Łukasz Majchrzyk: Zacznijmy od tego, co się stało na scenie? Zamienił Pan numer "6" z "9"?

Jarosław Araszkiewicz: Wszystko zostało nagrane, więc wszystko się uda skorygować…

Trzymał Pan karteczkę do góry nogami…

Wiadomo, zjadła mnie trema. Pierwszy raz byłem w telewizji (śmiech). Każdy się może pomylić, nie robiłem tego złośliwie. Mam nadzieję, że dwa kluby, które są w to zamieszane, to mi wybaczą pomyłkę. Będę trzymał kciuki, żebyście zdobyli Puchar Polski.

Wyszłoby tak, że teoretycznie silniejszego rywala "dolosowałby" Pan swojemu Lechowi Poznań.

Lech jest tak silnym zespołem, że żadnego przeciwnika się nie boi. Czy będzie grał u siebie, czy na wyjeździe jest zawsze zdecydowanym faworytem. Nawet ta wpadka, która była z Pogonią Szczecin w ekstraklasie, to myślę, że poznański zespół jeszcze bardziej wzmocni. Sami widzieliśmy w środę, że Lech wprawdzie musiał wybiegać mecz, ale już nie na najwyższym poziomie. Myślami byli przy Lechii, czy też przy kolejnym przeciwniku pucharowym - FC Basel.

Jest Pan zadowolony z tego, co prezentuje Lech? Może bardziej się trzeba cieszyć z formy w Europie, niż w lidze?

Szczerze mówiąc, byłem pod wrażeniem pierwszego meczu o Superpuchar, gdzie Lech gładko wygrał z Legią. Później było słabiej, to był zimny prysznic. Teraz wchodzą już na właściwe tory i będą rywalizować o mistrzostwo i oby jak najdłużej w pucharach europejskich.

Cała rozmowa z Jarosławem Araszkiewiczem w załączonym materiale wideo.