Przemek Garczarczyk: Niespełna pół roku temu powiedziałeś o Szymańskim, cytuję: - Ten chłopak będzie mistrzem. Ze mną lub beze mnie. Ciągle aktualne?

Chico Rivas: Bardziej niż wtedy. Patryk jest jeszcze bardziej zdeterminowany niż kiedy mówiłem te słowa. Bo od pewnego poziomu liczy się serce, charakter, bo talent mają wszyscy, ciężką pracę też wszyscy wykonują podobnie. Na końcu zostaje właśnie charakter. Ale nie ma presji, żeby go rzucać na pożarcie. Pieczemy go jak dobre ciasto. Nie za szybko, nie za gorąco. Na spokojnie.

Patryk chce coraz większych wyzwań.

Każdy chce, ale Patryk ma świadomość tego, ile dzieli go od elity. Nie chce jutro walczyć z Floydem czy Canelo. Wie, że na to potrzeba czasu.

To z kim mógłby walczyć? Gdybyś mógł postawić wszystko na jedną kartę - dałby radę walczyć za kilka miesięcy na przykład z pierwszą trzydziestką  świata w swojej kategorii wagowej?

Z pierwszą dwudziestką. Gwarantuję, znam tych rywali. Nie z elitą tej kategorii, ale  z każdym w rankingu pomiędzy 15 a 20 miejscem. Z pierwszą dziesiątką za rok.

Za kilkadziesiąt godzin, na gali w Tampie, będzie bił się przed dwoma głównymi walkami wieczoru Premier Boxing Champions na ESPN z Maurice Louishomme. Sporo od tej pierwszej dwudziestki.

Inny, nowy rodzaj rywala. Wysoki, niewygodny, wiem, że dobrze przygotowany. Chłopak, bo za takiego ciągle uważam 22-letniego Patryka, będzie bił się z mężczyzną. To też test, jeden z ostatnich.

A następny?

Mam nadzieję, że następnego spotkamy na gali, na której będzie walczył Andrzej Fonfara. Z wielu powodów. Wiem, że Andrzej naprawdę lubi Patryka, a Patryk bardzo szanuje Andrzeja. Oczywiście, że to byłby zaszczyt walczyć na tej samej gali, to tego  z szansą pokazania się wszystkim kibicom. Planujemy dziesięciorundową walkę, bo Patryk jest na nią gotowy. Jest szybszy niż parę miesięcy temu, bije mocniej -  bardzo szybko się rozwija. Spędziliśmy razem więcej czasu, lepiej się rozumiemy, mogę wymagać wię cej. To można będzie zobaczyć już za kilkadziesiąt godzin na ringu w Tampa. Gwarantuję.

 

Niedługo będziesz miał u siebie na sali treningowej Maćka Sulęckiego. Inne zadanie niż w przypadku Szymańskiego.

Oczywiście. Cztery lata starszy, z większym doświadczeniem. Wiem, od czego zacznę nasze treningi - jeszcze więcej będę wiedział, kiedy zaczniemy razem pracować, już po powrocie z Teksasu. Nie wydaję ocen bez wspólnych treningów. Leon Margules ma wobec Sulęckiego spore oczekiwania, jestem pewien, że takie same ma wobec siebie Maciek. Pierwszą część przygotowań do gali 14 sierpnia, będziemy mieli tylko dla siebie, bo Patryk, po sobotniej walce, wraca do Polski. Lepiej ułożyć się nie mogło.