Adrian Janiuk: Związał się Pan rocznym kontraktem z Miedzią Legnica. Dla Pana jest to optymalny czas czy liczył Pan jednak na dłuższą umowę?

 

Łukasz Garguła: Kiedy dostałem konkretną ofertę z Miedzi od samego początku była mowa o dwunastomiesięcznej umowie z opcją przedłużenia o kolejny rok w przypadku awansu. Nazwałbym kontrakt, który podpisałem motywującym. Przyznaję, że po rozstaniu z Wisłą Kraków po cichu liczyłem, że uda się związać z jakimś klubem występującym w najwyższej klasie rozgrywkowej w Polsce, ale brakowało konkretów. Cieszę się, że Miedź złożyła mi ofertę nad którą długo się nie zastanawiałem.

 

Mówi Pan, że w przypadku awansu zostanie Pan na kolejny rok w Miedzi, czyli legniczanie mają jasno sprecyzowany cel na ten sezon?

 

Chcemy przede wszystkim wygrywać mecze, ale pierwsza kolejka I ligi pokazała, że nie jest łatwo zdominować te rozgrywki. Zawodnicy, którzy przez ostatnie lata grali na ekstraklasowych boiskach potrzebują czasu, żeby przestawić się, bo I liga różni się od Ekstraklasy. Mamy bardzo mocny zespół i jeżeli szybko się zgramy to nasza gra będzie szła do przodu. Sezon jest długi, ale my koncentrujemy się na najbliższych meczach. W tym przypadku na potyczce z Dolcanem Ząbki. Myślę, że na stawianie konkretnych celów przyjdzie czas zimą – po rozegraniu całej rundy.

 

Terminarz jest dla Miedzi dość ulgowy. Pierwsze trzy mecze ligowe gracie u siebie, więc trzeba wykorzystać atut własnego boiska. Inauguracja z Chojniczanką Chojnice nie wypadła jednak tak jak wszyscy w Legnicy by sobie tego życzyli.

 

Pierwsze mecze nowego sezonu to zawsze pewna niewiadoma. Drużyny często za bardzo spinają się na inaugurację, a to przeszkadza, bo brakuje potrzebnej na boisku swobody. Tak było w meczu z Chojniczanką, w którym nie wystrzegliśmy się błędów. Mimo, że przegrywaliśmy udało nam się szybko odwrócić losy rywalizacji i ostatecznie zdobyliśmy punkt. Liczę, że kolejne mecze w naszym wykonaniu będą lepsze. Wierzę, że atut własnego boiska nam w tym pomoże.

 

Kto był pomysłodawcą Łukasza Garguły w Miedzi Legnica?

 

Trener Ryszard Kuźma był za tym, abym zasilił jego zespół, a kontaktował się ze mną także dyrektor Mariusz Mowlik. Kiedy już oficjalnie pojawiło się zainteresowanie ze strony Miedzi, rozmawiałem też z Wojtkiem Łobodzińskim, który gorąco zachęcał mnie do dołączenia do Miedzi. Do tego mój stary, dobry znajomy Krzysztof Osiński jest trenerem bramkarzy i również rekomendował klub, na który ostatecznie się zdecydowałem. Wszyscy w samych superlatywach mówili o zespole oraz podkreślali, że jest to poukładany klub z aspiracjami. Konkretna propozycja od prezesa Andrzeja Dadełło sprawiła, że wybór był łatwy. Wszyscy byli pozytywnie nastawieni do mojej osoby, a to bardzo pomaga. Czuję zewsząd życzliwość i wsparcie. Wiem, że warto było podjąć rękawicę.    

 

Po debiucie w nowym zespole był Pan pozytywnie zaskoczony poziomem I ligi czy spodziewał się Pan więcej po zapleczu Ekstraklasy?

 

Już nasz pierwszy mecz z Chojniczanką pokazał, że na boisku jest zdecydowanie więcej walki, a I liga jest bardzo wymagająca i kosztowna jeśli chodzi o stronę fizyczną. Myślę, że na więcej wniosków przyjdzie czas po rundzie. Mam nadzieję, że najbliższe mecze pokażą prawdziwą wartość Miedzi. Chcemy grać nie tylko skutecznie, ale i widowiskowo.

 

Frekwencja na pierwszym meczu nie była zbyt powalająca. Na inauguracyjny mecz przyszło nieco ponad dwa tysiące kibiców. Na takie miasto jak Legnica to marny wynik.

 

Chcemy dawać radość fanom naszą grą. Naszym celem są zwycięstwa. Jeżeli będą się one regularnie pojawiały to jestem spokojny o frekwencję. Kibice na pewno docenią naszą postawę i zaczną pojawiać się na stadionie w większej ilości.

 

Miedź dokonała znaczących wzmocnień w letnim okienku transferowym. Sprowadzenie Pana do Legnicy było absolutną bombą transferową I ligi, ale Michał Stasiak czy Bartosz Ślusarski to również weterani ekstraklasowi. Do tego w „Miedziance” od kilku lat gra Wojciech Łobodziński. To zwiastuje wprowadzenie jakości i doświadczenia w każdej formacji legniczan. Drużyna z takimi nazwiskami na warunki pierwszoligowe robi wrażenie.

 

Nazwiska nie grają, ale dostrzegam na treningach pełne zaangażowanie w to, co robimy. Sztab szkoleniowy dąży do tego, aby zespół poznał się jak najlepiej na boisku. Równie ważne oprócz zgrania jest nadanie drużynie stylu. Na to potrzeba czasu, ale wierzymy, że jesteśmy w stanie szybko to osiągnąć. Z każdym dniem widać progres w naszej grze. Oby tak dalej!

 

Wraca Pan do regionu, w którym zaczynał Pan przygodę z piłką. Na Dolnym Śląsku zawsze czuł się Pan dobrze?

 

Pierwsze kroki stawiałem w Piaście Iłowa, a to raptem niecałe 100 kilometrów od Legnicy. Później uczęszczałem do Szkoły Mistrzostwa Sportowego we Wrocławiu. Do tego przez trzy lata grałem w Polarze Wrocław. Bez wątpienia są to moje okolice i jest to powód do radości, że tu wracam. Aklimatyzacja w Legnicy dzięki temu przebiega bardzo sprawnie.

 

Pana były klub, który również występuję w I lidze po spadku z Ekstraklasy GKS Bełchatów nie wyrażał zainteresowania? W Bełchatowie spędził Pan aż siedem lat swojej kariery.

 

Bełchatowianie się ze mną nie kontaktowali, więc zupełnie nie było zainteresowania z ich strony.