Sebastian Staszewski: Wyjazdowe zwycięstwo z Zorią Ługańsk sprawia, że czwartkowy rewanż z Ukraińcami będzie formalnością, czy wciąż obawiacie się rywala, który w Kijowie – szczególnie w pierwszej połowie – pokazał kawał dobrego futbolu?

 

Nemanja Nikolić: Zwycięstwo w Kijowie nie zwalnia nas z walki. Po pierwszym meczu wiemy, że w czwartek zmierzymy się z dobrą drużyną, która ma w kadrze niezłych piłkarzy. Na Ukrainie zagraliśmy mądrze i zdobyliśmy bramkę, dlatego w Warszawie będzie trochę łatwiej, ale nie traćmy czujność. Nie możemy stracić przewagi. A najlepiej, jakbyśmy jeszcze coś dołożyli!

 

Ale przyzna Pan, że w pierwszej połowie Zoria napędziła wam strachu?

 

Może przez chwilę, ale przecież mieliśmy kilka sytuacji bramkowych, których nie wykorzystaliśmy. Gdyby Legia zdobyła jeszcze dwie bramki byłoby po sprawie. Ale fakt, jeśli z Zorią nie zagramy swojego najlepszego futbolu to może być ciężko. Na Łazienkowskiej trzeba po prostu zdobyć pierwszą bramkę.

 

Jak Legia ma zagrać z Zorią, żeby awansować?

 

No to przed Panem wyzwanie…

 

Jasne, że chcę być tym, który da Legii awans! Wszyscy jednak jesteśmy gotowi na 100 proc. Wszyscy jesteśmy zmotywowani. Przed nami wielka szansa na awans, został tylko jeden krok, i musimy go wykonać. Mam nadzieję, że stadion będzie pełny, doping gorący, a po meczu będziemy świętować!

 

Jakie są mocne strony Ukraińców?

 

Są nieźli w ataku. Dużo biegają, walczą, jako zespół są naprawdę trudnym rywalem. Daliśmy sobie jednak z nimi radę, więc i teraz będzie podobnie. Najlepszym lekiem na ich atak jest nasza obrona, która poradzi sobie z ich napastnikami. Musimy po prostu powtórzyć to, co zagraliśmy na Ukrainie.

 

Oby nie to, co zagraliście w meczu z Koroną Kielce… Dlaczego w Lidze Europy potraficie pokonać silną Zorię, a w Ekstraklasie przegrywacie w fatalnym stylu z bankrutem?

 

To dobre pytanie! Ale ligę zaczęliśmy dobrze i choć później przyszły dwa małe kryzysy, to nie róbmy z tego tragedii. Przed nami jeszcze ze trzydzieści meczów! Dziś porażka z Koroną nie ma jednak znaczenia, bo jesteśmy skupieni na Zorii. W LE błędy bolą podwójnie… W Ekstraklasie będziemy mieli czas na odrabianie strat. W tej chwili mamy dwa cele: faza grupowa LE i mistrzostwo Polski. Jeśli zagramy twardo i zdecydowanie, to w czwartek zrealizujemy cel numer 1. Później skupimy się na Ekstraklasie.

 

Zostaje Pan w Legii? Bo mówiło się o dwumilionowej ofercie z Anglii. To prawda? Bo do końca okna transferowego zostało jeszcze kilka dni… 

 

W tej chwili mogę powiedzieć, że na pewno zostaję w Legii. Przyszedłem tu zdobyć mistrzostwo i grać w Europie. Chcę zrealizować te cele, dlatego teraz zostaję, choć nie wiem na jak długo. Jeśli znajdzie się klub, który będzie chciał za mnie zapłacić, niech rozmawia z Legią. Nikomu nie mówię nie, ale dziś myślę tylko o grze Warszawie. Chcę tu być jak najdłużej!

 

Ale propozycja z Reading była?

 

Tak, rozmawiałem o niej z moim menadżerem. Opowiadał mi o klubie, ale powiedziałem mu, że w tej chwili nie jestem zainteresowany transferem.

 

W czwartek będzie Pana interesował nie tylko wynik meczu Legii z Zorią, ale także Videotonu z Lechem Poznań. Komu będzie Pan kibicował?

 

Oczywiście Videotonowi!

 

Który praktycznie nie ma szans na awans do fazy grupowej…

 

Fakt, że wynik 3:0 z pierwszego meczu to bardzo wysoki rezultat, ale w futbolu zdarzają się cuda. Mam nadzieję, że taki zobaczę w czwartek. Trzymam kciuki, aby Videoton pokonał Lecha i awansował dalej.

 

Węgrzy mają jednak sporo kłopotów… 

 

Tak, odszedł trener, a dyrektor sportowy popełnił wiele błędów. Dziś w Videotonie nie brakuje zawirowań. Są tam jednak naprawdę dobrzy zawodnicy, którzy potrafią grac w piłkę. Może rewolucję w klubie rozpoczną od awansu do fazy grupowej Ligi Europa? Wierzę, że tak się właśnie stanie.