Artur faktycznie w każdej wypowiedzi podkreślał, że Głowacki zostanie mistrzem świata.

Dokładnie! Tam naprawdę było bardzo wesoło. Wszędzie, czy w windzie czy na konferencjach, Szpilka wszystkim z grupy Hucka mówił, że skopie mu tyłek.

 

Głowacki na 4. miejscu według The Ring


Marco Huck był pewny swego i w każdej wypowiedzi mówił, że pobije rekord należący do Johny’ego Nelsona (red. trzynaście konsekwentnych obron mistrzowskich w kategorii cruiser). Podkreślał, że nie oglądał Twoich walk i nie musi tego robić…

Zupełnie tym się nie zajmowałem. Ja też byłem pewny swego i zaznaczałem to w każdym wywiadzie. Wiara była naprawdę wielka i nawet przez chwilę w siebie nie zwątpiłem.

Na konferencji prasowej długo patrzyliście sobie w oczy. Czy chciałeś przy przekazać jakąś informację?

Trwało to naprawdę długo, a on wytrzeszczał do mnie swoje oczy. W końcu zdecydowałem, że to skończę, bo ile można sobie patrzeć w oczy? Trochę mnie to rozbawiło, ale przeszliśmy do historii jako najdłuższe „face to face” przed walką!

Pojedynek rozpoczął się idealnie dla Ciebie! Przez pierwsze trzy rundy bijesz dużo dołów, schodzisz w prawą stronę i unikasz jego prawej ręki.

Dokładnie i taki był plan. Mieliśmy rozpocząć mocno, aby nie przespać pierwszej rundy. Nie chcieliśmy pozwolić mu złapać jego rytmu walki, bo wtedy zobaczylibyśmy prawdziwego Hucka, który atakuje z furią. Starałem się odpowiadać na jego ataki i przerywać każdą akcję.

W kolejnych dwóch rundach nabrałeś zbyt dużo pewności siebie czy przyszedł drobny kryzys?

Zazwyczaj kryzys przychodził w siódmym, ósmym starciu. Tu przyszedł nieco wcześniej. Może przez inną strefę czasową? Dwie rundy odpuściłem, później miałem ruszyć, a tu „boom”!

Jak wspominasz ten nokdaun z szóstej rundy? Wyglądało to naprawdę drastycznie i wydawało się nawet, że możesz nie powstać już z desek.

Kompletnie nic nie pamiętam i nie widziałem nawet ciosu. Muszę na spokojnie to obejrzeć i zobaczyć jak do tego doszło, żeby w przyszłości nie powtórzyć tego błędu. Wszedł pięknie w tempo i trafił porządnie tym lewym sierpowym. Całe szczęście pokazałem charakter i powróciłem do walki. Pamiętam dopiero moment, kiedy Huck na mnie ruszył. W głowie mocno mi się kręciło, a nogi miałem jak z waty. Pomyślałem „Trzeba zaatakować!”

Skąd decyzja o takim błyskawicznym ataku? Postawiłeś wszystko na jedną kartę?

Wiedziałem, że jeśli stanę za podwójną gardą to będzie po mnie. Błyskawicznie zareagowałem i zaatakowałem zamiast stać za podwójną gardą. Zdawałem sobie sprawę, że jak mnie trafi to może być już po wszystkim. Później z rundy na rundę czułem, że Huck słabnie.

Przychodzi jedenasta runda i około 47. sekund do końca. Posyłasz błyskawiczny lewy sierpowy, poprawiasz prawym prostym i Marco Huck ląduje na deskach.

Nie mam nic do Niemców, ale nie lubię po prostu jego osoby. On jest odbierany przez wiele osób bardzo negatywnie i działa wręcz elektryzująco. Są tacy ludzie, że patrzysz na niego i cię denerwuje. On właśnie jest takim typem, który jest zadumany w sobie, przekonany o swojej wielkości i wszystkich ma gdzieś. Chciałem, żeby sędzia go jeszcze dopuścił do pojedynku i liczyłem na ciężki nokaut. Cieszyłem się jak zobaczyłem, że za pierwszym razem wstaje z desek.

Byłeś przekonany, że jak wstanie z desek to dasz radę go znokautować?

Tak! Czułem, że jest przełamany i jak ruszę to będzie koniec walki. Szkoda, że sędzia tak szybko przerwał, bo miałem przygotowany jeszcze konkretny lewy. Ale to byłby ciężki nokaut!

Od razu po przerwaniu pojedynku wiedziałeś, że jesteś mistrzem świata?

Zupełnie to jeszcze do mnie nie dociera. Nie mam pasa mistrzowskiego i czuję się nadal jak po normalnym pojedynku.