Mistrzowie Szwajcarii sprowadzili poznaniaków na ziemię i praktycznie już w pierwszym spotkaniu odpowiedzieli na pytanie, kto zagra w czwartej rundzie.

 

- Wiemy, w jakim jesteśmy miejscu i nie ma co się oszukiwać. Trzy bramki stracone u siebie to zdecydowanie za dużo. Oczywiście powalczymy w rewanżu, ale o awans będzie piekielnie trudno. Nie takie dramaty świat zna, może jest jakaś iskierka nadziei, jednak na pewno bardzo niewielka – powiedział Trałka.

 

Marcin Kamiński nie traci wiary przed rewanżem w Szwajcarii. - Nie możemy patrzeć w ten sposób, że już odpadliśmy i dalej gramy w eliminacjach Ligi Europejskiej. Cały czas musimy myśleć, że możemy to odrobić. Wiemy, że nie będzie łatwo, ale nie możemy się poddawać jeszcze przed spotkaniem w Bazylei. Mamy przed sobą rewanż, 90 minut gry – wszystko może się wydarzyć – stwierdził defensor "Kolejorza".

 

Mimo porażki, Trałka uważa, że jego drużyna mogła osiągnąć znacznie lepszy rezultat, a nawet zakończyć mecz zwycięstwem.

 

- Myślę, że był to rywal do pokonania, szczególnie patrząc na przebieg pierwszej połowy. Szkoda sytuacji Denisa Thomalli, gdyby ją wykorzystał, na pewno mecz ułożyłby się inaczej. Pierwsza połowa była taka, jaką chcieliśmy zagrać, konsekwentnie z tyłu, wyprowadzaliśmy kontrataki, z których mogliśmy strzelić bramki – powiedział kapitan poznańskiej jedenastki.

 

Jak dodał, błędy indywidualne w obronie zadecydowały o straconych golach i końcowym wyniku.

 

- Zbyt proste błędy nam się przytrafiały, nawet w naszej lidze nie można takich popełniać. Grając z tak doświadczonym przeciwnikiem jak FC Basel, są one automatycznie wykorzystywane. Najbardziej bolą bramki stracone po stałych fragmentach gry. To nie pierwszy raz nam się zdarza. Próbujemy coś zmienić, lecz na razie nie do końca nam wychodzi – przyznał.

 

Trałka, podobnie jak szkoleniowcy obu drużyn, uważa, że kluczowym momentem spotkania była czerwona kartka, którą ujrzał Tomasz Kędziora. Wprawdzie po jego faulu Jasmin Buric obronił rzut karny, ale grający w osłabieniu lechici przestali być równorzędnym rywalem dla zespołu gości.

 

- Do momentu czerwonej kartki, Szwajcarzy może mieli małą przewagę, ale nie przypominam sobie, aby stworzyli jakąś klarowną sytuację. Gdy graliśmy w osłabieniu, tej przestrzeni zrobiło się dużo więcej i rywalom było już łatwiej. Fakt, że graliśmy w dziesięciu nie usprawiedliwia jednak tych błędów, które popełniliśmy – podsumował.

 

Rewanżowy pojedynek FC Basel z Lechem rozegrany zostanie w środę 5 sierpnia na St. Jacob Park w Bazylei o godz. 20.15. Jeśli lechici odpadną z kwalifikacji Ligi Mistrzów, zostaną przesunięci do czwartej rundy eliminacyjnej Ligi Europejskiej.

 

Podobną drogę poznaniacy przebyli pięć lat temu. Wówczas zostali wyeliminowani przez Spartę Pragę w trzeciej rundzie el. LM, a następnie okazali się lepsi w dwumeczu z Dnipro Dniepropietrowsk i awansowali do fazy grupowej LE.