklu i zdobywać punkty. Życie uratowały mi pasy. Prowadziłem busa, udało się dojechać do domu. Jestem poobijany, mam kilka ran, ale nie jest źle. Doznałem lekkiego wstrząsu mózgu, ale nie ma dramatu” – wyznał Stefan Nielsen.


Żużlowcy to twardziele. Ból nie jest im straszny, choć cierpią, bo są tylko ludźmi. Większym problemem jest brak funduszy na motocykle i nowego busa…

Ashley wrócił do Lakeside

W ciągu 72 godzin Ashley Birks wprowadził dwukrotnie w zachwyt szefostwo Lakeside Hammers. „Chciałem im pokazać jak wiele stracili kiedy nie było mnie w barwach Młotów. Jestem ambitnym chłopakiem i wiem na co mnie stać. Nie załamuję się łatwo. Menedżer stawia przede mną konkretny cel: mam pokonać rezerwowych zawodników z drużyny przeciwnej i wychodzę z siebie, aby tego dokonać” – wyjaśnia Ashley.


Przed meczem ligowym na własnym torze z King’s Lynn Stars, Młoty delikatnie przebudowały zespół. Neil Vatcher był bardzo zainteresowany zmianą na fotelu rezerwowego. Na początku sezonu Ashley Birks otrzymał jedno z miejsc przeznaczonych dla zawodników objętych programem Fast Track. Birksy długo nie zagrzał miejsca w ekipie Młotów, bo stracił pracę na rzecz Steve’a Boxalla. Na szczęście dla Birksa, plaga kontuzji jaka nawiedziła The Hammers, zmusiła szeryfów klubu do poszukania nowych twarzy. Ashley nie wynosił się ponad Czogori. Chętnie przyjął ofertę, która napłynęła z Lakeside. Wrócił i Młoty wygrały po raz pierwszy od pięciu spotkań…


Od 10 kwietnia 2015 roku The Hammers nie mogli odnieść zwycięstwa w Elite League. „Jestem talizmanem Młotów. 19 czerwca zdobyłem 7 punktów i 1 bonus. Wygrałem jeden wyścig, a zespół pokonał jednego z kandydatów do mistrzostwa: ekipę King’s Lynn Stars. Zwycięstwo 50-39 z drużyną Roba Lyona budzi szacunek. Tak się rozochociłem, że 22 czerwca w meczu przeciwko Wolverhampton Wolves wykręciłem 11 oczek i 3 bonusy. Myślę, że rezerwy już nie będą piętą achillesową w Lakeside Hammers. Potrzebuję jeszcze szczyptę czasu, aby wgryźć się w tor Młotów. Nie odczuwałem żadnej presji, choć sytuacja zespołu w tabeli nie jest rewelacyjna. Nie martwiłem się, bo to szefowie ze mnie zrezygnowali, więc ja jestem czysty jak łza. Zaprosili mnie do składu, bo czuli, że popełnili błąd pozbywając się mnie z drużyny na rzecz Boxalla” – wyjawił Ashley.


Po prawdzie Birks otrzymał ofertę od Młotów miesiąc wcześniej kiedy Steve Boxall doznał kontuzji na torze Rye House Rockets. Jednak wtedy Ashley uznał, że nie nadszedł jeszcze jego czas, że nie jest gotowy na to, aby wrócić na łono zespołu. „Nie byłem w formie, moje silniki były wolne jak woły na górskiej ścieżce, byłem zdołowany. Świetnie radziłem sobie w Premier League w drużynie Sheffield Tigers, zdobywałem sporo punktów, ale nie chciałem bezmyślnie zwiększać obciążeń. Speedway to ciężki kawałek chleba. Wyścig trwa niecałą minutę, trzeba być skoncentrowanym w każdej sekundzie. Pasują mi pola startowe na torze Lakeside. Koledzy z zespołu są uczynni, panuje kapitalna atmosfera. Kiedy przed meczem przechadzamy się po torze, sporo żartujemy, psocimy i jest bardzo wesoło. Współczuję promotorom, bo my bawimy się naszą pasją, a oni muszą czasami działać w myśl zasady: pies zjada psa. Wyrzucają zawodnika, bo brakuje mu formy, zatrudniają nowego, a tak naprawdę nie wiedzą czy transfer wypali. Steve Boxall to dobry zawodnik, a ja nie mogłem jeździć w wielu meczach, bo kolidowały mi terminy z pojedynkami Sheffield Tigers. Przyjąłem decyzję menedżera i promotora po męsku, a teraz zrobię wszystko, aby Młoty już nie przegrywały każdego meczu z kretesem” – wyznał Birksy.


Słodko byłoby zrewanżować się za porażkę 44-46 na torze Lakeside Hammers, ale jak będzie, czas pokaże. Wielkie emocje na torze w Manchesterze pora zacząć!