- Do stolicy Rosji jadę z nastawieniem, aby korzystnie się zaprezentować. Do tej pory myślałem, że walczę swobodnie, tymczasem analizowałem swoje ostatnie pojedynki i zauważyłem, że jestem niepotrzebnie spięty. Dlatego teraz jestem całkowicie wyluzowany. Chcę dobrze walczyć, a wynik jest sprawą drugorzędną. Jeśli rywalizacja będzie sprawiała mi przyjemność, rezultaty powinny przyjść same - dodał.

 

W Moskwie rywalizować będzie ten sam kwartet, który na początku czerwca wziął udział w szwajcarskiej miejscowości Montreux w mistrzostwach Europy – obok Kawieckiego wystąpią Leszek Rajski (Wrocławianie), Michał Janda (Sietom) oraz Jakub Surwiłło (AZS AWF Warszawa). Biało-czerwoni zajęli w drużynie szóstą lokatę, ale przed najbliższym startem (w środę i czwartek zaplanowano turniej indywidualny, a w sobotę i niedzielę odbędą się zmagania zespołowe) niespełna 34-letni zawodnik, który po raz szósty wystąpi na mistrzostwach świata, nie zamierza składać żadnych deklaracji.

 

- We florecie, podobnie jak w szpadzie, trudno dostać się w Pucharze Świata do czołowej „64” i wszyscy w tym gronie są w stanie wygrać zawody. Poza tym w turnieju indywidualnym każdy walczy na swój rachunek. Start w drużynie też jest sporą niewiadomą. Zespół jest w przebudowie, bo połowa naszego teamu debiutuje w mistrzostwach świata, a w tej konfiguracji walczyć będziemy dopiero po raz czwarty. Dlatego nie mamy żadnych oczekiwań i niczego nie chcemy obiecywać - wyjaśnił.

 

Biało-czerwoni, którzy w światowym rankingu plasują się na 11. pozycji, a w Kazaniu zajęli 10. lokatę, w walce o awans do „16” zmierzą się zapewne z Wenezuelą. Jeśli pokonają niżej notowanego rywala (26. na liście FIE), na drodze do ósemki stanie im plasująca się na szóstym miejscu Korea Południowa.

 

- Oglądaliśmy wiele pojedynków Azjatów i wiemy jak walczą oraz na czym bazują. Nie prezentują kombinowanej szermierki, bo nie ma w niej za wiele myśli taktycznej i techniki, imponują natomiast szybkością i wytrzymałością. To jest jednak arcytrudny rywal. Nasze zwycięstwo oznaczać będzie, że jesteśmy dobrzy na nogach i pod względem kondycyjnym możemy konkurować z każdym zespołem - ocenił.

 

Gdański florecista podkreślił także, że nie należy sugerować się turniejem indywidualnym, bo jego wyniki nie muszą mieć żadnego przełożenia na drużynowe zmagania. Jako przykład podał ostatnie mistrzostwa Europy – złoty medal w drużynie wywalczyli Francuzi, a żaden z reprezentantów tego kraju nie przebił się do ósemki.

 

- Z kolei indywidualnie Włosi zdobyli medale wszystkich kolorów, ale w ćwierćfinale zostali zdemolowani 25:45 przez Brytyjczyków. Dwa lata temu w Zagrzebiu żaden z Polaków nie awansował do +ósemki+, a w drużynie zajęliśmy drugie miejsce. Te turnieje to dwa inne światy. W zespole liczy się siła kolektywu i wzajemnie napędzanie się. Są zawodnicy, jak chociażby Włoch Andrea Baldini, który wręcz specjalizuje się w walkach drużynowych. Ja również lepiej spisuję się w zespole niż indywidualnie - zauważył.

 

Zawodnik Sietom AZS AWFiS zaznaczył, że szermierczy świata poszedł niesamowicie do przodu. W wielu krajach wprowadzono systemowe rozwiązania, znacznie wzrosły także nakłady na tę dyscyplinę. Tymczasem w Polsce tendencja jest odwrotna.

 

- Nie ma kasy na akcje szkoleniowe i zgrupowania kadry, z roku na rok jest coraz mniej sprzętu, a odżywki od wielu lat kupujemy sobie sami. U nas funkcjonuje taki mechanizm, że jeśli są słabsze wyniki, to obcina się pieniądze. Nie ma pieniędzy, to są gorsze wyniki. I koło się zamyka. A inne kraje zwiększają finansowanie. Kiedyś Brytyjczycy jeździli na turnieje za własne pieniądze i wyglądali przy nas jak cienkie Bolki. A teraz to my jesteśmy przy nich cienkie Bolki - podsumował Paweł Kawiecki.