Filipe Luis przechodził do Chelsea jako jeden z najlepszych lewych obrońców La Liga. Miał duży udział w awansie Atletico do finału Ligi Mistrzów czy też w wywalczeniu mistrzostwa Hiszpanii. Jego niekonwencjonalne zagrania i ofensywne wejścia pod pole karne rywali wielokrotnie ułatwiały Rojiblancos poczynania ofensywne, które często były jednak ograniczone, przez defensywną taktykę Diego Simeone.

Po dobrym sezonie Luis trafił do Chelsea. A Chelsea chciała powoli odejść od defensywnego stylu – właśnie po to był jej potrzebny Luis, Fabregas czy Costa. Jak się okazało, po części się to udało. Udział Brazylijczyka był jednak dość nikły. Już w sparingach wyglądał mało pewnie, był nieco przestraszony, ale wiadomo – początki bywają różnie.

Z czasem miał problemy z wygryzieniem ze składu Cesara Azpilicuety – nominalnie prawego obrońcy, który zaczął grać regularnie na lewej stronie i spisał się świetnie, przez co Luis musiał skupić się na wybieraniu korzystnego miejsca na ławce rezerwowej. Nie było jednak tak, że Luis cały czas. Szanse otrzymywał, ale nie zawsze grał dobrze. Najlepszym określeniem byłoby – poprawnie. Brakowało tej odwagi, którą pokazywał w Atletico. W 26. meczach strzelił jednego gola i zaliczył jedną asystę.

Wydaje się, że londyński koszmar powoli się kończy. Jak informuje Gianluca Di Marzio Atletico osiągnęło porozumienie z Chelsea odnośnie wypożyczenia zawodnika na dwa lata z ewentualną opcją wykupu. Za kilka dni powinniśmy wszystko wiedzieć.

Następcą Filipe Luisa w Chelsea ma być Abdul Baba Rahman - aktualnie gracz Augsburga.