Artur Filipiuk: W minionym tygodniu juniorzy i młodzieżowcy zdobyli w Atenach aż dwanaście medali mistrzostw Europy, w tym cztery złote. Skąd się wziął taki wysyp talentów?

 

Andrzej Piątek: Od dwóch lat selekcję do kadr narodowych przeprowadzamy głównie w oparciu o badania w ramach ministerialnego programu identyfikacji talentów. W Warszawskim Instytucie Sportu możemy to robić w sposób kompleksowy - wydolność, parametry krwi, skład ciała, nawet niektóre geny. Do tego dochodzą badania psychologiczne. Bez większej przesady można powiedzieć, że medalistów z Aten prześwietliliśmy skanerem. Tak zresztą czyni się na całym świecie. Tak był prześwietlany Michał Kwiatkowski czy inni kolarze, nim trafili do grup zawodowych.

 

Zdobywane medale to pierwszy efekt tej selekcji?

 

Niewątpliwie. Nasza Strategia Rozwoju Polskiego Kolarstwa została opracowana i zatwierdzona przez Walne Zgromadzenie Delegatów PZKol. w 2013 roku. Wtedy też zaczęliśmy ją wdrażać. Jednym z głównych kierunków tej strategii była diagnostyka i selekcja do kadr narodowych. Przeprowadzamy ją już na etapie juniora młodszego. Chodzi o to, aby inwestować tylko w tych zawodników, którzy mają predyspozycje do osiągania wysokich wyników sportowych. To ważne, tym bardziej, że środki na szkolenie mamy bardzo ograniczone.

 

Do Aten pojechało 33 zawodników. Jaki to ułamek tych, którzy byli poddani selekcji?

 

Precyzyjna selekcja zawodników, wręcz „prześwietlenie skanerem” – to był klucz do sukcesów młodych kolarzy torowych w mistrzostwach Europy w Atenach – ocenia dyrektor sportowy PZKol. Andrzej Piątek.W roku 2013 i 2014 przebadaliśmy po 140 młodych zawodników i zawodniczek. Tak naprawdę mamy zdiagnozowaną całą polską kolarską młodzież.

 

Po selekcji co z tymi talentami działo się dalej?

 

Talent trzeba otoczyć fachowcami. Mamy dobrych trenerów od szkolenia juniorów, ale ciągle staramy się podnosić ich kwalifikacje, organizując co roku w listopadzie w Pruszkowie konferencję z udziałem wybitnych fachowców i naukowców. W zeszłym roku np. mieliśmy zajęcia z treningu siły i mocy, które poprowadził prof. Zbigniew Trzaskoma. Wykład z psychologii przeprowadził dr Marek Graczyk. Było również o diecie, teorii treningu, monitorowaniu procesu szkoleniowego i analizie treningu. Ponadto przy Warszawskim Instytucie Sportu funkcjonuje Akademia Trenerska, w zajęciach której często uczestniczą nasi trenerzy. Jestem przekonany, że medale są w pewnym stopniu również efektem tego, że mamy wyedukowanych trenerów. Trzeba też podkreślić bardzo dobrą pracę z młodzieżą w polskich klubach, m.in. w KTK Kalisz, Ziemi Darłowskiej, Stali Grudziądz czy Jedynce Mróz Kórnik.

 

Posiadanie krytego toru w Pruszkowie też ma swoje znaczenie.

 

Oczywiście. Wyrównało nasze szanse w stosunku do innych krajów – Wielkiej Brytanii, Francji, Niemiec czy Rosji. Do Pruszkowa przyjeżdżają i trenują nie tylko kadry, ale często i kluby. Kiedyś niektórzy wieszali psy na torze, mówili: po co nam taki obiekt. W tej chwili widać, że posiadanie welodromu jest jednym z czynników, który wpływa na bardzo dynamiczny rozwój naszego kolarstwa torowego.

 

Spodziewał się pan aż tak udanego występu w Atenach?

 

Zakładałem, że zdobędziemy 8-12 medali. Zrealizowaliśmy więc plan maksimum.

 

Proszę wymienić tych najbardziej zdolnych młodych kolarzy.

 

Chociażby Daria Pikulik, która zwyciężyła w Atenach w omnium, Justyna Kaczkowska, złota medalistka w wyścigu na dochodzenie i srebrna w drużynie na 4 km. Przypomnę, że w tej pierwszej konkurencji uzyskała wynik tylko nieco o ponad sekundę gorszy od rekordu świata, podobnie zresztą jak Daniel Staniszewski, który również wygrał wyścig na dochodzenie. Wciąż jestem pod wrażeniem tego, czego Dawid Czubak dokonał w ostatniej konkurencji omnium – wyścigu punktowym. Zdublowanie rywali pięciokrotnie to coś niebywałego.

 

Za miesiąc w mistrzostwach świata juniorów w Astanie będzie trudniej o miejsca na podium.

 

W zeszłym roku nasi zawodnicy zdobyli dwa medale, ale ekipa była bardzo skromna, bo brakowało środków na wyjazd większej grupy. Teraz również brakuje nam środków, ale czynimy starania, aby do Kazachstanu wysłać wszystkich 14 medalistów z Aten, ponieważ uważamy, że każdego stać na walkę o bardzo wysokie miejsca. Wyklarowała nam się kadra, którą nazywam "Tokio 2020". Jeśli tym zawodnikom stworzymy dobre warunki rozwoju w następnych latach, to w 2020 roku będziemy mogli zebrać owoce na igrzyskach olimpijskich w Japonii. Talenty mamy, fachowców wokół talentów też, a długofalowe programy szkoleniowe opracujemy. Boję się tylko jednego: czy co roku znajdą się środki na realizację optymalnych programów szkoleniowych.

 

A jak polskie kolarstwo torowe wygląda w perspektywie igrzysk w Rio de Janeiro w 2016 roku?

 

Szansę na zakwalifikowanie się do igrzysk ma drużyna sprinterów oraz drużyna kobiet w wyścigu na dochodzenie. Jeśli zakwalifikują się sprinterzy, będzie można niejako z automatu wystawić po dwóch zawodników w konkurencjach indywidualnych – w sprincie i keirinie. Bardzo prawdopodobna jest również kwalifikacja w omnium kobiet.