Walczykiewicz była jedną z kandydatek do medalu i nie zawiodła oczekiwań. W finale musiała uznać wyższość Carrington, z którą od 2011 roku, na razie bezskutecznie, walczy o tytuł mistrzyni świata. - Już więcej nie mogłam wycisnąć z tego wyścigu. Śmiałam się z trenerem, że już na finiszu zrobiłam takiego przysłowiowego żółwia czyli garba do przodu. Bo bieg był trudny, trochę pod wiatr. Ale mimo warunków, uzyskałam bardzo dobry czas - powiedziała kajakarka KTW Kalisz.

 

Tuż po wyjściu z wody kajakarka nie była do końca zadowolona. Dopiero gdy srebrny medal zawisł na szyi, humor jej się poprawił. - Lisa spytała mnie po dekoracji, czy jestem zadowolona. Teraz już jestem, ale zaraz po finiszu byłam trochę rozczarowana. Cieszy mnie to, że odkąd toczę walkę z Lisą, pierwszy raz udało mi się jej zagrozić przez dłuższy dystans niż przez 50 metrów. Sama mi przyznała, że miałam bardzo dobry start i przez dłuższy dystans nie czuła się zbyt pewnie. Co ważne, przed rokiem przegrałam z nią o sekundę, a teraz było już tylko 0,6 sekundy - tłumaczyła.

 

Najlepsza polska sprinterka nie traci nadziei, że w końcu "dopadnie" utytułowaną Nowozelandkę. - Może gdyby były nieco inne warunki, z lekkim wiatrem, to miałabym szansę wygrać. Na ostatnim zgrupowaniu w Szeged złamałam barierę 38 sekund. No cóż, czekam na kolejny rewanż. Ale chyba już dopiero na igrzyskach w Rio de Janeiro" – podsumowała.

 

Na mistrzostwach świata w Mediolanie Polacy zdobyli trzy medale. Oprócz Walczykiewicz, srebro zdobyli kanadyjkarze Vincent Słomiński (Stomil Poznań) i Wiktor Głazunow (AZS AWF Gorzów Wlkp.) w C2 500 m, natomiast brąz inny duet kanadyjkarzy - Marcin Grzybowski (Posnania) i Piotr Kuleta (AZS PO Opole) w C2 1000 m.

 

W niedzielę po południu rozegrane zostaną jeszcze trzy konkurencje na dystansie 5000 m.