Przed finałem fani tenisa bardzo dużą uwagę zwracali na liczby, jakie wiązały obu graczy z turniejem w Cincinnati. Roger Federer po raz siódmy miał wystąpić w decydującym meczu, a w dotychczasowych sześciu finałach ani razu nie schodził z kortu pokonany. Z kolei na Djokoviciu ciążyła swego rodzaju klątwa, bowiem w czterech finałowych spotkaniach w Cincinnatii zawsze musiał uznawać wyższość rywali.

Serb miał nadzieję przełamać złą passę, ale jego przeciwnik nie miał zamiaru tanio sprzedać skóry. Dlatego w pierwszym secie na każdego wygranego gema serwisowego Djokovicia, Federer odpowiadał tym samym. I mogliby tak do końca świata, ale po 12. gemie przyszedł czas na tie-breaka. A w nim Djokovicia dopadła dziwna niemoc! Serb przegrał kilka ważnych piłek i w sromotny sposób (1-7) całego gema!

Federer jakby wyczuł, że rywal jest jeszcze zamroczony po koszmarnym tie-breaku i zadał w kolejny cios w postaci szybkiego przełamania w drugim secie. Stracony przez Nole serwis okazał się kluczowym momentem tej partii, a Szwajcar nie wypuścił już z rąk okazji. Wygrał 6:3, a całe spotkanie 2:0. Król Roger po raz kolejny zasiadł na tronie w Cincinnati!

Roger Federer - Novak Djokovic 7:6 (7-1), 6:3