W ostatnich latach o kolejności na podium Tour de Pologne decydowały sekundy. Czy uważa pan, że podobnie będzie w tym roku?

 

Czesław Lang: We współczesnym kolarstwie wszystkie wyścigi rozgrywają się na sekundy. Widać to było na Giro d'Italia czy nawet na Tour de France. Tak samo jest na Tour de Pologne, ale w stopniu jeszcze większym. Trzy lata temu Michał Kwiatkowski przegrał z Moreno Moserem o pięć sekund, rok temu Rafał Majka wygrał z Hiszpanem Jonem Izagirre o osiem sekund. Poziom niesamowicie się wyrównał.

 

Czy Kwiatkowski wygra wyścig? Na Tour de France jego forma nie była najwyższa.

 

Trudno mi oceniać formę Kwiatkowskiego. Nie zawsze można mieć formę na wygrywanie. Przypomnijmy, że w tym sezonie kilka razy pokazał się z bardzo dobrej strony. Ścigał się już w styczniu w Argentynie i tam na jednym z etapów był drugi, co miałem okazję sam obserwować. Potem wygrał prolog i zajął drugie miejsce w klasyfikacji generalnej Paryż-Nicea. Triumfował w klasyku Amstel Gold Race. Bardzo ładnie jechał w Tour de France, ale nie wyznaczono mu roli do wygrywania. Na finiszach najszybszy w jego drużynie jest Mark Cavendish i Michał mu pomagał. Podobnie wspierał Tony'ego Martina, gdy Niemiec walczył o koszulkę lidera. Gdy zaczęły się Pireneje i Alpy, to wiadomo, że Michał nie ma takich predyspozycji jazdy pod górę jak Nairo Quintana czy Alberto Contador. Mimo to próbował odjeżdżać w ucieczkach i samotnie. Widać było u niego chęć walki. Może nie ma w tym momencie szczytu formy, takiego naprawdę piorunującego, ale jest bardzo dobrze przygotowany.

 

Na kogo z rywali Kwiatkowskiego zwróciłby pan szczególną uwagę?

 

Na dwóch Hiszpanów, którzy przed rokiem zajęli w naszym wyścigu drugie i trzecie miejsce - Jona Izagirre i Benata Intxaustiego. Groźny może być Włoch Fabio Aru. Chłopak ma kwalifikacje, by wygrywać takie wyścigi jak nasz, choć nie wiadomo w jakiej formie przyjedzie do Warszawy. Ale... Tour de Pologne odkrywa nowe gwiazdy, takie, o których istnieniu dziś jeszcze nie wiemy.

 

Start Polaka w tęczowej koszulce będzie czymś wyjątkowym.

 

Dla mnie, dla wszystkich kibiców, to będzie święto, ponieważ po raz pierwszy w historii kolarstwa zawodowego mamy mistrza świata. Wiadomo, że byłoby pięknie, gdyby Michał wygrywał wszystko, ale w kolarstwie tak się nie zdarza. Warto jednak mu kibicować bez względu na wyniki. Musimy się jeszcze nauczyć kibicować, choć uważam, że poziom kibicowania podnosi się z roku na rok. Za czasów Wyścigu Pokoju było wielkie zainteresowanie tą rywalizacją, ale byliśmy biernymi kibicami przed telewizorem czy na ulicy. Teraz Polak zrobił się czynnym kibicem. Prawie cztery i pół miliona naszych rodaków jeździ na rowerach. Tysiące startują w masowych imprezach, w maratonach. Mamy nie tylko czynnych, ale i świadomych fanów, którzy sami pokonują odcinki wyścigowe i potrafią docenić wysiłek kolarzy, nabierają do nich szacunku.

 

Organizuje pan Tour de Pologne od 22 lat. Czy przygotowania do wyścigu przebiegały jak w zegarku? A może pojawiły się jakieś problemy?

 

Problemów nie brakuje. Przygotowanie wyścigu zabiera bardzo, bardzo dużo czasu i wymaga jeszcze większego niż w poprzednich latach zaangażowania w kwestie bezpieczeństwa, a także finansowego. Z drugiej strony mamy fantastyczną współpracę z policją, ze strażami pożarnymi, z wolontariuszami. Tour de Pologne ma niepowtarzalny klimat, jest imprezą ponad podziałami. Gminy, które ze sobą nie współpracowały, przy okazji wyścigu czynią to. Nasz wyścig daje dobrą energię i tworzy pospolite ruszenie w najlepszym tego słowa znaczeniu.