Przemysław Iwańczyk: Oglądałeś mecz o Superpuchar Polski?


Piotr Włodarczyk: Oglądałem. Tylko nie wiem, co mam, jako były piłkarz Legii, po takim spotkaniu powiedzieć. Musiałbym się pastwić nad wicemistrzem Polski, a nie chcę.


Wobec tego zacznij od Lecha.


Na tle Legii zaprezentował się nie tylko dobrze. Bardzo dobrze. Widać, że drużyna ta jest w 100 proc. przygotowana do gry o Ligę Mistrzów. Czego nie można powiedzieć o Legii. Z drugiej strony pamiętam początek poprzedniego sezonu, kiedy drużyna Henninga Berga zawodziła w starciach z Zawiszą Bydgoszcz w Superpucharze czy z St. Patrick w pierwszej fazie pucharowych eliminacji. Tych, którzy rzucali gromy w drużynę, było całe mnóstwo. Minął miesiąc i wszyscy byli zachwyceni, w jakim stylu warszawiacy pokonali w dwumeczu Celtik Glasgow, a później radzili sobie w fazie grupowej Ligi Europy. Może jednak Berg ma jakiś plan, by forma przyszła w porę. Jeśli ma, to chciałbym wiedzieć, jaki to plan. Martwi mnie jednak tendencja, w którą Legia się wpisuje. Zjazd trwa od wiosny, przez wakacje nic się nie zmieniło.


Wróćmy do Lecha – czym ci zaimponował?


Agresywną, odważną grą. Weźmy liczbę sytuacji, jakie stworzyli poznaniacy i ich jakość przede wszystkim. Popatrzmy na trzecią bramkę, padła po rewelacyjnej akcji. Poznaniacy przez całe spotkanie zagrali bardzo wysoko, nie dopuścili, by Legia wyszła z ofensywną akcją. Fizycznie wytrzymali, co też jest godne podziwu. Podejrzewam, że trener Skorża chciał już na początku sezonu mieć zespół w optymalnej formie. Nikt nie chce popełnić drugi raz tego samego błędu – pamiętamy, jak jeszcze w Wiśle Kraków Maciek odpadł z Levadią Tallin, a Lech w ubiegłym sezonie z Żalgirisem Wilno. Wspominając te przykre wpadki, od początku się zabezpieczyli. Legia widać ma inną strategię.


Zrobiły na Tobie wrażenie trzy gole wychowanków Lecha?


Trzeba powiedzieć, że Lech ma młodzież znacznie lepiej przygotowaną na wejście w piłkarską dorosłość niż Legia. Linetty, Kownacki, Kędziora, Kamiński – to przecież główni bohaterowie drużyny z Poznania. Legia miała taki etap w swojej historii, że też korzystała z wychowanków Akademii. Przez ostatnie półtora roku coś się jednak stało. I są dwie możliwości – albo to chwilowy zastój, bo nie ma na kogo postawić, co każe zastanowić się nad szkoleniem, albo Berg nie bardzo widzi potencjał u chłopców, którzy go rzeczywiście mają.


To jeden z błędów Berga, Twoim zdaniem?


Błędy Berga wyszły choćby w piątek. Decyzję o przesunięciu najlepszego polskiego obrońcy Pazdana na pozycję defensywnego pomocnika uznaję za zupełnie niezrozumiałą. Wystawienie Ryczkowskiego w nietypowej dla siebie roli uznaję z kolei za krzywdę, jaką trener zrobił młodemu zawodnikowi. Naprawdę, nie chcę się dłużej pastwić nad trenerem. Mam nadzieję, że wyciągnie wnioski, mocniej zareaguje na to, co dzieje się w zespole. Chcę zobaczyć chęć wyjścia z marazmu, bo niewątpliwie Legia w marazm wpadła.
Podobnie było wiosną, pomijając już fakt, że legioniści zbyt szybko uwierzyli, że są mistrzami Polski. Ale części błędów można było uniknąć. Dla przykładu sytuację z Orlando Sa można było inaczej załatwić. Porozmawiać jak facet z facetem, z korzyścią dla drużyny, a nie patrząc przez pryzmat własnego interesu. Liczy się dobro zespołu przede wszystkim, tak to rozumiem.


Gdyby to od Ciebie zależało, zdecydowałbyś się na zmianę trenera?


Nie pracuję w klubie, nie znam odpowiedzi na pytanie, czy Berg widzi możliwość wyjścia z kryzysu. Choć nie wydaje mi się, że widzi, bo trwa to zbyt długo. Ale jest i drugie pytanie, czy zwolnienie jest właściwym rozwiązaniem, bo w Polsce sięga się po nie zbyt pochopnie. Chciałbym najpierw dowiedzieć się, jaki pomysł ma Berg, to zdecydowanie ułatwi podejmowanie decyzji co dalej.


Widzisz Lecha, który z powodzeniem walczy o Ligę Mistrzów?


Lechici będą mieli bardzo trudno. Jeśli znajdą się w grupie Ligi Europejskiej, powinni być zadowoleni. Legia też się tam dostanie, mimo kryzysu, jaki przechodzi.


A jasne punkty Legii z piątkowego meczu z Lechem dostrzegasz?


Postawa Guilherme, tym bardziej na tle drużyny, której brakuje kreatywności w grze ofensywnej. Myślę, że należy zastanowić się, czy to nie najlepszy w tej chwili gracz na pozycję nr 10 w Legii. Nie wiem, co z Dudą. Z jednej strony jest pokusa potężnego zastrzyku gotówki – jeśli prawdziwa jest oferta za około 5 mln euro – bo drugiego takiego być może już nie będzie. Z drugiej strony, na siłę nie ma co go wypychać. Niech udowodni, że jest w stanie zagrać tak, jak na jesień ubiegłego roku, i będzie dobrze.


W Lechu nie ma co majstrować przy składzie na puchary, a co zrobiłbyś z Legią?


Wstawiłbym Pazdana za Lewczuka w obronie, w środku pola jako „ósemkę” dałbym Furmana.