Z ogromnego stresu i podekscytowania pot wylewał się z obu rękawów mojej koszuli. Nie wiedziałem, czego mogę się spodziewać a już na pewno nie przypuszczałem, że po półgodzinnej rozmowie kwalifikacyjnej kilka dni później pojadę na pierwszą produkcję telewizyjną.

Zmęczony i dumny jak IronMan

To był Gdańsk i ligowy mecz siatkarek Gedanii. W podróż wybrałem się z kierownikiem produkcji Jakubem Radeckim. Odbywała się tam tylko rejestracja. Nie była to transmisja na żywo. Nie było zatem komentatorów, a moim zadaniem było przeprowadzenie wywiadów. W noc poprzedzającą transmisję nie zmrużyłem oka. W głowie przewijały mi się przygotowane wcześniej pytania. Owe wywiady w myślach przeprowadziłem kilka tysięcy razy. Na nic zdały się słowa otuchy od bardziej doświadczonych ludzi telewizji. Zamykałem oczy i widziałem tylko kamerę i mikrofon. Kiedy ostatecznie zakończyłem pierwsze w życiu wywiady przed kamerami Polsatu Sport, czułem się jak IronMan. Potwornie zmęczony i niesamowicie dumny. Nie zdawałem sobie jednak sprawy, jak wpłynie to na moje dalsze życie.

Wydarzenia potoczyły się błyskawicznie. Nie zdążyłem nacieszyć się debiutem w pierwszej polskiej sportowej telewizji, a już mogłem poprowadzić główny serwis sportowy. Cztery miesiące później dostałem szansę poprowadzenia studia piłkarskich Mistrzostw Świata Korea Japonia 2002. Obcowałem z ludźmi, których wcześniej podziwiałem w telewizji. Wybitnymi dziennikarzami i wielkimi sportowcami.

Moja ukochana siatkówka

Mało jest dyscyplin, przy których nie pracowałem podczas tych nastu minionych lat. Piłka nożna, koszykówka, żużel, boks, MMA, biathlon, tenis... Zawsze jednak to siatkówka była w mojej prywatnej, osobistej hierarchii sklasyfikowana najwyżej. W 2002 roku jej pozycja nie była tak silna jak obecnie. Olbrzymim wydarzeniem było pojedyncze zwycięstwo polskiego klubu w Lidze Mistrzów. Pamiętam do dziś wielkie święto w opolskim "okrąglaku", kiedy Mostostal pokonał VFB Friedrischafen i po raz pierwszy awansował do Final Four.

Cieszyłem się jak dziecko, kiedy dyrektor Marian Kmita informował małą wówczas redakcję o kolejnych sukcesach negocjacyjnych w walce o telewizyjne prawa. Dzięki temu na naszej antenie transmitowaliśmy niemal wszystkie sukcesy polskiej siatkówki w ostatnich piętnastu latach - zarówno te klubowe, jak i reprezentacyjne. Mistrzostwo Europy kadry Andrzeja Niemczyka w Turcji. Srebrny medal Mistrzostw Świata ekipy Raula Lozano w Japonii. Złoto Daniella Castellaniego, wszystkie medale zdobyte przez Andreę Anastasiego aż po największy sukces od 40 lat: mistrzostwo świata wywalczone w Polsce.

Przy każdej imprezie mogłem pracować, każdą przeżywać i za każdym razem doceniać olbrzymie szczęście, jakie mnie spotkało. Redakcja, dla której mogę pracować posiadała i posiada większość praw telewizyjnych do siatkówki, a przedstawiciele mojej ukochanej dyscypliny wspięli się na sportowy szczyt. A to przecież oni stoją za sukcesem każdej dyscypliny i każdej ...telewizji.

Szkoła życia i charakteru

Być może to, co piszę jest zbyt sentymentalne. Być może zbyt patetyczne. Są jednak takie dni, w których warto się zatrzymać, wrócić pamięcią do dawnych chwil, przewinąć taśmę do tyłu i docenić to, czego się doświadczyło. Polsat Sport to niemal połowa mojego życia. To miejsce, w którym spędziłem mnóstwo dni i nocy. Miejsce, w którym także kształtował się mój charakter i szlifowała osobowość. Punktualność, solidność, kultura słowa, walka ze stresem a jednocześnie dążenie do celu i realizacja powierzonych zadań.

Wszystkie te elementy są niezmiernie ważne w telewizyjnej rzeczywistości, ale też w prywatnym życiu. Być może właśnie dzięki tym telewizyjnym doświadczeniom mogę być teraz lepszym mężem i ojcem. Być może to właśnie Polsat Sport zmienił moje życie. Zawsze zatem pamiętam, że to nie jest jedynie telewizyjny kanał, zwyczajne logo w prawym górnym rogu ekranu. Polsat Sport to ludzie, którzy go tworzą od 15 lat. A dla mnie to drugi dom.