Anna Zapert: Okupacja łapanki śmierć na ulicy…Te czasy raczej średnio się kojarzą z piłką nożną a przecież piłkarze grali i można śmiało powiedzieć, że tak jak mieliśmy największą armię podziemną, tak też mieliśmy podziemną ligę piłkarską…

 

Juliusz Kulesza: Tak było, w 1942 r. powstał konspiracyjny Warszawski Okręgowy Związek Piłki Nożnej, który zaczął organizować juz trwające rozgrywki. Przed wybuchem Powstania zarejestrowanych  było ok. 50 drużyn piłkarskich czyli można szacować, że ok. 1000 piłkarzy brało w tym udział. A Polska była jednym krajem w Europie gdzie wprowadzono całkowity zakaz organizowania jakichkolwiek rozgrywek sportowych. Np. w Holandii odpowiednikiem naszego gubernatora Hansa Franka był  Seyss-Inquart,  który wręcz zachęcał Holendrów do sportu, wyszedł z założenia, że lepiej żeby kopali piłkę niż mają konspirować...

 

A u nas za taki mecz można było zapłacić życiem. Niemcy urządzali obławę na widzów i zawodników. Futbol w okupowanej stolicy był igraniem ze śmiercią. A oni i tak grali ?

 

Chcieliśmy mimo wszystko żyć normalnie. To jest naturalne dla młodego człowieka, musi się wybiegać…Grali i automatycznie powstawała rywalizacja. Potem  tworzyła się klasyfikacja - WOZPN  prowadził rozgrywki, była tabela. Absolutnym mistrzem przez dwa sezony była warszawska Polonia, klub o wielkich tradycjach… Do czołowych drużyn zaliczano np. Błysk, Grochów,  Koronę i.. Wawel

 

Wawel, w Warszawie?

 

Tak… doszukiwaliśmy się w tym Wawelu jakiś związków z Krakowem, a tam grali piłkarze z ulicy Górczewskiej. Więc jak? Wyjaśnienie okazało się wyjątkowo proste. To byli wychowankowie szkoły Wawelberga i już. I kolejna ciekawostka. W pewnym momencie sukcesy zaczęła odnosić drużyna z Piaseczna, tu warto wspomnieć, że mecze ze względów bezpieczeństwa były często rozgrywane poza Warszawą... Noi nagle drużyna z Piaseczna zajmuje 2. miejsce. I co się okazuje: sponsorem jak to dziś powiedzielibyśmy, wtedy raczej darczyńcą, był miejscowy restaurator, bardzo zamożny człowiek, fanatyk futbolu i on do Piaseczna zaczął sprowadzać gwiazdy ….z Krakowa, przedwojennych ligowców. Grał tam Giergiel, Gracz, Bator itd. Byli zapraszani przez tego restauratora do Piaseczna, podjedli sobie i grali.

 

Teraz powiedzielibyśmy, że to były udane transfery …za miskę zupy

 

Tak, oni grali co prawda gościnnie, ale reprezentowali barwy Piaseczna i na dodatek ryzykowali życie przyjeżdżając co tydzień na niedzielne mecze. Przyjeżdżała 10 osobowa ekipa z Krakowa. Podczas takiej podróży nocny pociąg został ostrzelany przez partyzantów, wtedy Giergiel, prawoskrzydłowy Wisły Kraków został ranny w nogę…

 

W Pana książce można znaleźć wiele takich ciekawostek np. że w zespole z Radości grali piłkarze warszawskiej Legii.

 

Tak, i Legii, i Warszawianki, także Polonia początkowo była rozproszona po 3 klubach: Czarni, Osiedle i trzeci klub, który można powiedzieć "wylągł się" w czasie okupacji,  założony przez rezerwowego bramkarza Polonii Lecha, nazywał się Bimber…

 

Nieźle, nazwa drużyny piłkarskiej, od samogonu…

 

Tak, to paradoks, niby sportowcy nie mogą pić alkoholu, a tu taka nazwa, dla niepoznaki.  I poloniści w tym Bimbrze grali, dopiero w 2. roku okupacji postanowili połączyć się i występować pod właściwą, dawną nazwą..

 

I Polonia została dwukrotnie mistrzem tych rozgrywek…

 

Trzeci raz nie była, tam w grę weszły kłopoty organizacyjne i personalne, potem wszystko się jakoś wyprostowało i Polonia miała przystąpić do rundy jesiennej, ale .. to był rok 1944.

 

I to niestety była ta czarna kropka, która kończyła rozgrywki, jednak nie chcemy jeszcze tematu zamykać… Piłka to kibice i oni w tym szalejącym terrorze, łapankach mieli jeszcze chęć oglądać mecze… skąd wiedzieli gdzie? Raczej nie wywieszano afiszów skoro to było takie ryzyko?

 

Oczywiście nie, w grę wchodziła tylko poczta pantoflowa, było wielkie zainteresowanie. Pisał o tym Mieczysław Szymkowiak, dziennikarz powojenny, wtedy zawodnik  Błysku, pierwszego konspiracyjnego mistrza, później Marymontu. I on opowiadał, że często było tak:  gdy kupował w kiosku papierosy podchodził do niego jakiś kibic i pytał: O której jutro gracie na ul. Podskarbińskiej? To było najpopularniejsze boisko okupowanej Warszawy. Tam można było pójść w ciemno i zawsze był jakiś mecz. Bywały takie niedziele gdy rozgrywano 3 mecze równocześnie. To boisko miało tę zaletę, że znajdowało się wśród bloków, które wyciszały odgłosy widowni.

 

Przejawy normalności w nienormalnych czasach, namiastka… 

 

Tak, tak właśnie było. Kiedy człowiek siedział na takim meczu zaczynał zapominać o strasznej rzeczywistości, ważny był mecz i wynik, ale nie tylko. W mojej książce przytaczam zapiski pewnej żoliborzanki, która chodziła na mecze i z kronikarskim zacięciem spisywała, wyniki  i strzelców bramek, zachowania publiczności, taki wręcz piłkarski dziennik… Pierwotnie sądziłem, że to zapiski fanatyka futbolu, ale potem okazało się, że ona była zakochana w co najmniej  trzech piłkarzach. Pojawiały się zachwyty typu: Bramkarz ślicznie wygląda w niebieskim sweterku...Szkoda, że nie udało się ustalić kim była…

Stadiony Legii i Polonii były zajęte przez Niemców nz. mecz między stowarzyszeniem sportowym SS i policji na boisku Legii

 

Który mecz zapadł Panu szczególnie w pamięć?

 

Ten rozegrany na Konwiktorskiej, na dawnym stadionie Polonii. Stadion był zajęty przez Niemców, ale tuż przed Powstaniem, gdy załamywał się front zaczął się popłoch, ewakuacja Niemców… Prawdopodobnie za łapówkę pozwolono zagrać na Konwiktorskiej.  Mieszkałem niedaleko i słyszę: Mecz jest!, Polonia gra! A Polonia grała z drużyną złożoną z Krakowiaków… Na pewno było co najmniej 2 tys. kibiców. Nie było biletów, tylko pamiętam stał taki pan w kapelusiku i zbierał pieniądze. Mecz zakończył się remisem 3:3. Gdy Łabęda z Polonii wyrównał w ostatniej minucie, publiczność wtargnęła na boisko i na rękach go nieśli…To była radość …A parę dni później wybuchło Powstanie…