10 miesięcy bez żużla. Owszem, treningi na oderwanych od cywilizacji torach w Australii, ale ani grama ducha rywalizacji. Wieczna niepewność, narastająca frustracja, złość na otaczający go świat. Dopiero 27 czerwca 2015 roku o północy minął okres zawieszenia Warda. Kara jaką nałożyła na niego Międzynarodowa Federacja Motocyklowa była surowa. Adwokat Darcy’ego, który wykonuje swój zawód przez 27 lat, nie krył zażenowania. Nigdy nie spotkał się z taką opieszałością, brakiem konkretów i niechęcią wobec sportowca jaką władze wykazały się w stosunku do Australijczyka. Świat starannie wykrochmalonych kołnierzyków po raz kolejny udowodnił, że Salieri ma się lepiej niż Mozart. Można zniszczyć karierę i życie młodego człowieka, którego speedway potrzebuje jak kania dżdżu i nikt się tym specjalnie nie przejmuje…

 

Darcy uderzył się w piersi, bo wiedział, że utonął w żalu po informacji o rozwodzie rodziców, która wstrząsnęła nim przed ubiegłorocznym turniejem GP Łotwy. Geniusz speedwaya wyznał, że przesadził z alkoholem, ale jego saga ilustruje dobitnie, że bezduszny cyrk ludzi zasypiających w krawatach gotów jest zatopić młodego człowieka w oceanie rozpaczy. Zniechęcić człowieka do życia, zepsuć rozkosz płynącą z porannej toalety, zabić w nim radość i pasję do sportu, bo wypił o jeden kieliszek wódki za dużo… Przerażający jest współczesny świat, który nie kocha tych wykraczających poza ramy talentu, szaleństwa i kreatywności…

Wizjoner Rosco

Zasady są zasadami – mówił w chłodny marcowy wieczór rodak Warda, Troy Batchelor. Jest wina, musi być zatem kara. Salieri nie był w stanie napisać libretta do opery „Don Giovanni”, więc jedyne co mu pozostało, to zazdrościć i kipieć nienawiścią do Mozarta. Oj, środowisko zawodników, którzy chcieliby otrzymać od Stwórcy naparstek talentu jakim dysponuje Darcy… Ważne, aby talent schowano do trumny, bo on, ten niepokorny arcymistrz z Queensland, umie robić dead body na motocyklu, a my nawet nie wiemy jak ułożyć ciało, aby jeździć tak jak on… Troy przyznał, że po odpokutowaniu za przewiny Darcy będzie jeszcze lepszym żużlowcem. Ciekawe jak poczuje się Troy, indywidualny mistrz Australii z 2013 roku, kiedy wykuruje się po dzwonie w Cardiff i ustawi motocykle obok boksu Darcy’ego na Abbey Stadium…


Darcy wątpił w człowieczeństwo, gdy był banitą wyrzuconym poza żywy organizm speedwaya. Cierpiał, dziękował za dowody wsparcia kibicom i przyjaciołom, ale nie wiedział jak zakończy się nieprzyjemna historia. We wrześniu ubiegłego roku szukał szansy w uchyleniu zawieszenia, bo chciał się ścigać na motocyklu, czyli robić to co najlepiej potrafi. FIM oddaliła wniosek Australijczyka. Brak decyzji w sprawie Darcy’ego wiązał ręce Piratom z Poole, bo Matt Ford nie mógł zbudować drużyny nie wiedząc czy Ward będzie zawieszony na 10 miesięcy, a może na rok i 4 miesiące jak gwiazda supercrossu, Amerykanin James „Bubba” Stewart, za stosowanie amfetaminy. Dwa różne przypadki, ale dla kołnierzyków z wygodnych fotelików w Mies pod Genewą, nakładanie kar wiąże się z przyjemnością…


Po Grand Prix Łotwy’2014 Ward uczestniczył w dwóch spotkaniach ligowych w barwach Poole Pirates. 20 sierpnia 2014 roku Darcy Ward ścigał się przeciwko Leicester Lions i zdobył 8 punktów + 3 bonusy w 5 startach. Piraci wygrali z Lwami 59-31. 23 sierpnia 2014 roku Ward pojawił się w meczu wyjazdowym Poole na torze Lwów, wykręcił 5 oczek w 5 wyścigach, a mecz zakończył się remisem 45-45. To był ostatni występ dwukrotnego indywidualnego mistrza świata juniorów na brytyjskich torach…


Alun Rosco Rossiter, menedżer Swindon Robins, nigdy nie zasypia w poszukiwaniu nowych rozwiązań i kiedy kara nałożona na Warda dobiegała końca, Alun porozmawiał szczerze z Darcym. Namówił go na długą podróż lotniczą z Europy do Australii, bo wiedział, że wówczas wzrosną szanse na uzyskanie pozwolenia na pracę.

 

- To najbardziej ekscytujący żużlowiec na świecie. Dziękuję Mattowi Fordowi i Nigelowi Leahy z Poole Pirates za pomoc. Obaj okazali się wspaniałymi ludźmi, bo nie czynili przeszkód, aby Darcy został wypożyczony do Swindon. Pomogli mi, bo udzielili rad jak poradzić sobie z machiną biurokratyczną. Ward wyraził chęć jazdy w barwach Robins do końca sezonu 2015. Tłumaczyłem mu, że będzie lepiej dla niego i dla klubu jeśli wsiądzie do samolotu i dopilnuje w Down Under, aby przyznano mu wizę, dzięki której będzie mógł legalnie pracować w Anglii. Wiem, że przepisy w tym względzie są dość rygorystyczne i uległy przeobrażeniom, więc lepiej dmuchać na zimne. Życie nauczyło mnie, że warto mieć wizję i umieć przewidywać. Skonsultowałem się z fachowcami w sprawie wizy typ nr 5 (dla pracujących przybyszów z Australii), rozwikłałem wszelkie wątpliwości, wyperswadowałem Darcy’emu, aby nie ociągał się, tylko kupował bilet na samolot i… operacja udała się! – pieje z zachwytu Rosco.


Swindon Robins będzie miało w składzie trzech Australijczyków: Warda, Morrisa i Batchelora. Nick i Darcy to kumple, więc nie będzie obaw o chemię. Szkopuł w tym, że Morris uległ wypadkowi w meczu rozegranym 10 lipca w Somerset pomiędzy Rebeliantami a Diabłami z Plymouth. Po przejechaniu linii mety Nick Morris i Ryan Fisher szczepili się motocyklami i upadli na tor. Tak zaciekle walczy się o punkty w Premier League…


Morris doznał urazu łokcia i wstrząśnienia mózgu, więc Rosco miał lekki ból głowy, bo musiał zaangażować gościa na mecz z Poole Pirates. Wybór padł na Hansa Andersena, króla Elite League z 2012 roku. A Darcy? Pokazał w sobotę 11 lipca, że jest bardzo głodny jazdy. Wykręcił 15 punktów + bonus (w tym joker) w 6 startach w meczu Leicester Lions – Swindon Robins. Co prawda Rudziki przegrały 42-49, ale powrót Warda był olśniewający. Rosco sam był żużlowcem, więc rozumie co czuł Darcy na wygnaniu. Rossiter ściągnął również do Swindon Robins młodego, zdolnego Czecha, Eduarda Krcmara. Po cichu liczy, że Krcmar eksploduje niczym Vaclav Milik w barwach Poole Pirates w sezonie 2014.


Ward… Poezja speedwaya. To rozkosz oglądać go na motocyklu. Przed rokiem wystąpił w 18 meczach w barwach Poole Pirates. Teraz Darcy stanie na rzęsach, aby wprowadzić Rudziki ze Swindon do fazy play-off. Wbrew pozorom, nie jest to nierealna wizja…

Zengi objawieniem Swindon

Oprócz rozmaitych zabiegów dyplomatycznych związanych z pozyskaniem Warda, Rosco musiał wytężyć umysł, aby nie przekroczyć limitu średnich. Sprowadzając Darcy’ego do Swindon, Rossiter musiał stanąć przed dylematem kogo pozbyć się z zespołu. 2 lipca 2015 roku Rudziki rozegrały na własnym torze mecz ligowy z Wilkami z Wolverhampton. Rossiter urządził konkurs świadectw. Zmobilizował Zengiego, czyli Grzegorza Zengotę, niezwykle pracowitego zielonogórzanina, a po drugiej stronie barykady ustawił mistrza Wielkiej Brytanii juniorów – Kyle’a Howartha. Słabszy z tego duetu w tym meczu żegnał się z pracą w klubie Swindon Robins… Brutalny świat, ale uczciwe postawienie sprawy. Nie było faworyzowania Brytyjczyka, tylko rzetelna ocena umiejętności i formy. Zengi był tego wieczoru bezbłędny. Wygrał wszystkie 4 wyścigi i zdobył 12 punktów. Howarth przegrał w 9 wyścigu z Rickym Wellsem, a w 15 biegu przyjechał na metę ostatni. 10 punktów + bonus – te potknięcia Howartha przesądziły o tym, że Grzegorz zostaje w Swindon Robins, a Kyle musi szukać nowego pracodawcy…


- Przyznam szczerze, że dziwi mnie takie postawienie sprawy. Uważam, że w ostatnich meczach, chociażby u siebie z Belle Vue Aces czy na wyjeździe z Leicester Lions, udowodniłem swoją przydatność dla drużyny. Dlaczego muszę walczyć o miejsce w składzie? Przed meczem z Wolverhampton Wolves przekazano mi, że muszę podjąć walkę o to, aby pozostać w zespole, bo zawiodłem w kilku ligowych spotkaniach. Byłem rozczarowany tym co powiedział mi Rosco, ale zarazem wyjątkowo zmotywowany. Chciałem go przekonać, że jestem solidnym filarem Rudzików. Wszystko mi wychodziło w pojedynku z Wolves. Nigdy wcześniej nie zdobyłem kompletu punktów w Elite League. Pragnę podziękować angielskiemu tunerowi silników, Peterowi Johnsowi, bo wspaniale przygotował mi sprzęt. Silniki rasowane u Petera to porządne szafy – wyznał uradowany Zengi.


Troy Batchelor pożyczył silnik Lewisowi Rose’owi, więc atmosfera w ekipie Swindon jest wręcz wzorowa. - Troy przez cały wieczór powtarzał mi do znudzenia, że muszę wynosić się szeroko pod bandę, a na szczycie wirażu ciąć do krawężnika. Słuchałem go, bo to kapitan Swindon, a poza tym uczestnik cyklu Grand Prix, więc takie wskazówki bierze się w ciemno. Postąpiłem wedle rad Batchelora i wygrałem ważny wyścig z Joshem Batesem – wyjawił Lewis Rose.


Przed sezonem Rosco powiedział brytyjskim dziennikarzom, że Zengi to fenomen. Uśmiechnięty, serdeczny, nie stroniący od kontaktów z kibicami, rozdający autografy, cierpliwy, zawsze profesjonalnie przygotowany do zawodów. Grzegorz Zengota udowadnia, że szczyt formy może nadejść kiedy człowiek zbliża się do trzydziestego roku życia. Ba, koronnym przykładem jest Kalifornijczyk Greg Herbie Hancock, który w wieku 44 lat zdobył trzeci tytuł indywidualnego mistrza świata. Zengi przyznaje, że wciąż uczy się brytyjskiego żużla, a bez jazdy na arcytrudnych technicznie torach nie sposób marzyć o światowych sukcesach. Grześ to pozytywny przykład pracusia, który stopniowo buduje klasę sportową. Dla nikogo nie będzie zaskoczeniem kiedy Zengi zacznie szturmować bramy GP i awansuje do elitarnego cyklu w stylu Jasona Doyle’a, który też długo czekał na swoją szansę…


A o tym, że Rosco podjął właściwą decyzję, przekonaliśmy się 11 lipca wieczorem na Jordan Road Surfacing Stadium kiedy Zengi był najskuteczniejszym zawodnikiem Robins. W wyjazdowym meczu z Leicester Lions, Grzegorz wykręcił 14 punktów + bonus w 6 wyścigach. Warto było zaufać Polakowi…

Wattie dogadał się ze sprzętem

Davey z błyskiem w oku zaokrętował się na łajbie Piratów po trzyletniej służbie w barwach Lakeside Hammers. Jowialny Australijczyk z Townsville w stanie Queensland otwarcie przyznaje, że miał nieudany początek sezonu. Zawodził nie tylko człowiek, ale i sprzęt. Pierwsze symptomy przebudzenia miały miejsce 1 lipca na Adrian Flux Arena w King’s Lynn. Davey uzbierał wówczas 7 punktów w 5 startach.

 

- Będę musiał dokonać cudów zręczności, aby regularnie startować w 15 wyścigu. W tej chwili z pokorą przyjmuję rolę czwartego do brydża, bo wiem, że w tej materii lepsi ode mnie są tacy dżokeje jak Maciej Janowski, Chris Holder i Dakota North. To dobrze, że mogę polegać na tych znakomitych zawodnikach. Nie wyobrażam sobie co działoby się na statku Piratów, gdyby oni nie punktowali na swoim poziomie kiedy ja byłem w dołku… Z drugiej strony kiedy odzyskuję rytm, czuję się nieswojo, gdy w ostatnim wyścigu w King’s Lynn jedzie Dak. Nie ukrywam, że na początku sezonu miałem bardzo poważne kłopoty z silnikami. Brakowało mi pewności siebie, bo nie mogłem dogadać się ze sprzętem. Grzebałem godzinami przy klamotach, szukałem złotego środka, a fury wciąż nie jechały… Powoli odbijam się od dna. Czuję, że szczyt formy nadejdzie w fazie play-off – wyznaje Wattie, wielki miłośnik legendarnej kapeli „The Doors”. Gdyby z paryskiego cmentarza Pere – Lachaise było troszkę bliżej do nadmorskiego Poole, pewnikiem Wattie koncentrowałby się przed meczami tkwiąc nad grobem Jima Morrisona i nucąc numer „Love me two times”…


W King’s Lynn Piraci nie mogli skorzystać z usług Chrisa Holdera, który w dniu meczu doznał zatrucia pokarmowego.

 

- Nie mam wątpliwości, że z Chrisem w składzie pokonalibyśmy Gwiazdy z King’s Lynn. W biegach, w których stosowaliśmy zastępstwo zawodnika uzbieraliśmy zaledwie 4 oczka, a jestem przekonany, że Chris wykręciłby o wiele więcej punktów. Pokazaliśmy charakter, bo bez jednego z liderów zdobyliśmy 46 punktów i przegraliśmy tylko jednym oczkiem, ale w końcu jesteśmy mistrzami Elite League, więc to normalne, że oczekiwania są ogromne. Przypomnę tylko, że gdy gościliśmy ostatnio w King’s Lynn (28 maja), Holder wykręcił 17 punktów. To była wspinaczka we mgle i śnieżycy, a mimo to pokazaliśmy klasę i wywieźliśmy ważny punkt z Adrian Flux Arena. Bardzo cieszy mnie znakomita dyspozycja Magica Janowskiego. Wszyscy, którzy są zakręceni na punkcie speedwaya i nie mogą wytrzymać bez częstych wizyt na Wimborne Road, cieszyli się jak dzieci, gdy Maciej został indywidualnym mistrzem Polski w Gorzowie Wielkopolskim. Gratulacje, Magic! – wykrzyknął Wattie niczym żeglarz, który ujrzał Ziemię van Diemena…

 

Transmisja meczu w poniedziałek od godz. 20.30 w Polsat Sport!