Przed tygodniem mistrz Szwajcarii wygrał w stolicy Wielkopolski 3:1, a w środę musiał tylko dopełnić formalności. To udało się bez problemu - FC Basel wygrał 1:0 po bramce Islandczyka Birkira Bjarnasona w doliczonym czasie drugiej połowy.

 

"Jeszcze tylko dwa kroki do elity" - zatytułowano artykuł w serwisie internetowym gazety "Basler Zeitung".

 

"Wynik 0:0 dawał bezproblemowy awans i 18 196 kibiców oglądało zawody ze spokojem. Potem nadeszła 91. minuta, kiedy Bjarnason zdobył głową pierwszą bramkę dla swojego nowego pracodawcy i po nudnym meczu poderwał jednak fanów z krzesełek" - napisał dziennikarz Dominic Willimann.

 

To piąte zwycięstwo FC Basel w piątym meczu o stawkę w tym sezonie.

 

"Mistrz kraju wypełnił swój obowiązek i jest o dwa spotkania od fazy grupowej prestiżowej Ligi Mistrzów. Szczególne wrażenie zrobiło zwycięstwo 3:1 w Poznaniu, po którym zespół Ursa Fischera mógł ze spokojem czekać na rewanż" - ocenił Willimann.

 

Sam szkoleniowiec nie krył radości z awansu, ale był też niezadowolony ze środowego występu swoich podopiecznych.

 

"Oczywiście naszym celem jest dostanie się do fazy grupowej. Ale to spotkanie nie wyszło nam tak, jakbyśmy sobie tego życzyli" - przyznał Fischer.

 

Zdaniem dziennikarza "Basler Zeitung", zespół z Poznania był najgroźniejszy w drugiej połowie.

 

"Lech miał szansę dokonać czegoś w pierwszym kwadransie, być może nawet miał wiarę w sukces. Usilnie próbował atakować, piłkarze szybko przemieszczali się po boisku, ale na końcowych metrach brakowało precyzji. A poza tym w bramce stał świetnie czytający grę Czech Tomas Vaclik. Po 15 minutach FCB przejrzało Lecha i skutecznie broniło się do przerwy. Później, gdy coraz mniej wskazywało na to, że Lech dokona niemożliwego, goście mieli najlepsze okazje do zdobycia bramki. Ostatecznie jednak nikt nie znalazł dziury w obronie" - relacjonował Willimann.

 

FC Basel pozna kolejnego rywala podczas losowania w piątek o 12. Mistrz Polski zagra z kolei w ostatniej rundzie eliminacji Ligi Europejskiej.